Apple

Ściereczka od Apple za 99 zł. Kupiłem żebyście wy nie musieli.

Patryk Koncewicz
19

Do kolekcji absurdalnych produktów Apple dołączyła ściereczka do ekranów. Sprawdzamy czy jest warta swojej ceny.

Apple zdążyło przyzwyczaić nas do tego, że od czasu do czasu wypuszcza produkty tak drogie i irracjonalne, że trudno jest traktować je na poważnie. Przeciwnicy marki nie pozostawiają na nich wtedy suchej nitki. W sumie nie ma się co dziwić. W 2016 roku światło dzienne ujrzał album zdjęciowy za ponad 1000 zł. Cztery lata później salwy śmiechu wywołały horrendalnie drogie kółka do Maca Pro. A teraz przejdźmy do kolejnej gwiazdy tej kategorii. Ściereczki do ekranów wycenionej na 99 zł. Sprawdziłem, ile wart jest kawałek materiału z logiem Apple.

Droga ściereczka do drogich sprzętów

Zanim na dobre zaczniemy się pastwić nad Apple Polishing Cloth zacznijmy od kilku wyjaśnień. Nie jest to pierwszy epizod ściereczki na rynku. Wielu z Was może nie wiedzieć, że była ona już wcześniej dołączana do iMaców oraz monitorów Pro Display XDR z powierzchniami nanostrukturalnymi. Powłoka ta rozprasza padające na ekran światło zamiast je odbijać. Dzięki temu ogranicza występowanie efektu lustrzanego odbicia. Jest przy tym bardzo delikatna i wymaga do czyszczenia specjalnego materiału z mikrofibry. To właśnie do tych celów Polishing Cloth został głównie przeznaczony. Nie było wcześniej możliwości zakupu ściereczki poza zestawem. Użytkownicy prosili, Apple wysłuchało. I oto i ona, w całej swej okazałości.

W typowym dla Apple minimalistycznym opakowaniu otrzymujemy… samą ściereczkę. Przy pierwszym kontakcie od razu czuć delikatność materiału. Jest specyficzna w dotyku. Z jednej strony jest dość sztywna, z drugiej jednak na tyle miła i miękka, że nie ma obawy o zarysowanie ekranu. Ma wymiary 15.5x15.5 cm, a prawym dolnym rogu znajduję się niewielkie logo Apple. Producent na swojej stronie podaje informacje, że akcesorium nie powoduje żadnych zarysowań i jest bezpieczne dla wszystkich wyświetlaczy Apple. Sprawdziłem, czy ściereczka faktycznie usuwa zabrudzenia tak skutecznie.

Ściereczka spełnia swoje zadanie, ale płacisz głównie za logo

Wiem, jak to zabrzmi, ale ściereczka od Apple sprawdza się naprawdę dobrze. Zanim zwyzywacie mnie od fanboyów, nadmienię tylko, że używałem różnych tańszych ściereczek do ekranów wykonanych z mikrofibry. I oczywiście zgodzę się, że każda z nich robi przecież właściwe to samo, ale Polishing Cloth – przynajmniej w przypadku ekranu MacBooka – spisuje się po prostu lepiej. Telefon można na upartego przetrzeć nawet skrawkiem koszulki i efekt będzie w sumie ten sam, ale w przypadku delikatnego wyświetlacza Maca sprawa wygląda trochę inaczej. Do tej pory używałem zestawu do czyszczenia ekranów od Whoosh! reklamowanego jak nowy standard w czyszczeniu ekranów. Jak wypada na tle produktu od Apple?

Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć różnicę w materiałach. Pomarańczowa ściereczka do Whoosh! jest szorstka w dotyku. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że pod palcami jest dość nieprzyjemna. Struktura ta – pomimo obiecanego przez producenta bezpieczeństwa – budzi obawy o zarysowanie ekranu. Do zestawu dołączony jest bezalkoholowy spray, który ma ułatwiać czyszczenie trudnych zabrudzeń. Gdy przetarłem zabrudzony od odcisków palców ekran ściereczką od Whoosh! miałem wrażenie, że ekran zaraz zetrze z siebie całą powłokę, wydając przy tym cichy nieprzyjemny dźwięk. Wiecie, ten, od którego dostaje się gęsiej skórki. Po użyciu płynu było trochę lepiej, ale produkt dalej nie budził zaufania. W przypadku Apple Polishing Cloth tej obawy nie ma. Przy wystąpieniu większych zabrudzeń trzeba użyć odrobiny siły, ale wciąż nie budzi to żadnych wątpliwości o bezpieczeństwo wyświetlacza. No dobra, a teraz kilka wad.

Ściereczka brudzi się od samego patrzenia i ma tendencje do zbierania wszelkich paprochów. Ponadto zalecam ostrożność w stosowaniu sprayów czyszczących czy jakiejkolwiek innej cieczy. Polishing Cloth chłonie bowiem wodę jak gąbka. Jednorazowe spryskanie jej płynem Whoosh! sprawiło, że przez długi czas pozostawała wilgotna, a przez to na ekranie pojawiały się ślady. Jak już wspomniałem, jest też dość sztywna, przez co łatwo się zagniata.

Dobra, wiem, że chcecie się w końcu pośmiać, więc mam dla was coś, z czego jak najbardziej można kpić. Apple podało bowiem na swojej stronie listę urządzeń kompatybilnych z tą ponadprzeciętnie drogą ściereczką. Zaczyna się ona od iPhona SE pierwszej generacji. Zatem wszystkich posiadaczy starszych modeli muszę zmartwić, czas na nowy telefon. Wbrew zaleceniom Apple przetestowałem jednak ściereczkę z iPhonem 5c i… działa! A tak na poważnie, jeśli zapytacie mnie, czy warto wydać 99 zł na kawałek materiału z logiem Apple, to odpowiem, że… raczej nie. Jeśli posiadasz ekran z powłoką nanostrukturalną, lub bardzo przywiązujesz uwagę do dbania o swój sprzęt w każdym calu to śmiało, będziesz zadowolony, Jeśli jednak jesteś zwykłym użytkownikiem, dla którego komputer, tablet czy telefon to narzędzie jak każde inne, to dowolna tańsza ścierka z mikrofibry będzie lepszym rozwiązaniem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu