11

Kiedyś jeleni w Internecie łapało się na iPada bez folii, dzisiaj na bitcoina

Pamiętacie iPady bez folii rozdawane na Facebooku? Albo smartfony Apple, po które wystarczyło wyciągnąć rękę w mediach społecznościowych. Chętnych na nie nie brakowało, ludzie byli w stanie napisać każdą głupotę, by zwiększyć swoje szanse na otrzymanie tego sprzętu i nie pomagały ostrzeżenia, że to ściema, że w najlepszym razie można się ośmieszyć, a w najgorszym stracić pieniądze czy dane. Tamta moda osłabła, ale przyszła inna: teraz ludzie walczą o bitcoina. Na razie na Twitterze, lecz zaraz może się to poważnie rozszerzyć...

Bitcoin w listopadzie i grudniu poważnie podrożał, tylko w tym tygodniu kilka razy bił rekord kursu, czasem trudno było za tym nadążyć: w ciągu kilku godzin wycena potrafiła wzrosnąć/spaść o tysiące dolarów. Udało się już przebić próg 17 tysięcy dolarów i jednych to przeraża, lecz jednocześnie innych zachęca do inwestowania w kryptowaluty – skoro w miesiąc można było zarobić kilkadziesiąt procent. Aż żal nie skorzystać.

Trudno przewidzieć, jak się to wszystko potoczy, do jakiego pułapu cyfrowy pieniądz może rosnąć lub kiedy pęknie ewentualna bańka. Bardzo prawdopodobne wydaje się jednak, że szum wokół tego środka płatniczego przyciągnie uwagę bardzo wielu osób, także wszelkiej maści oszustów – należy się spodziewać doniesień o ludziach nabitych w butelkę przy okazji kryptowalutowego szaleństwa. I znowu: jedni stracą kasę, inni po prostu padną ofiarą żartu. Ten drugi przypadek opisuje The Verge przywołując nowe łańcuszki z mediów społecznościowych. Zaczęło się od Twittera.

Użytkownicy ogłaszają w tweetach, że lata temu kupili bitcoin za grosze, że nabyli go całkiem sporo i teraz chcą się podzielić. Czekają zatem na chętnych, by rozdać kilka „monet” – wystarczy się zgłosić. A jeśli będziesz miał szczęście, zostaniesz wybrany. Proste? Jeszcze jak! Jest przynęta, są łowy – ludzie masowo odpowiadają, chcą uczestniczyć w podziale łupów. Część tłumaczy oczywiście, dlaczego to właśnie im „bogacz” miałby wręczyć kilkanaście tysięcy dolarów (według obecnego kursu). Ktoś zapyta: a co, jeśli to prawda? Przecież mógł kupić bitcoin, gdy było tanio, może go teraz rozdawać – kto bogatemu zabroni?

To prawda, sytuacja jest prawdopodobna. Ale ów użytkownik nie udowodnił, że ma cyfrową walutę, a tweety podobnej treści… wyrastają niczym grzyby po deszczu. Chyba nikt nie zakłada, że wszystkie te osoby, albo przynajmniej spora ich część, będzie rozdawać pieniądze. To po prostu iPad bez folii w nowej odsłonie. Czy ludzie dadzą się nabrać? Cóż, gdy w formie bardzo widocznego żartu chciałem rozdawać sprzęt Apple na AW, zgłosili się chętni – to chyba najlepiej pokazuje, że internautom można wszystko wcisnąć.

Można zakładać, że na Twitterze sprawa się nie skończy – za chwilę podobne łańcuszki pojawią się na Facebooku czy YouTube. Zacznie się od USA, ale moda powinna szybko uzyskać globalny zasięg: jeśli wszystko rozwinie się wedle utartego scenariusza, za jakiś czas zobaczycie znajomych z fb walczących o bitcoina czy inną popularną kryptowalutę. Napiszą posta, polubią, udostępnią, wyjaśnią dlaczego oni i będą prosić o lajki, by zwiększyć swoją szansę. Może nawet wyślą SMS premium albo zarejestrują się w dziwnym miejscu.

Ciekaw jestem, ile osób wzbogaci się na drożejącym z każdym dniem cyfrowym pieniądzu, a ile na osobach handlujących kryptowalutami? Może będzie to przypominać czasy gorączki złota, gdy fortuny robili ludzie dostarczający narzędzia? Już teraz nie brakuje specjalistów i doradców wszelkiej maści, którzy powiedzą, jak zbić fortunę na kryptowalutach. Niewielu osobom przyjdzie jednak do głowy, by zapytać, dlaczego dzielą się tą wiedzą i „pracują”, skoro sami mogliby zostać milionerami. Co tam milionerami – miliarderami, niczym bracia Winklevoss.

No i najważniejsze pytanie: czy rozdawany bitcoin jest bez folii?