20

Polacy polubili wynajem samochodów na minuty: 2 tys. aut w 2017 roku

Wynajem aut na minuty to na naszym rynku coś świeżego - rozwiązanie jest rozwijane od dłuższego czasu w innych krajach, świetnym przykładem Niemcy, ale nad Wisłą poważnie mówi się o nim zaledwie od kilku kwartałów. Było, jest i pozostanie ciekawostką? Okazuje się, że teraz to już coś więcej: przybywa firm świadczących tę usługę, klientów oraz aut do wynajęcia. Bieżący rok powinien się zakończyć z wynikiem 2 tysięcy dostępnych samochodów. Potem czeka nas prawdziwy boom?

Car sharing ma być jednym z kierunków ewolucji rynku motoryzacji. Od pewnego czasu podkreśla się, że zmienią się nie tylko samochody (będą elektryczne i autonomiczne, nieustannie podłączone do Sieci), ale też model ich użytkowania. Mniej osób będzie kupować samochody, zaczniemy je wynajmować wtedy, gdy będą potrzebne. W jednym przypadku chodzi tu o zamówienie samojezdnej taksówki, by przemieścić się z punktu A do B, w drugim o wynajęcie auta na cały dzień, by załatwić więcej spraw, w jeszcze innym o zdobycie większego auta na czas urlopu. Opcji będzie sporo, finalnie ma się to bardziej opłacać, niż inwestowanie we własne auto.

car sharing w Polsce

Skoro prognozy są dobre, nie dziwi, że biznes zaczął się rozwijać także w Polsce. Na początku nie brakowało jednak głosów sceptycznych: bo za drogo, bo za dużo ograniczeń, bo to nie na nasze warunki itp. Okazuje się jednak, że obawy były przesadzone. Rzeczpospolita informuje, iż biznes szybko się rozkręca: w czerwcu car sharing w Polsce oferował 1000 aut, pod koniec roku powinno ich być już dwa razy więcej. I o ile początkowo rynek ograniczał się do dwóch miast (Warszawa, Kraków), o tyle lista się wydłuża i w przyszłym roku będzie można mówić o wynajmie aut na minuty w większości aglomeracji.

Obecnie palmę pierwszeństwa dzierży na naszym rynku Traficar: 700 aut w czterech miastach i 40 tys. użytkowników. Przyznam, że ta ostatnia liczba robi spore wrażenie. Chociaż trzeba przy tym zaznaczyć, że mowa tu pewnie o osobach zarejestrowanych – trudno stwierdzić, ile z nich korzysta regularnie z usługi. Interes musi być jednak perspektywiczny, skoro firma planuje pojawić się niebawem w kolejnych miastach i powiększyć flotę o kilkaset pojazdów. Co więcej: przedsiębiorstwo uruchomiło pilotażowo car sharing aut dostawczych. Miało to miejsce w Krakowie, partnerem jest IKEA (nie trzeba być klientem sklepu, by wynająć zaparkowane przed nim Renault Kangoo Maxi). Możliwe, że niebawem pojazdy wynajmowane na minuty i z pomocą smartfonów pojawią się pod sklepami szwedzkiej sieci w całym kraju.

Co z konkurencją? PANEK Car Sharing posiada 300 samochodów i działa w Warszawie, ale w przyszłym roku zwiększy się zasięg usługi i liczba pojazdów – szef firmy mówi nawet o możliwym przegonieniu Traficar. Są też 4Mobility i GreenGoo (Transporters). Ten ostatni gracz zaczyna dość skromnie, ale do końca roku ma oferować na Śląsku sto pojazdów elektrycznych, w przyszłym roku przyjdzie czas na ekspansję w Krakowie i mocną rozbudowę floty. Wypada stwierdzić, że to dobry sposób na promowanie elektryków wśród społeczeństwa – wielu kierowców pewnie po raz pierwszy będzie miało z nimi styczność właśnie za sprawą wynajęcia auta na minuty.

Im większa konkurencja, tym lepiej dla klientów – w przyszłości firmy powinny walczyć o nasze portfele, to będzie prowadzić do spadku cen i uatrakcyjniania ofert. Na korzyść car sharing mogą też przemawiać coraz wyższe koszty użytkowania auta: ceny ubezpieczeń mogą rosnąć, podobnie będzie pewnie z kosztem parkowania w centrach miast. W pewnym momencie okaże się, że niektórym ludziom naprawdę nie opłaca się inwestować we własne auto. Inną kwestią są firmy, dla których rynek może się rozwijać równolegle. Rachunek ekonomiczny będzie tu zapewne najlepszą reklamą i nie trzeba specjalnie przekonywać klientów, którzy raz zobaczą, że wychodzi taniej.

W tym wszystkim dostrzegam jednak pewien problem: nie jest tajemnicą, że polskie miasta należą do najbardziej zakorkowanych w Europie. Nie brakuje przypadków, gdy trzeba poświęcić kilkadziesiąt minut na przejechanie kilku kilometrów. W modelu, w którym płaci się za przejechane kilometry i czas wynajmu, jest to spora wada, bo rachunek szybko rośnie. Nie zdziwię się zatem, jeśli na tym polu nastąpią jakieś zmiany, przedsiębiorstwa inaczej podejdą to tematu. Przypominam, że to bardzo młody rynek, który czeka ewolucja. Na razie istotne wydaje się to, że pomysł się zakorzenił.