41

Użytkownicy w ramach protestu chcą skasować konta u Blizzarda. Okazuje się to niemożliwe

Jeżeli myśleliście że wystarczyło Blizzardowi zbanować e-sportowca by cała sprawa ucichła — to nic bardziej mylnego. Ta akcja rozpętała lawinę.

Kilka dni temu zrobiło się głośno na temat bana nałożonego na e-sportowca, który w jednym z udzielonych wywiadów wsparł protestujących mieszkańców Hongkongu. Jak wspominała kilka dni temu w swoim wpisie Weronika:

Chung „Blitzchung” Ng Wai, czyli zbanowany zawodnik, otrzymał wielkie wsparcie od społeczności zaognionej wokół Blizzarda. Gracze masowo zaczynają bojkotować firmę, otwieracie się z niej śmiejąc. Hasztag #BoycotBlizzard robi furorę. Sama firma zaliczyła nawet niewielki spadek na giełdzie. Internauci oczywiście zakpili z Blizzarda, tworząc z ich postaci symbol protestów w Hongkongu. Mei to jedna z postaci z Overwatcha. Pochodzi z Xi’an w Chinach. Gracze bardzo szybko zaczęli produkować przeróbki, rozpowszechniając je po sieci. Mei ma się kojarzyć z walką i to w jak najlepszy sposób. Tego Blizzard zapewne się nie spodziewał. Złośliwi dodają, że Chiny zapewne obrażą się na firmę, gdy połapią się, do kogo należy Mei.

Ale to był dopiero początek. Bo w ramach protestu — część graczy posiadających konta w usłudze Battle.net postanowiła się ich pozbyć. W ten sposób chcą pokazać swoje niezadowolenie i wyrazić sprzeciw. Ale, jak informuje serwis Reclaim the internet, wcale nie jest to takie proste. Gracze proszący o dostęp do swoich danych czy próbujący skasować konta otrzymują wiadomość o zbyt wielu próbach dostępu do narzędzi uwierzytelniania, w efekcie czego żadna z dostępnych metod nie działa.

Biorąc pod uwagę napiętą sytuację i rozzłoszczenie użytkowników — nie trzeba było długo czekać na pierwsze oskarżenia z ich strony w ramach których sugerują, że gigant celowo uniemożliwia skasowanie konta w Battle.net. Inna teoria jest taka, że faktycznie ludzie masowo próbują skasować konto w battle.net, a efekt jaki jest – widać gołym okiem.

Ale jeżeli faktycznie Blizzard podjął decyzję taka a nie inną by uniknąć kłopotów, jak sugerują jego obrońcy, to efekt jest ewidentnie odwrotny do zamierzonego. O sprawie zrobiło się głośno, gracze z całego świata są wściekli, amerykańcy senatorowie wywołują Blizzarda do tablicy, a gracze z Europy proponują zaspamowanie giganta prośbami powołującymi się na RODO.