Moje przemyślenia

Canon zaprezentował 6D, najtańszy aparat z pełną klatką w ofercie firmy oraz G15, S110 i SX50 HS

JR
Jan Rybczyński
12

Canon zaprezentował kilka nowych, ciekawych aparatów fotograficznych. Premierę miały: najtańsza jak dotąd wyprodukowana przez Canona lustrzanka z matrycą wielkości pełnej klatki filmu 35mm, tzw. full frame, noszący symbol 6D, aparat kompaktowy dla ambitnych, potrzebujących manualnych ustawień G15, w...

Canon zaprezentował kilka nowych, ciekawych aparatów fotograficznych. Premierę miały: najtańsza jak dotąd wyprodukowana przez Canona lustrzanka z matrycą wielkości pełnej klatki filmu 35mm, tzw. full frame, noszący symbol 6D, aparat kompaktowy dla ambitnych, potrzebujących manualnych ustawień G15, wyposażony w tą samą matrycę, ale mniejszą obudowę S110 oraz super zoom SX50 HS, który przypomina z wyglądu lustrzankę, ale jest aparatem kompaktowym. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Nowe wyposażenie to przede wszystkimi wbudowane WiFi i GPS.

6D, czyli najtańsza lustrzanka Canona z matrycą wielkości pełnej klatki. Jej cena wyznaczona została na 2099 (to prawie półtora tysiąca dolarów mniej niż 5D MarkIII) dolarów w momencie premiery i zapewne jeszcze spadnie jakiś czas potem. W specyfikacji jest na oko czymś pomiędzy pełnoklatkowym 5D MarkII a 5D MarkIII. Nowością jest standardowo wbudowany moduł WiFi i GPS. WiFi jest naprawdę wygodne i przydatne, kto ma dobry aparat w swoim telefonie, ten wie o czym mówię. W przypadku 6D spełnia dodatkowe funkcje, możemy bowiem wykorzystać nasz telefon lub tablet do zdalnego regulowania ustawień, wyzwalania migawki, jaki również do podglądu. Wydatek na osobny wyzwalacz przestaje być konieczny. GPS przyda się wszystkim tym, którzy fotografują swoje podróże i widoki. Między innymi takim zastosowaniom sprzyja pełna klatka.

Aparat został wyposażony w matrycę o rozdzielczości 20,2 megapikseli, czyli odrobinę mniej, niż 5D MarkIII, za to procesor zajmujący się obróbką pozostał ten sam - Digic 5. Bardziej zaawansowanych fotografów zmartwi fakt, że wizjer nie ma już 100% pokrycia kadru, a 97% oraz, że jest tylko jeden krzyżowy punkt autofokus - oczywiście centralny, za to poprawiona została jego sprawność w ciemności do -3EV. Dopiero testy w praktyce pokażą, czy obietnice Canona, że jest to najlepiej pracujący w słabych warunkach oświetleniowych czujnik autofokus, okażą się prawdziwe. Pełną specyfikację aparatu można znaleźć np. tutaj.

Kolejny aparat godny uwagi to G15, czyli aparat kompaktowy z ambicjami, stosowany przez osoby znające się na fotografii, ale potrzebujące małego aparatu, lub przez profesjonalistów potrzebujących zapasowego aparatu w razie awarii głównego sprzętu. Seria G zawsze charakteryzowała się dobrą ergonomią i pełną gamą manualnych ustawień. G15 jest następcą G12 i największą zmianą wobec porzednika jest zdecydowanie jaśniejszy obiektyw o ogniskowej 28-140mm i jasności f/1.8-2.5, podczas gdy w poprzedniku, przy identycznej ogniskowej jasność wynosiła f/2.8-4.5. Taka jasność obiektywu wraz z maksymalną czułością ISO 12800 daje szerokie pole do popisu, nawet w słabych warunkach oświetleniowych. Całość wspiera matryca 12,1 megapiksela wielkości 1/1.7 cala. Zabrakło natomiast odchylanego wyświetlacza. Cena aparatu to niecałe 500 dolarów.

Jeśli chodzi o S110, to posiada on identyczną matrycę, jak G15, lecz w mniejszym, bardziej kompaktowym opakowaniu. Zyskał w stosunku do swojego poprzednika (S100) wbudowane WiFi, a więc i jego można sterować za pomocą specjalnej aplikacji na smartofny i tablety. Obiektyw pozostał bez zmian 24-120mm, f/2.0-5.9. Cena jest jednak tylko o 50 dolarów mniejsza niż w przypadku G15 i wynosi niecałe 450 dolarów. W takim wypadku bez namysłu zdecydowałbym się właśnie na większego brata.

Ostatnim zaprezentowanym aparatem był super zoom posiadający imponujące 50 krotne przybliżenie w zakresie 24-1200mm co została okupione gorszymi parametrami jasności f/3.4-6.5. Dodany został większy, 2,8 calowy, odchylany wyświetlacz oraz możliwość zapisywanie zdjęć w bezstratnym formacie RAW. Sam aparat jest dość sporych, przynajmniej jak na kompakt, gabarytów i przypomina bardziej lustrzankę, chociaż nie posiada wymiennej optyki.

Powstaje pytanie, ilu posiadaczy telefonu z bardzo dobrym aparatem (S3, Lumia 920, iPhone 4S, 5 etc.) odczuwa potrzebę posiadania aparatu kompaktowego? Ja muszę przyznać, że mi wciąż się przydaje, lepiej leży w ręce, ma zoom optyczny i więcej ustawień. Uzupełniony o WiFi i GPS wygrywa z aparatem w telefonie na każdej płaszczyźnie... z wyjątkiem tego, że nie zawsze mamy go przy sobie, tak jak telefon. A Wy widzicie jeszcze zastosowanie dla kompaktowych aparatów fotograficznych?

Zdjęcia i specyfikacje pochodzą z The Verge [1], [2] i Dpreview.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu