Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Google

Microsoft i Google kopiują Apple? I tak i nie

MS
Maciej Sikorski
11

Koniec tygodnia przyniósł nam bardzo ciekawe wypowiedzi dwóch ważnych osób z sektora nowych technologii: Tima Cooka oraz Steve’a Ballmera. Obaj skupili się na komentowaniu zagadnień związanych z rynkiem mobilnym i pozycją swoich (i nie tylko) firm w tej branży. Jeden uderzył się w pierś i spojrzał z...

Koniec tygodnia przyniósł nam bardzo ciekawe wypowiedzi dwóch ważnych osób z sektora nowych technologii: Tima Cooka oraz Steve’a Ballmera. Obaj skupili się na komentowaniu zagadnień związanych z rynkiem mobilnym i pozycją swoich (i nie tylko) firm w tej branży. Jeden uderzył się w pierś i spojrzał z nadzieją w przyszłość, drugi jest połechtany tym, że inni "kopiują" strategię jego korporacji. Jak się do tego odnieść? Szefowi Microsoftu można zarzucić, że niepotrzebnie mówi o słabości swojej firmy, a Tima Cooka ktoś powinien przestrzec, że pycha czasem gubi.

Zacznę od tego, że wbrew pozorom Cooka i Ballmera sporo łączy. Na pierwszy rzut oka są to totalnie różne persony, ale na gruncie zawodowym można mówić o wielu wspólnych mianownikach. Przejęli stery w korporacji po wielkim poprzedniku, wcześniej poświęcili firmie kawał swojego życia i nie byli "spadochroniarzami", którzy obejmowali rządy bez znajomości środowiska przyszłej pracy. Obaj są dobrymi menedżerami potrafiącymi zarabiać pieniądze i pomnażają zasoby finansowe Apple i Microsoftu. Co ciekawe, ten ostatni fakt przez wielu uważany jest za wadę.

Krytycy Ballmera i Cooka woleliby na fotelach dyrektorów widzieć wizjonerów-magików, a nie sprawnie działających "księgowych". Rzesze osób odetchnęły z ulgą, gdy MS poinformował o rezygnacji (odłożonej w czasie, ale jednak) Ballmera. Podejrzewam, że podobne reakcje towarzyszyłyby dymisji Cooka. Osobiście nie do końca jestem w stanie to zrozumieć, ale najwyraźniej tak być musi – na sensową ocenę ich działań i tak przyjdzie czas za wiele lat, gdy poznamy skutki podjętych przez nich decyzji i prowadzonej polityki. Tymczasem wróćmy do tematu przewodniego: wywodów dotyczących rynku mobilnego.

Steve Ballmer zrobił coś, czego się nie spodziewałem. Wziął na swoje barki odpowiedzialność za niepowodzenia Microsoftu na rynku mobilnym. Podczas spotkania z akcjonariuszami przyznał, że udziały tej firmy w omawianym segmencie są zbyt małe i stwierdził, że na początku ubiegłej dekady Microsoft poświęcił zbyt mało uwagi zagadnieniu smartfonów, skupiając się przede wszystkim na Windowsie, a ściślej pisząc na platformie Vista. Z jednej strony jestem jestem gotów mu przyklasnąć: był szefem firmy i odpowiadał za jej poczynania. Nie wyszło tak, jak zapowiadano, więc odważnie podnosi kciuk i pokazuje winnego, czyli siebie.

Jest jednak druga strona medalu: po co tworzyć aurę niepowodzenia i dyskutować nad odległą przeszłością? Trzynaście, a nawet dziesięć lat temu pewnie nie było zbyt wielu osób, które spodziewałyby się tak dynamicznego rozwoju rynku mobilnego. Zakładam, że Apple, uważane dzisiaj za jeden z motorów napędowych zmian, nie miało jeszcze wykrystalizowanego planu działania i nie było pewne, jak potoczy się ten wyścig. Dzisiaj możemy mówić o tym, że w roku 2007 nastąpił przełom, ale czy był on nieuchronny? I czy dało się go przewidzieć? Chyba nie.

Dlatego Ballmer nie powinien sięgać aż tak daleko w przeszłość. Ważne jest to, że w końcu zrozumieli przemiany na rynku i zaczęli się do nich przystosowywać. Czy z sukcesem? To się okaże za kilka lat. Na szczęście, swoje i Microsoftu, Ballmer nie wprowadził atmosfery defetyzmu i nie stwierdził, że sprawa jest przegrana i MS nie ma już czego szukać w tym segmencie rynku. Wskazał na przejęcie Nokii, jako na klucz do dalszego rozwoju i słusznie stwierdził, że kiepskie wyniki stwarzają szansę na ich poprawę. Zgadzam się – nic tak nie motywuje, jak klęska. Nie brakuje na to przykładów z przeszłości (bliższej i dalszej), więc można założyć, iż Microsoft będzie chciał udowodnić, że jest zdolny do przeforsowania na rynku swojej wizji. Zwłaszcza, że ma do tego odpowiednie narzędzia.

W grupie tych ostatnich można oczywiście wymieniać pieniądze, doświadczonych pracowników, partnerów biznesowych czy bogate portfolio patentowe. Znacznie ważniejsze jest jednak to, że Microsoft sukcesywnie buduje zwarty ekosystem, który już dzisiaj kusi wielu uzytkowników. Przejęcie oddziału sprzętu mobilnego Nokii stwarza kolejne możliwości i daje firmie spore pole do popisu. Obie firmy powinny na tym skorzystać (uważam, że w dłuższej perspektywie Finom wyjdzie to na dobre) i na dzień dzisiejszy można mówić o słusznych decyzjach.

Teraz czas na wypowiedź Tima Cooka, który nie krytykuje samej decyzji Microsoftu i Nokii, ale określa tę ścieżkę rozwoju mianem kopiowania strategii Apple. Co więcej, do tego samego worka wrzuca przejęcie Motoroli przez Google. Czy giganci z Redmond i Mountain View faktycznie „próbują zaadaptować strategię Apple”, polegającą na integracji sprzętu i oprogramowania w jednym organizmie? Nawet jeśli efekt tych działań będzie podobny, to każda korporacja znajduje się dzisiaj w innej sytuacji, stosuje inną strategię i dokonuje zmian w inny sposób. Warto jednak mieć na uwadze, że zarówno Google, jak i Microsoft nie przejęły odpowiednio Motoroli Mobility i części Nokii, bo Apple zrobiło na nich wrażenie – oni po prostu nie mieli innego wyjścia.

Ilu producentów sprzedaje dzisiaj smartfony z platformą Windows Phone? Kilku, ale liczy się tylko jeden: Nokia. Gdyby Finom nie powiodło się w branży i zakończyliby żywot bankructwem albo postanowili spróbować swoich sil na rynku Androida, to Microsoft znalazłby się pod ścianą. To nie byłby problem, lecz klęska. Czy firma z Redmond mogłaby się jeszcze po niej podnieść i próbować swoich sił w branży? Próbować zawsze można, ale nie sądzę, by to im się opłaciło i przyniosło wymierne korzyści. Microsoft musiał przejąć cześć Nokii, bo model biznesowy stosowany przez nich na rynku pecetów po prostu się nie sprawdzał w segmencie mobilnym. Amerykanie odpowiednio zabezpieczyli się na okoliczność kiepskiego rozwoju wypadków. I nie zapłacili za to astronomicznej sumy – uznałbym ją za całkiem rozsądną, a nawet atrakcyjną. Czy podążyliby w tym kierunku, gdyby pięciu dużych producentów sprzętu sprzedawało z zapałem produkty z Windows Phone? Śmiem wątpić.

Google jest w innej sytuacji – ich system cieszy się ogromnym powodzeniem i zapewnia korporacji coraz większe zyski (nie zarabiają na samej sprzedaży licencji, jak Microsoft, ale im więcej Androida na rynku, tym lepiej dla kasy Google). Co zatem skłoniło ich do kupna Motoroli? Chcieli być jak Apple? To przejęcie stanowiło dla korporacji z Mountain View nie tylko szalupę ratunkową, ale też swego rodzaju straszaka. Przed czym mieliby się ratować albo kogo mieliby straszyć? Wystarczy wspomnieć o Samsungu. Dzisiaj obie firmy zarabiają miliardy dolarów na współpracy, ale nikt nie powiedział, że różowo będzie do końca świata i jeden dzień dłużej. Samsung kiedyś ściśle współpracował z Apple i chyba wszyscy wiedzą, jak dzisiaj wygląda kooperacja tych gigantów.

Decydenci internetowego molocha zapewne już dawno temu zauważyli, że koreański koncern stwarza dla nich w równym stopniu szansę i zagrożenie. Gdyby doszło do sytuacji, w której Koreańczycy chcieliby zdominować sojusz, to Google mogłoby im dać do zrozumienia, że posiada alternatywę i jest gotowe na zmiany. Smartfon Moto X był pierwszym pokazem siły i to pokazem całkiem udanym. Na Samsungu sprawa się jednak nie kończy – problem stanowi cały szereg innych azjatyckich producentów. Nie jest przecież tajemnicą, że Chińczykom nie do końca odpowiada uzależnienie od amerykańskich systemów operacyjnych i szukają jakiejś alternatywy. Teraz Google może jeszcze utrzymać w ryzach azjatyckie firmy (przykładem potyczka z Acerem), ale co będzie, gdy sprawy zaczną się komplikować?

Zarówno Microsoft, jak i Google dokonały (w gruncie rzeczy, jedna z firm dopiero dokonuje) przejęć, bo nie miały innego wyjścia. Albo inaczej: miały inne wyjście i nie wydawało się ono atrakcyjne. To nie jest kopiowanie rozwiązań Apple, lecz dostosowywanie się do sytuacji na rynku. Obie firmy inaczej widziały swoją drogę rozwoju w segmencie mobilnym, ale musiały te plany zweryfikować, ponieważ nie funkcjonują w branży same i nie decydują o jej kształcie. Ostatecznie wszystkie trzy firmy faktycznie będą mogły wyglądać podobnie (przynajmniej na pierwszy rzut oka), ale każdą doprowadzi do tego inna droga.

Korporacja z Cupertino osiągnęła sukces decydując się na zamknięty ekosystem, ale trochę przypomina to sytuację z ich produktami sprzętowymi – bazowali na doświadczeniach innych i po prostu potrafili je odpowiednio wykorzystać. Na szczęście nie posiadają patentów na zastosowaną strategię rozwoju, ale nawet gdyby je mieli, to trudno byłoby im udowodnić, że Microsoft czy Google kopiują ich rozwiązania. Apple może zatem wskazywać na siebie jako na przykład dla innych, ale nie powinniśmy do tego podchodzić bezkrytycznie, ponieważ mamy do czynienia ze zwykłym marketingiem podszytym pewnością siebie. Bez względu na to, czy jest ona prawdziwa czy udawana, decydenci Apple powinni uważać, by za kilka lat nie przyszło im stanąć na miejscu Steve'a Ballmera i bić się w pierś...

Powrócę zatem do tytułowego pytania: Czy Microsoft i Google kopiują Apple? Tak, jeśli uznamy, że ktoś posiada wyłączność na słuszne decyzje. I nie, jeżeli spojrzymy na sprawę wielowątkowo i w miarę obiektywnie.

Źródło grafiki: blog.najtanszedomeny.pl

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: