logo apple wśród czerwieni
21

Nie uwierzycie, ile smartfonów sprzedał już Apple. I jaką kasę zebrał dzięki temu na kontach…

Rynek czekał na te wyniki, ale jednocześnie nie brakowało opinii, że będą one nudne, bo w drugim kwartale w Apple zazwyczaj nie dzieje się zbyt wiele, sprzedaż nie powala (w porównaniu z innymi okresami). Ostatecznie wyszło na to, że w okresie kwiecień-czerwiec wydarzyło się sporo ciekawych rzeczy, które nakręciły wzrost kursu akcji. Korporacja z Cupertino ciągle jest najbliżej kapitalizacji wynoszącej bilion dolarów.

Apple ma nas oczarować w drugiej połowie roku: najpierw prezentując świetnego iPhone’a, potem chwaląc się doskonałymi wynikami jego sprzedaży. O tym mówi się od kilku kwartałów, rocznicowy smartfon pojawia się w medialnych doniesieniach praktycznie każdego dnia. W tym przypadku mówimy jednak o plotkach. A fakty są następujące: w ciągu owych dziesięciu lat korporacja sprzedała już 1,2 mld smartfonów. Robi wrażenie. W bardzo dużym stopniu przyczyniło się to do zebrania na kontach fortuny wynoszącej obecnie ponad 260 mld dolarów. Jeszcze w tym roku firma może do tego dorzucić górę gotówki…

jednodolarowy banknot

Drugi kwartał zaskoczył analityków, to w połączeniu z dobrymi prognozami na obecne trzy miesiące, sprawiło, że akcje podrożały o 5% i osiągnęły historyczne maksimum. Kapitalizacja firmy wynosi ponad 775 mld dolarów. Pisałem niedawno o klubie technologicznych gigantów, w którym znajdziemy graczy o kapitalizacji powyżej pół biliona dolarów – Apple ucieka na tym polu innym podmiotom. To oczywiście bardzo cieszy inwestorów, w tym roku kurs akcji wzrósł już dość poważnie, a na tym pewnie nie koniec, na horyzoncie majaczy iPhone 8 ze sporymi zmianami względem poprzedników, zapowiedziami dobrej sprzedaży przy jeszcze wyższej cenie. Do biliona droga niby daleka, ale biznes zarządzany przez Tima Cooka przyzwyczaił nas już do łamania barier.

Przychody firmy w ubiegłym kwartale wyniosły 45,4 mld dolarów i były o 7% wyższe od tych z drugiego kwartału 2016 roku. Zysk netto wyniósł 8,72 mld dolarów. Większość przychodów nadal zapewnia iPhone, którego sprzedaż w ciągu roku wzrosła o 2%, w ostatnich trzech miesiącach do klientów trafiło 41 mln słuchawek z logo nadgryzionego jabłka. Tim Cook zaznaczył przy tym, że ludzie wstrzymują się z zakupem, bo czekają na premierę nowego sprzętu – standard. Sprzedaż nakręcały ponoć Ameryka Łacińska i Bliski Wschód. Warto przy tym zaznaczyć, że ponad 60% przychodów korporacji pochodzi już spoza USA.

czerwony iphone

Wielką niespodzianką okazał się iPad. Tak, ten sam iPad, którego niektórzy już grzebali. Sprzedaż nie tylko przestała spadać, ale nawet wzrosła: aż o 15%, gdy spojrzymy na liczbę sprzedanych sztuk. Na polu finansów nie wygląda to już tak dobrze, przychody z tego segmentu wzrosły o 2%. Wnioski? Sprzedaje się coraz więcej tanich modeli. Ma to związek m.in. z dostarczaniem tabletów do szkół. Chociaż średnia cena iPada spada, Apple ma powód do zadowolenia: sprzęt firmy nadal dominuje wśród najpopularniejszych modeli na rynku, zakończył się (a przynajmniej przerwał na chwilę) sprzedażowy zjazd. Trzeba przy tym pamiętać, że zysk Apple nie kończy się wraz z dostarczeniem tego sprzętu klientowi – to otwiera nowe możliwości.

Kolejny raz okazało się, że jasną gwiazdą i przyszłością Apple są usługi. Dział, na który składają się m.in. Apple Pay, App Store czy Apple Music zaliczył wzrost przychodu o 22% do 7,3 mld dolarów. Mówimy ciągle o jednym kwartale. Szef firmy stwierdził wprost, że ta komórka jest na dobrej drodze do osiągnięcia wyników właściwych dla firm z listy Fortune 100. Im więcej sprzedanych urządzeń, tym większa monetyzacja z tytułu usług. To już jest żyła złota, a będzie tylko lepiej. Na tym przykładzie świetnie widać, czym jest ekosystem. Pozostałe urządzenia, czyli Mac, słuchawki czy Watch wydają się dodatkiem, ale ów dodatek też dobrze sobie radzi, przychody wzrosły o ponad 20%, w przypadku smartwatcha sprzedaż skoczyła ponoć o 50%. Firma nie podała jednak konkretnych liczb.

wielki mur chiński zdjęcie

Wszystko układa się świetnie? Niepokój wzbudzać mogą Chiny, które kilka lat temu były potężnym silnikiem Apple. Przychód z ostatniego kwartału w Państwie Środka był o 10% mniejszy od tego z II kwartału 2016 roku. Zjazd na przestrzeni dwóch lat był naprawdę pokaźny. Lokalna konkurencja naciska na amerykańską firmę. A ta nie chce sobie robić dodatkowych kłopotów i zgadza się na żądania władz odnośnie VPN. Pocieszeniem jest fakt, że spadki zaczynają hamować, może nastąpi odbicie – jak w przypadku iPada. Jednocześnie firma zwraca uwagę na rzecz, o której pisałem już parę lat temu: miejsce Chin mogą zająć Indie. Perspektywy są dobre. Naprawdę dobre…