seriale

Carole & Tuesday na Netflix. Futurystyczna opowieść o muzyce, świecie i technologii

Kamil Świtalski
12

Nowe anime od twórcy Cowboya Bebopa już w całości dostępne na Netflix. Co wyróżnia tę historię o dwóch aspirujących piosenkarkach?

Japońskie animacje to specyficzna sprawa. Ale nie trzeba być znawcą tematu, by kojarzyć tytuły takie jak Cowboy Bebop. Dlaczego pisanie o nowej, dostępnej nareszcie w całości na Netflixie, serii rozpoczynam od wspomnienia tego klasyka? Nie bez powodu — za obiema seriami stoi ten sam człowiek, Shinichirō Watanabe. Nie będę ukrywał, że to mój ulubiony reżyser i scenarzysta w branży, a wszystkie prace przy których maczał palce w mniejszym lub większym stopniu — biorę w ciemno. I jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłem.

Kosmos, muzyka i przesłanie

W swojej najnowszej serii Watanabe raz jeszcze zabiera nas do niedalekiej przyszłości i to prosto na Marsa. Planeta wygląda zjawiskowo, jak na przyszłość przystało — nie zabrakło tam nowoczesnych technologii, a wszystko to ze wsparciem sztucznej inteligencji. Głównymi bohaterkami całej tej historii są, tworzące muzyczny duet, tytułowe Carole i Tuesday oraz ich największa sceniczna rywalka. Angela Carpenter to była modelka, która postanowiła spróbować swoich sił w innej branży. By zapewnić jej miejsce na szczycie, jej matka pcha ją w ręce Tao. Producenta muzycznego, który stale rozwija swoje narzędzie AI, pozwalające nie tylko przewidzieć i stworzyć największe hity, ale też zreplikować głos artysty w jego najczystszej i najdoskonalszej formie.

Jako widzowie mamy szansę obserwować rywalizację zarówno na scenie, jak i poza nią. Nie zabrakło też wątków i szybkiego rzutu okiem na tamtejszą politykę. Pełną manipulacji, nieczystych zagrywek i przełożenia na marsowe problemów, z którymi zmaga się też nasz współczesny świat. I choć na pierwszy rzut oka może wydawać się to przesadą w serii traktującej o aspirujących artystkach, to scenarzystom udało się te wątki doskonale wpisać w fabułę serii. Jako widz ani przez chwilę nie poczułem chęci nadmiernego moralizatorstwa, które zdążyłoby mnie zirytować — tym bardziej że na każdym kroku było to podsycane fantastyczną oprawą dźwiękową.

Muzyka: niby w tle, ale odgrywa też pierwsze skrzypce

Kiedy Watanabe zabiera się za serię z muzyką w tle, to wiem że będzie dobrze. Wybitnie było w Cowboyu Bebopie i Samurai Champloo, dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? No nie jest, nie jest. Carole i Tuesday poza tym że fantastycznie wygląda i się rusza (rotoskopowe animacje prezentują się fantastycznie!), to jeszcze doskonale brzmi. I to zarówno w kwestii muzycznych teł, jak i piosenek wykonywanych na scenie. Utwory muzyczne śpiewane przez głównych bohaterów wpadają w ucho i, nie ukrywam, zasłuchuję się w nich nawet po obejrzeniu serii. A jest to prawdziwie bezproblemowe, bo cała ścieżka dźwiękowa trafiła do biblioteki Spotify:

https://open.spotify.com/album/54hb2cgal71xCmoC9EB4IW?si=N1dlHg3aRQGK7KJ4kvxMxg

https://open.spotify.com/album/1flIjZeJQnZBNIEtTjzDmd?si=7dfq-ILLStSlzOZXQxhiKw

Netflix podzielił serię na dwie części — i choć pierwszych kilkanaście odcinków mogliśmy obejrzeć już w wakacje, to druga połowa przygód Carole i Tuesday trafi na platformę dopiero 24. grudnia. Kiedy uporacie się już z lukrowaniem pierników i będziecie chcieli odpocząć w towarzystwie świetnej animacji — pamiętajcie o tej serii. To zdecydowanie najlepsze anime na Netflix, a... przynajmniej jedno z najlepszych — bo gusta są różne. W każdym razie to rzecz, obok której nie chcecie przechodzić obojętnie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: