89

Ok, Czytelnicy. Coś mi mówi, że asystenci głosowi się „kończą”

Oho, na celowniku mamy kolejną rzecz w technologiach, która według naszych "wspaniałych" diagnoz się kończy. Wiem jak traktuje się tego typu wpisy w mediach, w internecie w ogóle. O wszystkim można napisać, że się "kończy" i dać ku temu argumenty. W zgodzie ze sobą mógłbym powiedzieć o kilku rzeczach w IT, które według mnie tracą swój początkowy impet. Ale z asystentami głosowymi jest w mojej opinii najgorzej.

W ostatnich latach „hype” na asystentów głosowych (czyli gwałtowny wzrost zainteresowania, który przeradza się w ilość wzmianek w sieci) odbywał się głównie w momentach, gdy: gigant technologiczny pokazywał swojego asystenta; pojawiało się urządzenie korzystające z dobrodziejstw obsługi głosowej; jakikolwiek asystent „zbliżał się” do Polski lub do niej przybywał. Doskonale pamiętam tekst (oparty niestety na zmyślonej informacji) na temat Cortany w Polsce. Hype był przeogromny i jeszcze większy zawód, gdy okazało się, że sytuacja jest nieprawdziwa. Dzisiaj jestem skłonny przyznać, że Cortana od Microsoftu była „bardzo blisko” Polski. Doskonale wiadomo, że testowano ją w tym języku i do sytuacji, w której musieliśmy się obyć smakiem przyłożyła się porażka mobilnego Windowsa.

Ok. Dlaczego asystenci głosowi mieliby się… kończyć?

To nie będzie najlepszy przykład, ale spójrzmy na Cortanę: ta zniknie z urządzeń z iOS i Androidem na pokładzie i jeszcze z kilku innych sprzętów. Ale Microsoft nie zamierza stworzyć luki, której nie zagospodaruje: wskazuje na fakt, iż pracuje nad asystentem dedykowanym produktywności – a zatem można się spodziewać go w produktach, które ściśle dotyczą szeroko pojętej pracy. Office? LinkedIn? Teams? Najpewniej w tych sferach „przemodelowany” asystent głosowy będzie się spełniał. Niektórzy twierdzą (odrobinę złośliwie moim zdaniem), że wreszcie Cortana będzie Cortaną – wszak Master Chief korzystał z usług AI przede wszystkim w swojej pracy.

Czytaj również: Zegarki Fitbit z Asystentem Google. To jedyne miejsce, gdzie ma on sens

Microsoft tym samym pokazuje, że wcale nie zamierza konkurować z Amazonem czy Google na polu interfejsów głosowych – Cortana stanie się rozwiązaniem dla profesjonalistów, a konsumenci będą mieć do wyboru Asystenta Google lub Aleksę. O Siri nie wspominam, bo sami wiecie jak jest. Apple nie jest szczególnie zainteresowane rozwojem swojej asystentki i zasadniczo, rynek pokazuje, że ta nie bardzo liczy się na swoim rynku.

Google to w dalszym ciągu lider rozwoju interfejsów głosowych. Ale…

Ale pojawiają się głosy, że ten rynek nie wytrzymuje weryfikacji rynku. Okazuje się, że zainteresowanie konsumentów spada – tak, jakby entuzjaści oraz osoby, którym spodobała się idea inteligentnego asystenta (zaklętego zazwyczaj w głośniku – ten w telefonie jest niekoniecznie „przystępny”) nacieszyli się nowinką i… przeszli do porządku dziennego. Badanie firmy Ovum wskazuje, że lata 2020 i 2021 będą dla rynku inteligentnych głośników i dla wirtualnych asystentów w ogóle „trudne”. I chodzi tutaj o rynki, na których tego typu urządzenia mają istotną rację bytu. Dlaczego nie mówię tutaj o Polsce? Po pierwsze, Polska nie jest szczególnie reprezentatywna dla ogólnej sytuacji jakiegokolwiek sektora technologicznego ze względu na to, że w naszym kraju rządzą charakterystyczne upodobania konsumentów. A w przypadku wirtualnych asystentów… cóż. Google jest u nas obecne, ale jedynie w kontekście telefonów komórkowych. Interaktywne głośniki nie są oficjalnie napędzane przez polskiego Asystenta Google.

What is starting to happen with smart speakers is very reminiscent of what happened to tablets at the end of 2014, when sales started to decline four years after the launch of the iPad. A combination of low prices and wide-scale availability meant that consumer demand was met rapidly, long before anyone thought about replacement sales.

– z badania firmy Ovum

Mimo wszystko, w ostatnim czasie widać pewne „zmęczenie” rynku wirtualnych asystentów: nie słychać zbyt dużo o nowych funkcjach w Aleksie, Asystent Google też jakby odrobinę „stanął w miejscu”. Cortana zwija się z rynku konsumenckiego na rzecz biznesowego, a Siri gryzie piach. Przez jakiś czas mieliśmy do czynienia z rozgrzebanym hype’em, który według niektórych trwał stanowczo zbyt długo. Dlaczego? Bo na dobrą sprawę wirtualni asystenci nie mają potencjału do tego, by oferować ogrom możliwości konsumentom w domach i na ulicach. Ich zainteresowanie wynika pośrednio z mody, ale nie z realnej potrzeby.

Czytaj również: Jestem najsmutniejszym użytkownikiem asystenta Google

To przypomina mi sytuację z tabletami: te urządzenia przez jakiś czas były pożądane: w Polsce były niemal obowiązkowymi prezentami na komunię. Sprzedawały się i modele z Androidem i te od Apple. Jak jest teraz? Tablety zaliczyły przeogromny „zjazd” w statystykach i liczą się jedynie iPady, które zresztą obroniły się na rynku doskonale. Reszta konsumentów zauważyła zwyczajnie, że tablet z Androidem robi dokładnie to samo, co smartfon – a przy okazji jest lekko nieporęczny i za duży. A skoro wiele zastosowań między tabletem, a smartfonem się pokrywa, to… po co dopłacać do większego urządzenia?

Jest sektor, w którym widzę przyszłość wirtualnych asystentów

Działka motoryzacyjna (lub w kręgach biznesowych profesjonalnie brzmiące „automotive”) to miejsce, w którym niemal każdy producent dodaje coś od siebie w kontekście obsługi głosowej. Od wielu lat mówi się, że przejście od fizycznych przycisków do ogromnych paneli dotykowych w samochodach to coś niekoniecznie bezpiecznego (w 20-letnim Volvo zmienię ustawienia klimatyzacji bez odrywania wzroku od drogi – z ekranem dotykowym byłoby trudniej) i stanowi problem. A w niektórych interfejsach pewne ustawienia są bardzo głęboko zakopane. Wyobrażacie sobie zmianę tego w trakcie jazdy? Najbezpieczniej jest wtedy zjechać w bezpieczne miejsce i tam dokonać stosownej modyfikacji. A co, jeżeli jest to autostrada, gdzie MOP jest dopiero za kilkanaście kilometrów, a nam jest zimno jak piernik?

Nie można zapomnieć o tym, że są również ludzie, którzy mają problem z obsługą jakichkolwiek interfejsów wymagających od nas fizycznego kontaktu z urządzeniem. Osoby niepełnosprawne (o ile nie mają problemów z mową), mogą świetnie wykorzystać potencjał wirtualnych asystentów – to dla wielu osób z trudnościami po stronie narządów ruchu ogromna pomoc.

Rzecz jasna nie ma co poszukiwać absolutnego końca asystentów głosowych, ale dynamika ich rozwoju znacząco spadła. Być może to zapowiedź obrania przez nich zupełnie innego kierunku (Microsoft już wybrał). Na pewno ucierpią na tym powiązane z nimi urządzenia – zresztą już teraz widać, że dla konsumentów ponownie głośniki mają być przede wszystkim od grania. Niekoniecznie również od mówienia.