12

Weekend z trybami sieciowymi Battlefield 1. Tak dobrze nie bawiłem się z serią od czasów Bad Company 2

Starałem się nie dać porwać fali hype’u na Battlefield 1. No bo przecież to tylko powrót do historycznych starć, BF4 w nowej skórce. I tak odebrałem betę, było w porządku, ale bez rewelacji. Po włączeniu pełnej wersji przegrałem w sieci prawie cały weekend, poświęcając grze każdą wolną chwilę. Ku mojemu zaskoczeniu.

Nie przegrałem jeszcze w Battlefield 1 kilkudziesięciu godzin – mój licznik wskazuje trochę ponad 10. Ostatni raz przez 2 dni wykręciłem taki wynik w sieciowej strzelance przy okazji Overwatch, wcześniej jednak żaden FPS nie przyciągnął nie do swojego trybu sieciowego w tak krótkim czasie na tak długo – tryby sieciowe albo mają coś w sobie, albo nie, tak przynajmniej ja tego typu produkcje traktuję. Grałem w Battlefield 3 i Battlefield 4 i Battlefield Hardline, może nie setki godzin, ale całkiem sporo. Najwięcej przegrałem jednak w Bad Company 2 oraz Battlefield 1943 i mówiąc szczerze nie spodziewałem się że jeszcze jakiś Battlefield wciągnie mnie na tak długo.









Trochę jak w Battlefront

Star Wars Battlefront to taki trochę Battlefield, a trochę nie. Uproszczony, stawiający przede wszystkim na zabawę zręcznościową i klimat Gwiezdnych Wojen. Skoro jednak DICE włożyło w niego i czas, i pieniądze, trudno żeby nie wykorzystało pewnych pomysłów w BF1. Nie bójcie się – nie chodzi o uproszczenia, a o drobiazgi typu modele postaci biegające z pistoletami. A i pomagające przeciwnej drużynie duże pojazdy (balon, okręt, pociągi) mogą kojarzyć się z AT-AT, które szyły bez wytchnienia w Rebeliantów.

I klimat zachwyca

Kampanię ledwie musnąłem, ale zapowiada się świetnie. Trudno jednak powiedzieć, by klimatu pozbawione były tryby sieciowe. Operacje polegające na zdobywaniu kolejnych obszarów to wojna totalna, na której trup ściele się gęsto i ogarnięcie placu boju graniczy niemal z cudem. Ale w pewien sposób pokazuje piekło wojny, z jakim musieli zmierzyć się żołnierze tamtych lat.

Czuć bronie, czasem mam wrażenie, że powodem jest ich prostota – nie ma tu wymyślnych gadżetów, nie ma nowoczesnych celowników. Z jednej strony szkoda, że nie zdecydowano się na problemy z karabinami czy pistoletami, z drugiej nie chciałbym zostać z uszkodzonym sprzętem na placu boju. Wystarczy, że spadają mi na głowę budynki i niszczą się pojazdy. Kilka razy zostałem bez amunicji w karabinie i nie bardzo chcę powtarzać to doświadczenie. Szczególnie w trybie Podboju, gdzie wróg może czaić się wszędzie.








Podobają mi się mapy, oczywiście nie wszystkie (pustynia z bety jest tak samo słaba jak wcześniej) – rządzą Alpy Weneckie, podobnie Salonowy Blitzkrieg, podoba mi się też Las Argoński, choć ten głównie w mniejszych niż Podbój trybach. Battlefield 1 nawet w trybach multi potrafi wyglądać świetnie, otoczenie zmienia się z czasem, pada deszcz, walczymy w burzy, czy podczas zachodu słońca. Nie raz i nie dwa zginąłem, bo podziwiałem jakąś miejscówkę. Nie robiłem tego w Battlefield 4, choć nie powiem żeby gra była brzydka. Tu poza samą oprawą poszczególne mapy przesiąknięte są wojennym klimatem mieszającym się z pięknem sprzed wojny.

Nie ma róży bez kolców

Wydaje mi się, że wiele z błędów Battlefield 1 da się wyeliminować kolejnymi łatkami – tak czy inaczej wspomnę, co irytuje mnie najbardziej. Na pustynnej mapie zdarza się, że niektórzy gracza są świadkami burzy piaskowej, podczas gdy inni cieszą się pełnym słońcem. Możecie sobie więc wyobrazić jak zaburzony (haha, rozumiecie – zaburzony) jest wtedy balans rozgrywki – nie zdarza się to za każdym razem i zgłaszano to już w becie, póki co nie zostało jednak naprawione. Fatalnie rozwiązano wychodzenie z meczu. Mamy na to kilka sekund po zakończeniu starcia, później trzeba czekać na doczytanie nowej rundy. Ciekawe na ile to przypadek, a na ile świadome działanie, które wykaże się później w infografikach z danymi dotyczącymi uczestnictwa w meczach. Grze zdarza się również gubić klatki, szczególnie gdy na ekranie dużo się dzieje.

Strasznie długo ładuje się pierwszy mecz po włączeniu gry, Battlefield 1 potrafi obcinać trochę jakość wyświetlanej grafiki celem utrzymania płynności – nie jest to oczywiście nowość dla serii, ale czasem widać to na ekranie. BF1 potrafi wyglądać obłędnie, potrafi też przypominać BF4 – choć w sumie tamta odsłona była przecież ładna, więc trudno traktować to jako minus.

Wciąga

Jak bagno. Moje PlayStation 4 chodziło w ten weekend więcej niż zwykle, a drugi naładowany pad czekał w pogotowiu na swoją kolej. Tytuł wciąga jeszcze bardziej  jeśli gracie ze znajomymi w drużynie, szczególnie w trybie podboju gdzie dowódca wyznacza cele. Powrót serii do czasów historycznych był świetnym pomysłem i choć nie miałem jeszcze przyjemności sprawdzić pełnej wersji Call of Duty: Infinite Warfare, to mam wrażenie, że produkcja wydawana przez Activision będzie miała tej jesieni bardzo mocnego i trudnego do pokonania przeciwnika.

Nasza recenzja Battlefield 1.