Felietony

Bez Internetu i abonamentu nie ma aplikacji? To jakieś szaleństwo!

Konrad Kozłowski
18

Czy Wasze ulubione aplikacje zmieniły się na przestrzeni lat? Podejrzewam, że tak, o ile nie zostały pochłonięte przez większe firmy lub musiały zwinąć się z rynku. Rozumiem potrzebę przetrwania, ale czasami rozwój usługi może tylko zniechęcić użytkownika.

Mimo, że staram się redukować czy wręcz minimalizować liczbę aplikacji na moim smartfonie, bez niektórych programów trudno byłoby się obejść. Nieistotne, czy będziemy mówić o obowiązkach służbowych, sprawach prywatnych, zakupach, rozrywce czy różnego rodzaju formalnościach, niektóre z aplikacji bywają niezastąpione. Czasami są to aplikacje powstałe dzięki pasji i zaangażowaniu kilku osób albo społeczności, a innymi razami to efekt pracy pojedynczego programisty.

Łączy je wszystkie coś nazywane popularnością, bo gdy aplikację pobierze więcej osób, jej autor będzie mógł więcej na tym zyskać i - albo wprowadzi opłaty w postaci subskrypcji, albo doda pojedyncze funkcje premium, albo sprzeda cały projekt innej firmie. Sposobów na zarobek jest wiele i każdy z nich może przysłużyć się obydwu stronom: autorom i użytkownikom. Niestety, czasem pojawiają się niepokojące i irytujące trendy, z którymi trudno się zgodzić.

Wyjazd na urlop to często czas, gdy chcemy korzystać z Internetu czy smartfona jak najmniej, ale z drugiej strony to np. dla mnie szansa na częstsze robienie zdjęć, kręcenie filmików i poświęcenie większej ilości czasu na zabawę przy obróbce. Stosunkowo niedawno wylądowałem w miejscu, gdzie generalnie dostęp do sieci komórkowej był bezproblemowy, ale obciążenie nadajników w godzinach szczytu było tak duże, że prędkość przesyłania danych przypominała mi raczej czasy Neostrady na modemach ADSL z maksymalnym transferem podawanym w kilobajtach.

Nie masz Internetu? To nic nie zrobisz...

Nietrudno było też trafić na obszar, gdzie pomimo kilku kresek sygnału LTE niemożliwe było wczytanie prostych stron internetowych czy wysłanie wiadomości na komunikatorze. Czy mi to ogólnie rzecz biorąc przeszkadzało? W żadnym wypadku, bo w sytuacji krytycznej SMS-y lub połączenia były dostępne, a ja wcale nie musiałem odpoczywać ciągle będąc online. Sytuacja stała się jednak mało komfortowa, gdy zapragnąłem popracować nad niektórymi zdjęciami...

Nagle okazało się bowiem, że Unfold czy VSCO mają problemy z działaniem, jeśli nie mogą kontaktować się z serwerem. Szczególnie ta pierwsza z aplikacji była powodem niemałego rozczarowania, gdy zorientowałem się, że skorzystanie z prostego szablonu do tworzenia Relacji (dwa zdjęcia w tle + ew. napis) wymaga wczytanie go z Internetu. I to nie tylko przy pierwszym użyciu, ale za każdym razem. Cała galeria szablonów wyświetlała może 10% zawartości, bo reszta było treściami dynamicznymi i nawet podglądy, nie mówiąc o możliwości edycji, wymagały łączności z Siecią.

Wisienką na torcie okazały się nowe plany zakładające dostęp do tych samych szablonów, których używałem przed kilkoma miesiącami, ale dopiero po uiszczeniu opłaty. I to nie jednorazowej, ale powracającej i regularnej. Subskrypcja zbliżająca się kwotą do 50 zł miesięcznie za ładne szablony i łatwą edycję wydaje się jednocześnie kwotą dużą i małą. Gdy będzie to narzędzie pracy, to takie koszty można przełknąć. Jeśli robimy to hobbystycznie, to raczej mało kto wyda choćby grosz na taką aplikację - raczej poszuka darmowej alternatywy.

Jak dużo subskrypcji to za dużo?

Dużo mówi się o zalewie rynku przez kolejne subskrypcje, bo po regularne wpłaty i opłaty dopraszają się także ci wysyłający newslettery, tworzący podcasty, przygotowujący kursy, robiący zdjęcia i filmy, a także piszący teksty i przeprowadzający wywiady. Przykłady można mnożyć i dziś chyba na abonament jest już dostępne wszystko, wraz ze sprzętem, oprogramowaniem, usługami, zakupami itd. Przywykliśmy do tego i tolerujemy większość ofert, ale chęć uzależnienia użytkownika od swojej oferty może przynieść odwrotne skutki. Adobe mierzy się z tym problemem, bo część osób wybiera aplikacje, które można po prostu nabyć płacąc tylko raz. Czym innym jest natomiast zależność na ciągłym byciu online, bo nawet po uiszczeniu opłaty mógłbym być w wielu momentach po prostu odcięty o narzędzia do pracy, dzięki któremu tworzyłbym treści.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu