15

Grałem w Battlefield V. Jest bardzo dobrze, lepiej niż w Battlefield 1

Battlefield V wersja alfa
Po weekendzie spędzonym z wczesną wersją alfa Battlefield V mogę z czystym sumieniem napisać, że zapowiada się świetna odsłona serii. Zdecydowanie lepsza niż kiepski Hardline i fajniejsza niż niezły Battlefield 1.

Pierwszy zwiastun nie pokazał czym jest Battlefield V

Pierwszy klip promujący Battlefield V był zły i rozczarowujący. Kolorowy, bez odpowiedniego ciężaru, o realizmie nie wspominając. Widziałem już tak wiele zwiastunów i gier, że starałem się nie dać oszukać – ale jednak rozczarowanie wygrało. Dlatego do wczesnej alfy podchodziłem bardzo spokojnie, bez jakichkolwiek wygórowanych oczekiwań. Tymczasem już po pierwszym meczu zobaczyłem, że wspomniany zwiastun zwyczajnie mnie oszukał i pokazał jakąś zupełnie inną wizję gry. Tak więc uspokajam – w trybach sieciowych Battlefield V nie ma nic z pokazanego przez Electronic Arts i Dice zwiastuna. Uff – skoro wszyscy odetchnęliśmy, przejdźmy do nowości, bo jest ich tu kilka i w zasadzie wszystkie na plus.

Budowanie nie ma nic wspólnego z Fortnite

Obawialiście się, że na fali popularności produkcji Epic Games, Dice zdecyduje się zaimplementować system budowania podobny do tego z Fortnite? Nic z tych rzeczy – budować faktycznie można, jest to jednak proces raczej symboliczny i bardziej strategiczny niż zmieniający w jakikolwiek sposób mechanizm rozgrywki. Otóż w z góry zaplanowanych miejscach można postawić na przykład worki z piaskiem lub działa, dzięki którym na przykład w trybie Grand Operations poprawiamy swoje szanse będąc po stronie broniącej. Wygląda to póki co na niedopracowany element – każda z postaci ma młotek i może postawić fragment budowli. Prezentuje się to dość komicznie, bo stukamy w pustą przestrzeń, a po chwili coś się tam po prostu pojawia. Cicho liczę, że to tylko niedociągnięcia wersji alfa i ktoś poświęci temu czas.

Battlefield V Alpha

Przemodelowano system podnoszenia przedmiotów typu apteczki i amunicja, mechanizm umierania oraz respów. Nie można już uzupełniać magazynków i leczyć się biegając bezmyślnie po planszy. Każdy przedmiot trzeba podnieść samodzielnie lub podejść do skrzynek z amunicją i uzupełnić tam swoje zapasy. Dodaje to oczywiście grze realizmu, ale podnosi również poziom trudności. Medyk nie ma też już tak łatwo i nie może latać jak szalony ze strzykawką podnosząc kogo tylko się da. Zastrzeleni kompani leżą teraz na glebie błagając o pomoc, polowy lekarz musi podejść i poświęcić chwilę na ratunek – a to oznacza, że jest wystawiony na ostrzał przeciwnika. Ginąłem w ten sposób wielokrotnie, na tyle często, że wolałem schować się gdzieś za budowlą i dać skonać swoim kompanom. Smutne, ale prawdziwe. Czy to zmiana na plus? Jak najbardziej. Seria Battlefield nigdy nie stawiała zbyt mocno na realizm, ale takie smaczki sprawiły, że każdy otrzymany ticket szanowałem zdecydowanie bardziej wiedząc, że nie ma co liczyć na medyków.





Niestety wraz z nowym systemem podnoszenia wprowadzono animację konania. Serio. Po wyrwaniu śmiertelnej kulki nasz wojak leży i jedyne co może zrobić to wciskać lewy klawisz myszy i wołać o pomoc. Niestety nie da się tego w żaden sposób pominąć i już w drugiej połowie dłuższego starcia byłem zirytowany koniecznością uczestniczenia w tej scenie. Mam nadzieję, że w pełnej wersji gry da się to ominąć, wolałbym już patrzeć na mapę lub na grę kolegi ze składu.

Klasy mamy tutaj cztery – assault, medic, support i recon. Każda z nich różni się podstawową bronią oraz dodatkowymi zdolnościami. Standardowo najlepiej grało mi się assaultem, choć nie ukrywam, że snajperka w klasie recon może przywrócić moją pasję do „sadzenia headów”. Niestety udostępniona mapa niespecjalnie to ułatwiała i chyba poczekam do pełnej wersji gry. Odradzać można się natomiast na dwa sposoby – albo od razu za plecami członka zespołu (ale wtedy dostajemy tę klasę postaci co ostatnio), albo z mapy, gdzie można wybrać klasę oraz miejsce respa.

Battlefield V wersja alfa

Piekło wojny

Narvik to małe miasto w Norwegii. niezamarzający port przeładunkowy rudy żelaza, w którym podczas II wojny światowej odbyły się walki między aliantami a III Rzeszą – niestety wygrane przez Niemców. To również jedyna udostępniona w alfie Battlefield V mapa, niezależnie od tego czy decydowałem się na tryb Conquest czy Grand Operations. W tym pierwszym na zmianę z drużyną przeciwną zajmowałem wyznaczone punkty, w drugim brałem udział w fabularyzowanej misji gdzie jedna ze stron atakowała, druga broniła sektorów z punktami.

Grand Operations robi piorunujące wrażenie, rozgrywa się w różnych porach dnia i pozwala poczuć prawdziwe piekło wojny. Niebo nie raz i nie dwa płonęło od samolotów, a ja czułem ciężar nadchodzącego ataku przeciwnika. Conquest to natomiast klasyk, walki na dużą skalę – niestety tej poczuć mi się nie udało, bo i mapa nie należy do największych. Przez masę budowli wydaje się ciasna, co oczywiście wymusza specyficzny sposób prowadzenia rozgrywki. Tekstury są bardzo szczegółowe, ciężko pośród nich dojrzeć wroga, a masa walących się co chwila budynków nie ułatwia zadania. Do tego jest bardzo szybko, a wróg potrafi być bardzo celny. Tu niestety dał o sobie znać mój brak doświadczenia w Battlefield z myszką i klawiaturą – na ogół grałem na konsoli i o ile w takim PUBG czy Overwatch nie mam problemu z kontrolerami, tu przeciwnicy często byli po prostu lepsi. Warto zaznaczyć, że alfa jest zamknięta i dostęp do niej dostali nie tylko dziennikarze, ale również społeczność Battlefield, co przekłada się na poziom starć. To nie są nieporadne media, które da się siekać prostą serią z karabinu. Wiem natomiast, że chcę grać w BFV na konsoli, koniec kropka.

Battlefield V wydaje się szybszy i bardziej dynamiczny niż Battlefield 1. Poprawiono animacje postaci, przez co modele nie są zachowują się tak sztucznie jak w jedynce czy Battlefroncie. To zdecydowanie na plus i nie mogę doczekać się ich dopieszczenia w pełnej wersji gry. Swoje robią również szybsze bronie i większa dostępność karabinów z lunetami. Nie jest to oczywiście poziom Battlefield 4, ale zdecydowanie na plus względem poprzedniej odsłony.

Jest pięknie

Grałem na swoim ASUS ROG Strix GL502VS z Intel Core i7-7700HQ, 16GB pamięci RAM i Nvidia GeForce GTX 1070 – po ustawieniu grafiki na auto, Battlefield V zdecydował, że powinienem zadowolić się ustawieniami medium. Spoko – 60FPS+, drobne spadki w budowlach i naprawdę konkretnych wybuchach. Myślę, że jak na wersję alfa gra działa bardzo dobrze. Dla czystości formy ustawiłem wszystko na Ultra i po płynności działania nie było już śladu, nie zauważyłem jednak jakiegoś drastycznego skoku jakości. Wróciłem więc na medium i delektowałem się świetną oprawą graficzną gry. Trzeba to sobie bowiem powiedzieć jasno – Battlefield V prezentuje się świetnie i to jedna z ładniejszych produkcji, jakie widziałem w tym roku. Mam nadzieję, że uda się tę oprawę przenieść również na konsole i nie będzie ona zbyt mocno okrojona względem wersji PC. Przepięknie gra tu światło, co jakiś czas pojawiają się śliczne flary. No i oprawa dźwiękowa – to od lat jedna z najmocniejszych stron serii Battlefield i na szczęście w tym temacie nic się nie zmieniło. Dobre słuchawki albo kino domowe i dostaniecie totalny odjazd, który świetnie współgra z warstwą wizualną.

Battlefield V Alpha

Wersja alfa nie jest oczywiście pozbawiona błędów. Co jakiś czas zdarza się, że przycisk „continue” w pierwszym ekranie gry nie działa, potrzebne jest ubicie procesu i ponowne jej urochomienie. Podobno na początku nie działało granie ze znajomymi – w weekend było już ok, jednak kilka razy nie mogłem uruchomić matchmakingu. Tu też pomagał dopiero restart. Jak na wczesną wersję gry jest jednak naprawdę dobrze i to napawa optymizmem na przyszłość. Battlefield V musi działać dobrze na premierze, nie może powtórzyć problemów poprzednich odsłon.







Nie mogę się doczekać Battlefield V

Podszedłem do alfy BFV bez większych oczekiwań – z dwóch powodów. Po pierwsze, to wczesny kod, który nie oddaje tego jak gra będzie się prezentować na jesieni. Po drugie, niby w Battlefield 1 bawiłem się dobrze, również w sieci, to jednak gra przyhamowała moje “nakręcanie” się na tę serię. Tymczasem już po dwóch pierwszych starciach w V byłem zaskoczony tym, jak dobrze mi się gra.

Owszem, alfa ma swoje problemy, ale nie przeszkadza to w dobrej zabawie. Nie ukrywam, że brak doświadczenia z myszką i klawiaturą w serii Battlefield, dawał trochę o sobie znać, ale jednak cały czas mnie do tej alfy ciągnęło i ciągnie. W porównaniu z poprzednią odsłoną jest ciężej, ładniej, dynamiczniej, lepiej i fajniej. Nie przypuszczałem, że będę to w stanie napisać na podstawie wczesnej alfy, ale Battlefield V jest lepszy niż Battlefield I. Byle do jesieni, już wiem przy jakiej produkcji spędzę chłodne wieczory.