15

Rok 2017 pewnie nie przyniesie nam rewolucji, ale jeden temat będę śledził z wielkim zainteresowaniem

Początek nowego roku zazwyczaj wiąże się z pytaniami o to, co przyniosą kolejne kwartały. Świat nowych technologii nie jest pod tym względem wyjątkiem. Czego zatem można się spodziewać po 2017? Niektórzy liczą pewnie na rewolucję, może łudzą się, że pojawią się niewielkie akumulatory o olbrzymiej pojemności, inni czekają na jakiś cud, coś w stylu udanej ofensywy Microsoftu na rynku smartfonów. Ja z uwagą będę obserwował wydarzenia w sektorze motoryzacyjnym - ewolucja samochodów autonomicznych może nas zaskoczyć...

Nie oczekuję fajerwerków na rynku sprzętu mobilnego, nie spodziewam się przełomu w segmencie wearables, nie liczę na to, że Apple wbije mnie w fotel, a Google pewnie nie zapanuje (oby) nad światem. Chyba przestałem już oczekiwać rewolucji po tej branży. Ale czy to oznacza, że będzie wiało nudą? Nie, takiego scenariusza nie przewiduję. Po prostu trzeba skupić się na segmentach, firmach czy produktach ewoluujących. Za najciekawszy uznałem wspomniany biznes motoryzacyjny. Działka, na której przez dekady zmiany następowały powoli, nagle „ruszyła z kopyta”. I to na kilku płaszczyznach. Coraz częściej i więcej mówi się o elektrycznych pojazdach, o odchodzeniu od paliw kopalnych. Jednocześnie rzesze ludzi zastanawiają się, jakie zmiany mogą zajść w zakresie posiadania samochodu – czy będziemy je kupować na własność?

Z tym ostatnim pytaniem wiąże się bardzo ważna kwestia: kiedy na ulice trafią autonomiczne samochody? Pytanie o to, czy dojdzie do takiej sytuacji stało się nieaktualne, teraz skupiamy się na czasie. Jeszcze kilka lat temu mógłbym napisać, że musimy na to poczekać kilkadziesiąt lat, że to pieśń odległej przyszłości. I coś drgnęło, okazało się, że wszystko może się zadziać znacznie szybciej. Czy byłoby to możliwe bez ingerencji firm z działki IT, np. przywołanego już Google? Wątpię. Ale teraz sprawą drugorzędną jest kto dał sygnał do rozpoczęcia wyścigu. Ważne, że pojawiło się tylu uczestników zmierzających do mety.

Nie napiszę, że w roku 2017 na ulicach zobaczymy już mnóstwo autonomicznych aut, a kierowcy mogą się zacząć żegnać z kółkiem – ten proces będzie jednak rozłożony na dekady. Ale jestem przekonany, iż przez najbliższe dwanaście miesięcy będziemy zasypywani informacjami dotyczącymi tego tematu. Firmy będą się chwalić osiągnięciami, media nie odpuszczą, jeśli dojdzie do jakichś wypadków, wielką rolę w całym procesie odegrają władze, ich podejście do autonomicznych pojazdów i tempo dostosowywania przepisów do ewolucji branży moto. To może być najciekawszy wątek przemian: technologie znowu wyprzedziły przepisy.

Zaskoczeniem nie będzie już dla nas fakt, że pojazdy autonomiczne są testowane, bo to dzieje się od lat – bardziej należy się spodziewać tego, że one zaczną się przemieszczać w naszym otoczeniu. Nie w kampusie amerykańskiej korporacji, tysiące kilometrów stąd, ale na Starym Kontynencie, w naszym sąsiedztwie. Możliwe, że ktoś z redakcji AW będzie miał okazje uczestniczyć w takich pokazach. Któregoś dnia może nas zaskoczyć widok nie samochodu fotografującego ulicę dla Google, lecz jadącego bez kierowcy. Za pierwszym razem pewnie będzie to szok, ale ten stan powinien szybko minąć. Zaczniemy się przyzwyczajać do tego widoku.

Nawet jeśli nie dojdzie do tego w najbliższych kwartałach, zdecydowanie będzie o czym czytać i pisać. Temat zostanie pewnie podjęty przez unijnych urzędników, to samo wydarzy się na szczeblach krajowych. Możliwe, że znowu głośno będzie wokół Ubera, któremu przecież najbardziej zależy na tej zmianie. I będziemy już wprost mówić o tym, że autonomiczne pojazdy mogą oznaczać eliminację milionów miejsc pracy. Nie za rok czy dwa, ale jednak. Byłbym zdziwiony, gdyby sytuacja rozwijała się w innym kierunku, a koncept autonomicznego auta jednak pozostał na placach testowych. Pewności mieć jednak nie można…


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców