46

Bill Gates krytykowany przez akcjonariuszy. Powinien odejść z firmy?

Bill Gates to jedna z legend sektora IT i chyba trudno polemizować z tym stwierdzeniem. Jeżeli ktoś nie kojarzy jego osiągnięć i wpływu na rozwój branży nowych technologii, to pewnie słyszał o niewyobrażalnym wręcz majątku współzałożyciela Microsoftu i jednocześnie jednego z najbogatszych ludzi świata. Niektórzy uważają, iż to właśnie Gates powinien zastąpić Steve’a Ballmera na […]

Bill Gates to jedna z legend sektora IT i chyba trudno polemizować z tym stwierdzeniem. Jeżeli ktoś nie kojarzy jego osiągnięć i wpływu na rozwój branży nowych technologii, to pewnie słyszał o niewyobrażalnym wręcz majątku współzałożyciela Microsoftu i jednocześnie jednego z najbogatszych ludzi świata. Niektórzy uważają, iż to właśnie Gates powinien zastąpić Steve’a Ballmera na stanowisku CEO korporacji z Redmond. Teraz pojawiły się nowe pomysły – usunięcia Gatesa z fotela przewodniczącego rady dyrektorów Microsoftu.

Zaraz po ogłoszeniu przez Ballmera decyzji o zwolnieniu w ciągu roku fotela CEO amerykańskiej korporacji, wystartowała giełda nazwisk potencjalnych następców obecnego szefa. W gronie tym wymieniano m.in. Gatesa i choć była to propozycja czysto teoretyczna, to niektórym przypadła ona do gustu – wszak mamy do czynienia z innowatorem i wizjonerem, który mógłby rozruszać skostniałą korporację i uczynić ją ponownie liderem sektora. Osobiście powrót Gatesa na to stanowisko uznałbym za bardzo zły wybór – prawdopodobnie przyniósłby on znacznie więcej szkód niż pożytku. Część akcjonariuszy Microsoftu nie tylko podziela tę opinię, ale idzie krok dalej i chce ograniczyć władzę Gatesa.

Współzałożyciel Microsoftu piastuje obecnie stanowisko przewodniczącego rady dyrektorów i jednocześnie jest największym indywidualnym udziałowcem MS (4,5% udziałów). Kilku dużych inwestorów (razem posiadają podobno ponad 5% udziałów w firmie) uważa jednak, że Gates nie powinien pełnić wspomnianej funkcji, a jego władza i wpływ na decyzje podejmowane w firmie muszą być ograniczone, ponieważ nie są proporcjonalne do liczby posiadanych akcji. Poważne żądania, dla wielu wręcz bluźnierstwo… A może ci ludzie mają rację?

Przyznam szczerze, iż odejście Steve’a Ballmera wywołało u mnie wiele pytań, a wśród nich znalazły się i te dotyczące współpracy obecnego i byłego CEO Microsoftu. W przeszłości nie brakowało zarówno doniesień na temat ich przyjaźni, współpracy i konsultacji przed podejmowaniem kluczowych dla firmy kroków, jak i wiadomości o kłótniach i rozbieżnych zdaniach w ważnych sprawach. To oczywiście nic nadzwyczajnego, bo można jednocześnie współpracować i kłócić się, ale ważniejsze wydaje się pytanie o to, jak duży wpływ na decyzje podejmowane przez Ballmera i spółkę miał Gates? Posiadał on jedynie głos doradczy czy może sterował korporacją z tylnego siedzenia i nie pozostawiał swojemu następcy zbyt dużego wyboru?

Bill Gates zazwyczaj bronił decyzji Ballmera (jego samego również) i obranej przez niego ścieżki rozwoju korporacji. Możliwe, że robił to z sympatii, lojalności oraz chęci wsparcia kolegi, ale nie należy wykluczać, że w ten sposób realizował po prostu swoją wizję Microsoftu. Ta teoria pasowałaby nawet do powtarzanej przez niektórych opinii mówiącej, iż następca Gatesa był dobrym księgowym, ale nie liderem. Może zatem czas spojrzeć na poczciwego Steve’a jako na mniej ważną część ośrodka decyzyjnego, a nie jak na jego centrum?

Jeżeli faktycznie tak było i Gates po cichu sterował korporacją, to pojawia się pytanie, jak będzie się zachowywał w przyszłości? Dla wspomnianych przed momentem akcjonariuszy nie jest to jedynie pytanie, ale wręcz obawa – nie chcą, by współzałożyciel Microsoftu wywierał silny wpływ na nowego CEO, wskazywał mu kierunek rozwoju firmy i ewentualnie blokował konkretne ruchy. Domagają się po prostu całkowitej zmiany warty – odchodzi Ballmer, odejść powinien też Gates, by nowi ludzie mogli rozwinąć skrzydła.

Fakt, iż Gates znalazł się w gronie ludzi szukających nowego CEO z jednej strony nie powinien nikogo dziwić – wszak nadal pełni on w firmie ważną rolę, ale z drugiej strony, pojawia się oczywiście pytanie, czy Gates nie będzie wywierał presji, by nowym CEO został człowiek „z jego bajki”? Może przecież bombardować kandydatury, które uzna za niewłaściwe i lobbować za konkretnymi osobami. Były dyrektor podobno nadal posiada bardzo silną pozycję w firmie i z jego zdaniem liczy się zapewne wielu pracowników oraz akcjonariuszy. Czy ci ostatni weszliby z Gatesem w otwarty konflikt, gdyby na CEO zaproponowano kontrowersyjną postać? I jak ci ludzie zachowają się w przypadku, gdy dojdzie do różnicy zdań między nowym szefem, a głową rady dyrektorów?

Domaganie się pozbawienia Gatesa stanowiska wcale nie jest bezzasadne. Przez ostatnie lata mocno zaangażował się on w działalność charytatywną i wraz z żoną próbuje walczyć z głodem czy chorobami na naszym globie. To jednak pochłania sporą część jego czasu i odciąga Gatesa od kontrolowania tego, co dzieje się w branży. Nie można przecież wykluczać, że przewodniczący pełni swoją funkcję z doskoku i wskazuje na rozwiązania, które wcale nie są najlepsze. Na dłuższa metę takie działania są szkodliwe, a płacić za nie mogą Ballmer i jego następca, a nie sam Gates.

Działalność współzałożyciela Microsoftu jako filantropa to tylko jeden z argumentów. Znacznie ważniejszymi są jego wiek (powoli zbliża się do sześćdziesiątki) oraz wątpliwości w kwestii właściwego odbioru dzisiejszego świata nowych technologii. Nie twierdzę, że człowiek w wieku Gatesa nie powinien działać w tej branży, ale warto mieć na uwadze, iż legendarny CEO tworzył i rozwijał Microsoft w zupełnie innych realiach – od tego okresu dzielą nas już przecież całe dekady, co w omawianym sektorze oznacza już nie epoki, lecz całe ery. Ballmerowi zarzucano, że nie rozumiał dziejących się wokół niego zmian – np. wzrostu znaczenia rynku mobilnego. A czy rozumiał/rozumie to Gates?

Pisałem już o tym w jednym z wcześniejszych tekstów, ale powtórzę: to, że ktoś na pewnym etapie swojego życia zmieniał świat, wprowadzał do otaczającej go rzeczywistości istotne zmiany i był uznawany za wizjonera, nie oznacza, że będzie on innowatorem do końca swoich dni. W pewnym momencie pomysły przestają się pojawiać lub po prostu nie odpowiadają realiom rynku: to produkty dobre dla innej epoki. Taką osobę nadal należy doceniać, ale nie można bezkrytycznie przyjmować jej porad i koncepcji, kierując się wyłącznie uznaniem i szacunkiem.

Nawet jeśli doniesienia o żądaniach niektórych inwestorów nie są plotką, to podobno istnieje mała szansa na to, że Gates zostanie zmuszony do pożegnania się ze stanowiskiem. Czy dla Microsoftu oznacza to problemy? To zależy: jeżeli cała sprawa jest wyssana z palca i Gates nie miesza się w sprawy firmy, to nie należy rozpatrywać tego w charakterze problemu. Jeśli pełni jedynie rolę doradcy i wizytówki korporacji, to niech robi to nadal. Powinien też zostać, jeżeli za czasów Ballmera mocno ingerował w decyzje podejmowane przez CEO, ale nie zamierza tego robić w przypadku nowego dyrektora.

Pozostaje oczywiście wariant, w którym Gates nadużywa swojej władzy i chce mieć zbyt duży wpływ na rozwój korporacji. Sytuację, w której nowy dyrektor realizowałby pomysły (nawet we własnej interpretacji) CEO sprzed kilkunastu lat trudno uznać za normalną, a tym bardziej za zdrową. Gates postanowił zająć się filantropią i tego powinien się trzymać. Nowy dyrektor musi realizować własną wizję i ponosić konsekwencje podjętych decyzji. Gdybym był poważnym (czyli dobrze poinformowanym) akcjonariuszem Microsoftu i wiedział, że decyzje w firmie podejmowane są (i możliwe, że będą nadal) z tylnego fotela, to również bym protestował. Jeśli Ballmer odszedł, bo firmie potrzebny jest powiew świeżości i zastrzyk energii, to Microsoft powinien pójść za ciosem i dokonać poważniejszego wietrzenia w swoich gabinetach…

źródło grafiki: dailytech.com