18

Asystent głosowy nie ma sensu. Przynajmniej w takiej formie, jak dziś

Sam nie pamiętam już w jak wielu filmach science-fiction komputer witał właściciela, który właśnie wchodził do mieszkania. Nie ukrywam, że marzyłem o takim kompanie, a kiedy faktycznie mogę korzystać z jego młodszego brata lub siostry, nie bardzo widzę dla niego zastosowanie.

Z częścią gadżetów czy systemów mam tak, że jeśli przy pierwszym kontakcie nie jestem nimi zachwycony, więcej się do nich nie dotykam – przynajmniej przez kilka miesięcy, a czasem lat. Miałem tak między innymi z asystentami głosowymi – głównie tym od Google i Apple. Nawet wprowadzenie Siri do MacBooków nie miało dla mnie sensu, choć ikonka asystenta wciąż się do mnie uśmiecha – i nie chodzi wcale o brak języka polskiego. Po prostu nie widzę dla nich zastosowania w mojej codzienności. Przynajmniej przy tych funkcjach i możliwościach, jakie posiadają.

No chyba, że w aucie

W zasadzie jedynym miejscem, gdzie asystent głosowy Google zdaje u mnie egzamin jest samochód. Telefon od dawna zastąpił nawigację – na ogół są to Mapy Google, ostatnio do łask powrócił NaviExpert. Swoją drogą zawsze wydawało mi się, że można mapkom googlowskim w pełni zaufać, tymczasem nawigacja wyprowadziła mnie w ostatni weekend na rozkopaną od jakiegoś czasu (dość dużą) drogę i kazała jechać pod zakaz. Tego samego problemu nie miał wspomniany NaviExpert.

Wracając jednak do asystenta – jestem jednym z tych kierowców, którzy nie bawią się telefonem podczas jazdy, w dodatku do rozmów zawsze używam zestawu głośnomówiącego wbudowanego w radio auta. Asystent jest o tyle przyjemny i wygodny w użyciu, że z aplikacjami od Google działa naprawdę sprawnie – a ja akurat często z nich korzystam. Oznacza to, że bardzo dobrze odczyta moje słowa i włączy nawigację do wybranego miejsca. Co więcej, naprawdę nieźle sprawdza się podczas odpisywania na SMS-y (ktoś z nich jeszcze korzysta?). Przy telefonie podłączonym do samochodowego radia, lubię za pomocą asystenta wyszukiwać muzykę na YouTube. To po prostu wygodne. Nie są to oczywiście funkcje, bez których nie wyobrażam sobie już życia, ale w przypadku samochodu asystent od Google ma jakieś zastosowanie w mojej codzienności.

A poza tym?

Nie korzystam, nie czuję potrzeby, nie jest mi z asystentem ani łatwiej, ani szybciej. Tym bardziej nie rozumiem poruszenia świeżymi informacjami, według których Asystent Google trafi do sprzętów AGD. Nie wiemy do jakich, nie wiemy jak będzie na nich działał i czy będzie wymagał smartfona. Ale o czym mam rozmawiać z lodówką, pralką, czy piekarnikiem? Do ustawienia podstawowych rzeczy typu temperatura chłodzenia czy pieczenia wystarczy najzwyklejszy moduł głosowy, pakowanie Asystenta Google mija się z celem. Zdecydowanie ciekawszą informacją jest wsparcie dla iPhonów i iPadów. Są osoby, który na sprzętach Apple korzystają praktycznie tylko z aplikacji Google, więc asystent musiał prędzej czy później pojawić się również na tym systemie. Bawiłem się jakiś czas temu Amazon Echo. Alexa ma bardzo miły głos, ale poza tym to po prostu głośnik – nic więcej. Oczywiście w Polsce.

Jak bym to widział?

Czasem jestem niepoprawnym futurystą (coś jak niepoprawny romantyk, tylko w temacie technologii). Wyidealizowane obrazki z filmów czy książek science-fiction prędzej czy później staną się naszą codziennością – głęboko w to wierzę. Chcę wejść do domu, zostać przez dom przywitanym, zapytanym jak minął mi dzień. Chcę, by dom (lub mieszkanie) znało moje rutynowe zachowania, włączyło muzykę, zaparzyło kawę, poinformowało że w lodówce kończy się mleko. Chcę, żeby telewizor wiedział co i o której oglądam (a raczej, że nie oglądam TV, tylko czasem seriale na Netfliksie) – albo przypomniał mi o tym, że na zasubskrybowanym przeze mnie kanale YT jest nowy film. Ten sam system powinien poinformować mnie o zbliżającym się terminie przeglądu auta czy o tym, że trzeba odwiedzić stację benzynową. Tak, bym mógł lepiej zaplanować dzień. Coś jak wspomniane Google, które podpowiada, że mam lot albo nieopłacony rachunek. Tylko właśnie głosowo i w formie jednego dużego systemu, do którego podłączone są różne urządzenia. A gdyby to przy okazji było jeszcze SI, które jest mi w stanie pomóc, coś podpowiedzieć lub zamienić ze mną kilka słów? Tak właśnie widzę przyszłość asystentów, właśnie tych głosowych. I mam wrażenie, że Google któregoś dnia będzie autorem właśnie takiego rozwiązania.

Czy go Wam życzę? Nie jestem pewien, bo zawsze gdzieś tam z tyłu głowy jest obawa o to, że człowiek i sztuczna inteligencja mogą nie żyć w symbiozie, której oczekujemy. Ale na szczęście tematem zajmują się tak tęgie głowy, że powinniśmy być o to spokojni. Chyba…