asystent google
90

Asystent Google w telefonie. Korzystacie? Ja niestety… nie

Spodziewałem się, że będzie odrobinę inaczej. Że w momencie, gdy Asystent Google wejdzie do Polski (wszedł mimo wszystko w sposób niepełny...) będę mieć znacznie więcej powodów do tego, aby z niego korzystać. Wyszło na to, że po krótkim momencie fascynacji Asystentem porzuciłem go w pierony i nawet o nim... zapomniałem. Miało być zupełnie inaczej.

Interfejsy konwersacyjne to w dalszym ciągu coś, co mnie fascynuje. Znajdujemy się dopiero w fazie ich świtu: uniwersalni asystenci, podatni na rozszerzenia i modyfikacje (tacy jak Asystent Google) to prawdopodobnie spełnienie moich marzeń sprzed kilku lat, gdy bardzo cieszyłem się z obecności na rynku Cortany. Do dzisiaj odrobinę żałuję, że tak niewiele brakło do tego, by przemówiła ona po polsku. Doskonale wiadomo o tym, że Microsoft trenował ją w Polsce do obcowania z naszym językiem.

Zobacz również: Asystent Google po polsku – czyli uboższy brat wersji angielskiej

Ale mówimy tutaj o Asystencie – uniwersalnym interfejsie konwersacyjnym Google, który jako pierwszy wystartował w naszym kraju. Przed jego premierą niejednokrotnie rozmyślałem nad tym, jak zmieni się moje technologiczne życie, gdy będę mógł z niego korzystać w języku polskim. Czy zmieni się mój sposób korzystania z telefonu komórkowego? Jak często będę pytał Asystenta o przeróżne rzeczy? Ile więcej zrobię z jego pomocą?

O Asystencie Google przypomniałem sobie wczoraj. Po tym, jak wydałem polecenie głośnikowi

Ale hola, ja to robię codziennie. Jednak tylko w języku angielskim – głośniki Home i Nest nie są w stanie rozmawiać z użytkownikiem po polsku (jeszcze) i nie wiadomo kiedy to nastąpi. Dla mnie obecność Asystenta Google w Polsce miałaby więcej sensu, gdybym mógł korzystać z niego na każdym sprzęcie, w którym jest on obecny. Jak na razie, stoję odrobinę na rozdrożu: w telefonie pogadać w ojczystym języku mogę. W głośniku – nie da rady.

Ale tak, dopiero wczoraj przypomniałem sobie o tym, że przecież mam Asystenta Google w telefonie. Stało się tak tylko dlatego, że wypowiedziałem „Ok, Google” i oprócz aktywacji głośnika, doszło również do wywołania telefonu reagującego na takie polecenie. Wtedy też uświadomiłem sobie, że z Asystenta w telefonie nie korzystałem już od… ho, ho. Od paru miesięcy na pewno. Nie jestem pewien, czy moim jedynym okresem aktywności w jego obrębie był ten, który dotyczył kilku dni po premierze.

Asystent Google

Jak do tego doszło… wiem

Wiecie, dlaczego korzystam z konkretnych rozwiązań lub codziennie wykonuję pewne czynności w określony sposób? Bo te tyczą się najbardziej optymalnych działań / sposobów realizacji zadań. Dla przykładu: korzystam z IrfanView, bo obsługuje skróty klawiaturowe za pomocą których edytuję obrazy znacznie szybciej, a także obsługuje możliwość masowego modyfikowania plików. Jeżeli potrzebuję zmniejszyć rozmiar 50 zdjęć do recenzji, wrzucam je w Irfana i po kilku chwilach mam to gotowe. Ma być wygodnie i szybko.

A dlaczego korzystam z OneNote? Bo notatki, które robię na telefonie po chwili mam w komputerze i mogę nastepnie na nich pracować. Dla mnie tak również jest szybciej, lepiej, efektywniej. Dzięki temu mam więcej czasu na to, aby odpocząć – zależy mi przecież na tym, żeby moja praca była zrobiona dobrze i w przystępnym dla mnie czasie.

Dlaczego więc nie korzystam z Asystenta Google? Bo obcowanie z nim w kontekście przerzucania na niego konkretnych działań nie zmienia dla mnie niczego w kontekście ulepszenia mojej wydajności pracy. Jest fajnym „gadżetem”, ale gdy mam wybierać między ręcznym wpisaniem czegoś w Google, czy sprawdzeniem pogody za pomocą aplikacji, wybiorę interfejsy niebędące konwersacyjnymi. Niedawno pojawiła się możliwość zamówienia posiłku na Pyszne.pl za pomocą Asystenta. Ile razy dokonałem takiej operacji? Ani razu.

Załóżmy, że nie mam przy sobie telefonu i jedyne co mogę zrobić, to zamówić pizzę za pomocą Asystenta w głośniku. Wtedy jakiś sens w takiej operacji widzę. Natomiast w momencie, gdy na Pyszne.pl mogę zamówić pizzę z dokładnie takimi dodatkami jak chcę i konkretnym komentarzem, wolę to zrobić za pomocą aplikacji. Na każdym etapie tej operacji widzę to, co zostanie przesłane do rejestracji bez obaw, że coś zostanie pominięte lub zmodyfikowane.

Asystent Google po polsku będzie mieć więcej sensu, gdy wyjdzie poza telefony

Moment, w którym Asystent Google wkroczy do głośników będzie według mnie krytycznym – wtedy dojdzie do ostatecznej ewaluacji jego przydatności. Do tego momentu będę uznawać ten interfejs konwersacyjny za niepełnowartościowy, pozbawiony w mojej ocenie najważniejszej cechy, która warunkuje w efekcie jego przydatność. Najprawdopodobniej dlatego nie zdołałem przekonać się do niego i nie jestem jego aktywnym użytkownikiem – mimo najszczerszych chęci.

A jak jest u Was? Korzystacie z Asystenta Google po polsku w swoich telefonach?