20

Apple chwali się rekordem sprzedaży, krytycy wskazują na manipulacje

Pojawiły się dane dotyczące wyników sprzedaży nowych smartfonów Apple. Nie napiszę, że czekał na nie cały świat, ale wiele osób pewnie zastanawiało się, czy korporacji z Cupertino uda się poprawić rekord sprzedaży z poprzedniego roku i uciszyć krytyków wieszczących koniec firmy. Rekord poprawiono z nawiązką i ogłoszono sukces, ale adwersarzy raczej to nie uspokoi. Zacznijmy […]

Pojawiły się dane dotyczące wyników sprzedaży nowych smartfonów Apple. Nie napiszę, że czekał na nie cały świat, ale wiele osób pewnie zastanawiało się, czy korporacji z Cupertino uda się poprawić rekord sprzedaży z poprzedniego roku i uciszyć krytyków wieszczących koniec firmy. Rekord poprawiono z nawiązką i ogłoszono sukces, ale adwersarzy raczej to nie uspokoi.

Zacznijmy od modelu iPhone 5 i jego zeszłorocznego wyniku. W ciągu trzech pierwszych dni smartfon ten sprzedano w liczbie 5 mln sztuk. Tym samym o milion poprawiono rekord iPhone’a 4S. Jednych to zadowoliło, inni doszukiwali się oznak kryzysu, bo osiągnięto kilkudziesięciu, a nie kilkuset procentowy wzrost sprzedaży. Gdybyśmy mieli do czynienia z każdą inną firmą, to rezultat ten uznano by za wielki sukces. Od Apple wymaga się jednak cudów i czarów – także w aspekcie sprzedażowym i finansowym. Czy ostatni weekend odtworzył magiczną atmosferę?

Apple poinformowało o osiągnięciu kolejnego rekordu: w ciągu trzech dni sprzedano 9 mln smartfonów iPhone 5c oraz iPhone 5s. Uradowany Tim Cook wspomniał o niewiarygodnym popycie oraz wielkim zadowoleniu i trudno mu się dziwić (jego entuzjazm wcale nie musi być wymuszony – korporacja naprawdę ma się czym pochwalić). Zwłaszcza, że z dobrymi wynikami sprzedaży w parze idzie wielkie zainteresowanie platformą iOS 7, z którą obecnie współpracuje 200 mln smartfonów i tabletów (wyniki iOS 6 były znacznie skromniejsze).

Czas na kilka nieprzychylnych firmie uwag, które już są wyrażane przez jej krytyków. Po pierwsze, podnoszony jest fakt, iż do sprzedaży nie trafił teraz jeden iPhone, lecz dwa. Coś takiego wydarzyło się po raz pierwszy i tym samym nie ma sensu porównywać zeszłorocznego wyniku „piątki” z tegorocznym rezultatem. Jest w tym trochę prawdy, ale jednocześnie nie ma sensu dzielenie wspomnianych 9 mln na dwa i dowodzenie, że sprzedaż się pogorszyła, ponieważ z 5 mln zrobiło się 4,5 mln. Apple nie sprecyzowało, ile konkretnie sprzedało egzemplarzy słuchawek c oraz s (nieoficjalnie zdecydowanie prowadzi s), a jednocześnie trudno stwierdzić, jak dużo smartfonów zdołano by sprzedać, gdyby na rynek trafił tylko jeden model. To, że producent poszerza swoją ofertę i osiąga dzięki temu lepszy wynik, świadczy tylko na ich korzyść, ponieważ odciągają w ten sposób klientów od konkurencji i zwiększają swoje zyski.

Drugi zarzut dotyczy wycofywania z oferty iPhone’a 5, który do niedawna pełnił rolę flagowca. Przez wielu ludzi działanie to odbierane jest jako zabieg mający na celu podkręcenie wyników sprzedaży nowych modeli, a zwłaszcza iPhone’a 5c. Trudno się z tym nie zgodzić, ale znowu należy sobie zadać pytanie, czy z punktu widzenia korporacji jest to niebezpieczne i szkodliwe? Relatywnie niskim kosztem wprowadzili na rynek nową linię produktów, która w dłuższej perspektywie może się okazać orężem przydatnym w zmaganiach z konkurencją. Gdyby Apple nie widziało w tym korzyści (zarówno „na teraz”, jak i tych odłożonych w czasie), to pewnie nie decydowaliby się na taki ruch. Chcą przekonać rynki, że wiedzą co robią oraz że robią to dobrze i mogą stosować chwyty, które uznają za stosowne – przecież działają na własne ryzyko.

Kolejny motyw dotyczy ograniczania podaży nowych produktów i robienia wokół tego szumu. W ostatnim tygodniu niejednokrotnie trafiałem na informacje/przecieki, z których wynikało, że liczba konkretnych iPhone’ów będzie ograniczona, że trzeba będzie na nie długo czekać, że zapasy mogą się szybko wyczerpać. Nic nowego, a jednak za każdym razem się sprawdza – przed sklepami znowu ustawiły się kolejki, a ludzie walczyli o możliwości szybkiego kupienia sprzętu. Spora w tym zasługa korporacji i współpracujących z nią firm – umiejętność zbudowania napięcia, wzbudzanie uczucia pożądania oraz atmosfery niedostępności (kolejny już raz) proste nie są i nie należy za to krytykować Apple, lecz pogratulować im umiejętności.

Przyznam szczerze, iż byłem sceptycznie nastawiony do krytyki wymierzonej w Apple zaraz po premierze nowych produktów, a zwłaszcza do opinii w stylu „ta firma już się skoczyła”. Słyszymy to już któryś rok z kolei i jakoś nie można się doszukać oznak ich upadku. Działają sprawnie, sprzedają sprzęt, zarabiają miliardy dolarów, z sukcesem poszerzają ofertę. Niektórym to jednak nie wystarcza i domagają się czegoś więcej. Czego? Trudno stwierdzić. Czasem jest to zwyczajne szukanie dziury w całym. Czy to oznacza, że fani Apple mogą już otwierać szampana i wiwatować?

Choć wynik sprzedaży z ubiegłego weekendu osobiście uznaję za dobry i godny podziwu, to wstrzymałbym się z wybuchem euforii. Trzeba poczekać przynajmniej na wyniki kwartalne, by sprawdzić, jak Apple poradzi sobie bez stosowania „sztuczek” (przynajmniej tych bardzo widocznych). Szczególnie ważne będą wyniki sprzedaży iPhone’a 5c. Spodziewam się, że korporacja przygotowała sensowną strategię, która rozhuśta ten projekt i zapewni im sensowne zyski. Pewnym jednak nie można być niczego.

Źródło informacji oraz grafiki: Apple