Smartfony

Samsung Galaxy S22 "słabszy" od iPhone 13? No i co z tego?

Kamil Świtalski
39

Nowe flagowce trafiają na rynek - nie mogło więc zabraknąć porównań w syntetycznych testach. A skoro Samsung Galaxy S22 wypadł w nich gorzej niż iPhone 13, to nie mogło też zabraknąć dyskusji na ich temat. Dyskusji, która nie ma większego sensu - bo to sprzęty z zupełnie inną filozofią.

Cyferkowe porno trwa w najlepsze. Do sieci trafiły wyniki syntetycznych benchmarków i świat zwariował. Najnowsze Samsungi Galaxy S22 wypadają gorzej w testach Geekbench 5 i Basemark Web, niż debiutujący minionej jesieni iPhone 13 Pro Max. Walka między flagowymi produktami Samsunga i Apple trwa od lat — i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miała odejść w zapomnienie. A takie wyniki dają miłośnikom Apple argumenty by krzyczeć w niebogłosy: mój smartfon jest lepszy niż twój. I jako użytkownik iPhone 13 Pro pozwolę się wtrącić do tej dyskusji i zapytać: serio?

Samsung Galaxy S22 wypadł w syntetycznych testach gorzej, niż iPhone 13 Pro

Apple od lat pokazuje, że potrafi zrobić procesor który działa solidnie, nie parzy w dłonie, a co ważniejsze — dzięki ich wsparciu naprawdę potrafi wytrzymać próbę czasu. Dla odmiany ze Snapdragonami bywa różnie — i choć ich flagowe procesory to niewątpliwie ścisła czołówka serc smartfonów z Androidem, nie zawsze wszystko idzie tak dobrze, jak ich twórcy by to sobie wymarzyli. Zwłaszcza w kontekście rywalizacji z Androidem. Od razu też przypomnę, że na rynek europejski biorące udział w testach modele nie trafią. Samsung Galaxy S22, S22+ oraz S22 Ultra w Polsce dostępne będą napędzane Exynosem 2200 (1x2.8 GHz Cortex-X2; 3x2.50 GHz Cortex-A710; 4x1.7 GHz Cortex-A510).


Źródło: PcMag

Nieco lepiej sprawy mają się w rankingu GFXBench 5, w którym to Samsung Galaxy S22 Ultra oraz S22+ zdobyły więcej punktów, niż iPhone 13 Pro Max. No ale niezależnie jak wypadł który z modeli, zamiast niepotrzebnie robić hałas o nic, warto sobie wbić do głowy jedną rzecz: to tylko syntetyczne testy. I dla lwiej części użytkowników nijak nie przełożą się na to, że zobaczą w codziennym działaniu że ich smartfon jest szybszy czy wolniejszy. Można patrzeć na bezpośrednie wyniki punktowe, można określać to sobie w procentach — to absolutnie niczego nie zmienia.

Cyferki z benchmarków dla większości użytkowników absolutnie nic nie znaczą

Można próbować czarować rzeczywistość, ale to jak urządzenie wypada w benchmarkach nijak ma się do faktycznego korzystania z niego. Bo nawet jeśli faktycznie któreś z tych urządzeń jest pod tym kątem "lepsze" (tj. bardziej wydajne), to przecież to i tak dla większości użytkowników nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Oba sprzęty kosztują małą fortunę — i są jednymi z najlepszych urządzeń w tej kategorii na rynku. Trafiają do najbardziej wymagających klientów, którzy wiedzą na co się decydują. Bezpośrednie porównywanie tych urządzeń nigdy nie miało większego sensu pod kątem wydajności i możliwości — bo przecież kiedy rozpiszemy to "na sucho", będzie to wyglądało głupio. Bo z jednej strony Samsung — jak na otwartego Androida przystało — zaoferuje dziesiątki możliwości więcej. Z drugiej - nie bez powodu smartfony Apple cieszą się taką popularnością, mimo że "potrafią mniej". To zupełnie inna filozofia produktów i podejścia do (eko)systemu. Uważam, że mimo że oba sprzęty są smartfonami — oba to zupełnie inne bajka, a poza tym oba są urządzeniami z najwyższej półki. Kropka. Jeśli chodzi o porównania, to można co najwyżej zestawić ze zdjęcia i wideo robione w tych samych warunkach, bo tutaj faktycznie użytkownicy mogą zobaczyć różnicę na co dzień. Jeżeli zaś chodzi o ich wydajność w czysto benchmarkowym ujęciu — nijak ma to się to do tego, który smartfon jest faktycznie lepszy. A już na pewno nie ma w tym za grosz uwzględnienia potrzeb indywidualnych klientów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu