Gry

Królowa slasherów jest tylko jedna. Bayonetta 3 - recenzja

Kamil Świtalski
0

Bayonetta 3 to najbardziej przeze mnie wyczekiwana gra tego roku. Nadzieje były ogromne - czy udało się im sprostać?

Nie ma dla mnie lepszych magików w kwestii slasherów niż Platinum Games. Jestem bezgranicznie zakochany w ich grach od kiedy pierwszy raz zanurzyłem się w świecie Bayonetty. Od tego czasu przeszedłem... właściwie wszystkie ich produkcje. Nie każda oczarowała mnie równie mocno (naprawdę trudno mi się zachwycać MadWorldem czy budżetowymi tytułami na licencjach jak Transformersi), ale tam gdzie pracowali nad systemem walki — zawsze bawiłem się co najmniej dobrze. Bayonetta 3 jest wszystkim tym, czego od gry oczekiwałem. Osiem lat czekania na kolejne przygody szalonej bohaterki naprawdę się ciągnęło, ale wystarczyła chwila bym wsiąknął w tę szaloną zabawę na długo. A mimo że historię już poznałem od A do Z to wiem, że do gry będę wracał jeszcze nie raz i nie da. Ale po kolei.

W Bayonetta 3 nie chodzi o fabułę, uwierzcie

Szalone multiwersum — czyli fabularne zawirowania przemilczmy. Twórcy jak zwykle nie boją się poszaleć i budować historii kompletnie kosmicznej, tym razem czerpiąć garściami z teorii multiwersów (tak, wyobraźnia was nie myli - to daje nam więcej szalonych Bayonett z różnych światów) i jednego "złego" który chce zniszczyć wszystkie wszechświaty. Naszym zadaniem jest stawić mu czoła, ale... jakkolwiek czarująca nie jest główna bohaterka i wraz z całą resztą ekipy, to pierwsze skrzypce w tej zabawie od zawsze odgrywa rozgrywka. A ta jest tym co tygryski lubią najbardziej. Powracają znane już nam motywy, tym razem dodatkowo podkręcone. A bawiąc się konwencją twórcy dodają także nowe mechaniki, nowe sztuczki, nowe bronie... a także nową postać, której aktywacja Witch Time aktywujemy inaczej niż u królowej tego zamieszania. Bo tym razem nie chodzi o uniki, a parowanie — co w gruncie rzeczy przewraca rdzeń rozgrywki i flow zabawy do góry nogami.

Wraz z rozwojem historii, arsenał broni naszej bohaterki stale się rozrasta. Nowe bronie, to także nowe sposoby walki (np. z dystansu), a także nowe combosy. Te standardowe i te do odblokowania za zdobywane podczas naszej przygody punkty. A poza podstawowymi brońmi, mamy do dyspozycji także zupełną nowość: przyzywanie demonów. Tych podczas przygody oswoimi ich kilka - i poza wspomaganiem nas w walce, ich umiejętności pomogą nam również podczas eksploracji i w rozwiązywaniu prostych łamigłówek. Aby jeszcze bardziej urozmaicić rozgrywkę - poza tradycyjnymi rozdziałami, znalazło się miejsce dla trzech bonusowych, w których cała zabawa zmienia się w dwuwymiarową platformówkę. Nie ma tego wiele, ale to jeszcze jedna cegiełka do tego, by zadbać o możliwie jak największe zróżnicowanie w zabawie. A poza tymi zabiegami są jeszcze wielkie walki demonów, które dodają kapki efektowności całemu temu widowisku. W mojej skromnej opinii to jednak najsłabszy element całej tej zabawy - bo brakuje im dynamiki i szaleństwa, za które pokochałem Bayonettę. Ciekawym zabiegiem jest też oddanie w nasze ręce nowej bohaterki — bo poza tym że trzeba przestawić się na nieco inny model rozgrywki, to dysponuje ona też innym zestawem broni oraz własnym demonem. To bardzo fajne urozmaicenie które pozwoliło sprytnie nie "zagracić" arsenału Bayonetty, jednocześnie dając nam coś w bonusie.

Nie ma czasu na nudę

Poza głównymi walkami które musimy stoczyć by ukończyć fabułę, sa także dodatkowe — tak samo jak i specjalne zestawy wyzwań, w których możemy zgarnąć dodatkową pulę punktów i waluty na więcej zakupów. Bayonetta 3 nie wynajduje koła na nowo — co najwyżej rozwija i dopieszcza pomysły, za które fani pokochali kilkanaście lat temu gdy debiutowała pierwsza odsłona. Najważniejsza część całej zabawy, czyli system walki, doczekał się tylko drobnych usprawnień — nie oczekujcie więc żadnego trzęsienia ziemi. Ale co najlepsze — on wciąż daje od groma frajdy. A jak na solidnego przedstawiciela gatunku przystało, tak naprawdę pierwsze przejście gry to rozgrzewka i zapoznanie się z realiami i tym, co na nas czeka. Przejście Bayonetty 3 to raptem 12-13 godzin, w zależności od waszych umiejętności i tego jak dobrze odnajdziecie się w temacie. Ale prawdziwa gra zaczyna się później. To ten typ zabawy, w którym regularnie powraca się do wyzwań starając się przebrnać przez nie szybciej, lepiej, z większą gracją i większym pakietem punktów na koncie. I pod tym względem zabawa ta nie zawodzi ani trochę — już od pierwszych starć walka o najlepsze combosy to czysta satysfakcja. A im wyższy poziom trudności, tym więcej frajdy.

Nintendo Switch największym wrogiem Bayonetta 3?

Bayonetta 3 to gra która powstała na wyłączność Nintendo Switch. Hybrydowa konsolka japońskiego koncernu była dość "zacofana" już w dniu premiery. Nie czarowała ani ekranem (co po latach nieco poprawił Nintendo Switch OLED), ani wydajnością. Ograniczenia to jej pierwsze imię. Dlatego to właśnie z oprawą Bayonetty wiązało się najwięcej niewiadomych. I nie da się ukryć, że gra wizualnie nie powala. Jest ładna - byłem zachwycon tym, jak przy każdej kreacji wszystkie szczegóły są dopieszczone w każdym pikselu. Jak kreatywne są miejscówki. Ale jako że wszystko to podane jest wyłącznie w full HD — traci na potencjale.

Przez lata napotykałem wiele fatalnie zoptymalizowanych gier na Switcha — i naprawdę bałem się przy takim tytule jak Bayonetta 3 skrzydła zabawie podcinać będą problemy z płynnością. I tutaj - niespodzianka! Ogromne zaskoczenie, którego szczerze się nie spodziewałem. Ta gra NAPRAWDĘ solidnie działa na Switchu. Co prawda całą przygodę przeżywałem na zadokowanej konsoli, niemniej nawet jak na ekranie działo się wiele — wszystko działało płynnie. Nie było to moich wymarzonych 60 klatek na sekundę, ale w przypadku tego sprzętu nawet solidnie działająca połowa jest w pełni satysfakcjonująca.

Muzycznie to wciąż bardzo wysoka półka. Kompozycje Naofumi Harady wpadają w ucho od pierwszych chwil, podobnie jak przygrywające podczas walk piosenki. To zresztą jeden z charakterystycznych elementów serii, który wciąż jest świeży i fantastycznie wpasowuje się w bitewne szaleństwo. Ogromny plus za to, że twórcy nie zerwali z tą tradycją i wciąż mocno trzymają się wypracowanej przed lata formuły.

To najlepszy slasher w jaki zagracie w tym roku. Kropka

Prawdopodobnie nie jestem do końca obiektywny — bo mam ogromną słabość do gier Platinum Games i Bayonetty w ogóle. Jej campowość w wyśmiewaniu stereotypów o kobiecych postaci w grach jest tak perfekcyjnie przemyślane i przesadzone, że nie potrafię tego nie uwielbiać. Bayonetta jako postać w ogóle się nie zmieniła, historie jej towarzyszące są przesadzone równie mocno, jak przesadzone były kiedy marka debiutowała na rynku. Szkoda że sprzętem na wyłączność który ją dostał jest akurat Switch — wierzę, że u konkurencji mogłaby bardziej rozwinąć skrzydła. Ruszać się płynniej i wyglądać piękniej. Ale jak się nie ma co się lubi, to... z przyjemnością gra się w to, co się ma. Bo mimo tych wszystkich ograniczeń ekipa PG wykonała kwał świetnej roboty, a dodane w najnowszej części usprawnienia po prostu działają. I trudno wam będzie znaleźć równie miodnego przedstawiciela gatunku na Switchu — najbliżej będzie mu... pierwszej i drugiej części cyklu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu