Wysłuchując Wasze ostatnie uwagi, dzisiejszy odcinek AntyNiedzieli w zmienionej formie. Nie będziemy linkować to całych wątków ciekawych Waszych konwersacji, tylko „wyciągniemy” z nich najciekawsze, według nas, komentarze. Oczywiście pozostaną one nadal podlinkowane, w ten sposób będziecie nadal mogli podejrzeć całą dyskusję, jak i ich prowodyrów:). I. Poniedziałek – Autor Kamil Mizera. Wieszczenie śmierci e-czytników przedwczesne […]

aw111
Wysłuchując Wasze ostatnie uwagi, dzisiejszy odcinek AntyNiedzieli w zmienionej formie. Nie będziemy linkować to całych wątków ciekawych Waszych konwersacji, tylko „wyciągniemy” z nich najciekawsze, według nas, komentarze. Oczywiście pozostaną one nadal podlinkowane, w ten sposób będziecie nadal mogli podejrzeć całą dyskusję, jak i ich prowodyrów:).

I. Poniedziałek – Autor Kamil Mizera.

ereader-libraryWieszczenie śmierci e-czytników przedwczesne [polemika]. W ostatni piątek Przemek Pająk na Spider’s Web opublikował artykuł „Los e-czytników jest przesądzony – czeka je marginalizacja”, stwierdzając, na podstawie wyników i prognoz iSuppli, że zasadniczo e-papierowe czytniki właściwie rynkowo się już kończą, a poza tym to tablet jest bardziej naturalnym środowiskiem dla e-booków. Z żadnym z tych stwierdzeń nie mogę się zgodzić.

Przede wszystkim cele, jakimi kierują się konsumenci wybierający jedno z tych urządzeń są zupełnie odmienne. Czytnik jest urządzeniem podporządkowanym tylko jednemu zadaniu (przynajmniej na razie) – wyświetlaniu ebooków. Jako taki więc skierowany jest do konkretnego odbiorcy, który czyta dużo i chce od urządzenia do wyświetlania e-książek podobnego poziomu doświadczenia, jakie oferuje mu tradycyjna książka.

Pokrótce odniosę się również do tezy, jakoby tablet był naturalnym środowiskiem dla czytania e-booków. Zastanawiam się, gdzie owa naturalność owego środowiska się objawia? Bo jest więcej użytkowników tabletów? Cóż, tablet jest równie naturalnym środowiskiem do czytania ebooków, jak ekran komputera, tyle tylko, że jest bardziej mobilnym środowiskiem. Nie sprzeczam się z faktem, że przez to, iż coraz więcej osób posiada tablety, coraz więcej ebooków będzie czytanych właśnie na ich ekranach. Tablet również dużo lepiej nadaje się do pracy z tekstem. Poza tym pojawia się coraz więcej ciekawych form wydawniczych, jak chociażby interaktywne książki, magazyny czy komiksy i dla nich tablet jest środowiskiem najodpowiedniejszym. Ale przynajmniej obecnie wielogodzinne czytanie na e-papierze jest nieporównywalnie wygodniejsze od czytania z ekranu tabletu.

Czy więc czytniki czeka marginalizacja i, z czasem, śmierć? Cóż, większość technologii prędzej czy później zastępowana jest przez lepsze rozwiązania w swojej kategorii. Za parę, paręnaście lat znalezienie telefonu komórkowego, który nie będzie smartfonem, będzie nie lada wyczynem. Czy elektroniczny papier się obroni, o tym przyjdzie nam się przekonać. Ale na razie wstrzymałbym się z wieszczeniem końca e-readerów i dostrzegł, że w obecnej, niekolorowej formie, jest to bardziej specjalizacja niż marginalizacja. Zwłaszcza, że mimo spadku sprzedaży, jakoś giganci w postaci Amazonu wcale nie rezygnują z produkcji czytników, a wręcz wprowadzają na rynek nowe modele.

Piotr Borowski:

Niestety czytanie nie jest modne, a więc sprzedaje się więcej tabletów niż ebooków. To prawda, że na tablecie też można czytać, że można dodać do książki filmy i animacje. Jednak długie czytanie, czy to dla przyjemności, czy to dla nauki jest możliwe tylko na ebook readerze. – https://plus.google.com/u/0/+MikeElgan/posts/DEKUqLthYaY

Emes76:

Myślę że to jest wynikiem niewielkiej świadomości klientów. Naprawdę bardzo mało osób widziało na własne oczy e-ink i miało okazję się tym przez chwilę pobawić bo zwyczajnie nie ma gdzie. Mówię o statystycznym Kowalskim – nie o geekach komputerowych. Reklam też jak na lekarstwo, a sam szał na tablety spowodował, że producenci jakby odpuścili. Co nie oznacza że tablety to lepsza opcja bo tak nie jest. Jestem użytkownikiem ipada od ponad dwóch lat i niestety czytać książek na tym się nie da. Za ciężkie, ekran świeci itp.To idealne urządzenie do czasopism ale nie do książek. I o ile nie pojawią się ekrany hybrydowe lub w jakiś inny sposób nie zostaną wyeliminowane upierdliwości ekranów LCD to tak długo e-ink będzie lepszy.
Ale jest też druga strona medalu. Myślę że sytuacja skoryguje ceny samych ekranów i może nastąpić kolejna próba – i tym razem w takich krajach jak Polska tańszy czytnik + kilku dostępnych sklepów z książkami może spowodować wzrost zainteresowanie. Myślę że Allegro ma kasę i mogłoby zaatakować skoro już mają sklep. Empik próbował ale to chyba było za wcześnie i nie za tę cenę co trzeba.

Michał Kiender:

Spadek sprzedaży czytników wynika z faktu nasycenia rynku. Rynku, który wygląda zupełnie inaczej niż ten tabletowy. Czytnik to dedykowane urządzenie, które na ten moment rozwija się w kategorii wydawnictw aniżeli samego sprzętu. Tablety z uwagi na mnogość zastosowań przechodza dynamiczną, sprzetową i ekonomiczną rewolucję a to z kolei stymuluje wzrost sprzedaży. Jako posiadacz iPada i Kindle w żadnej kwestii nie zgadzam się z panem Pająkiem(?)- iPad= WWW, aplikacje, RSS, dokumentacje czy treści mniejszego formatu(gazety?) naszpikowane grafiką a Kindle = książki fabularne/większego formatu. Przydałby się test Kindle VS iPAD a oczy:)

Paweł Botuliński:

Piotr Borowski ma trochę racji – czytanie nie jest ostatnio modne, ale z drugiej strony jest spore grono ludzi, którzy mimo wszystko czytają. Problemem o większej wadze jest mała świadomość ludzi. Po zakupie Kindle pokazywałem go znajomym i wszyscy byli naprawdę pod dużym wrażeniem tego urządzenia.
Szkoda, że za każdym razem trzeba tłumaczyć jak to działa, jak wygląda rynek ebooków, itd.
Oczywiście część ludzi jest nieco zawiedziona, że kiepsko się przegląda www, itd, ale zawsze tłumaczę, że to jest do czytania książek, czasopism, itp.
Kolejnym problemem jest polityka cenowa wydawców. Ja rozumiem, że ebooka trzeba przygotować, ale bez przesady – 90% roboty jest wykonane podczas przygotowania wydania papierowego.
Amazon też nie jest święty pod tym względem, mimo to czekam na wejście giganta na polski rynek. Może coś się ruszy.

II. Wtorek – Autor Grzegorz Marczak.

dffTo Google i Microsoft powinni przepraszać użytkowników za to, że bawią się ich kosztem. Pamiętam, że niedawno na Facebooka wrzucałem wywiad z Larrym Pagem przeprowadzonym przez Fortune, gdzie współtwórca Google mówił, że duże firmy technologiczne powinny ze sobą współpracować. Wywiad jest dość świeży bo z 11 grudnia. Larry zapomniał jednak wtedy dodać, że w związku z tą współpracą pomogą Microsoftowi zaadoptować szybciej nowe standardy odcinając użytkowników Windows 8 i Windows Phone od wielu wygodnych funkcji poprzez zakończenie wsparcia dla usługi Exchange ActiveSync.

Niestety spór ten czy też konflikt, bo tak chyba teraz można już to nazwać – pokazuje jedno. Użytkownik w tym wszystkim liczy się najmniej, a w tym przypadku szczególnie użytkownik Windowsów i Windows Phone (a to przecież też użytkownicy Gmaila jednocześnie).

Można pewnie było temu zapobiec, ale co tego? Winny jest zawsze ktoś – w tym przypadku można wskazać na Google. Google może wskazać na Microsoft. Tymczasem użytkownik czy też może właściwszym określeniem będzie klient, musi grzecznie czekać. Jak długo? Tego akurat nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że mamy od dziś outlook.com i gmail.com i można wybrać jedną ze stron. Gorzej jeśli się ma konto gmaila i telefon z Windowsami…

Tak więc drogie Google i drogi Microsofcie – dziękuję wam bardzo, że pokazaliście co się tak naprawdę liczy. Wasze kłótnie i przepychanki niewiele interesują waszych użytkowników.

Piotr Teicher:

Gdyby Google nie musiało płacić za Exchange, wtedy by gmail był ciągle dostępny w stary sposób. Artykuły pomijają jednak fakt, że gmail przestanie działać nie za kilka dni, a z końcem stycznia, aktualnie google tworzy rozwiązanie (prawdopodobnie aplikację lub IMAP w WP) pozwalające dalej z niego korzystać. WP pozwalał TYLKO na exchange, więc to nie wina google, że chce zaoszczędzić. No, ale hejterów bez powodu (pozdrowienia demoll) nie brak. Trochę rzetelności w krytykowaniu proszę, bo to już zaczyna fanbojów Apple przypominać – zero argumentów, ale i tak oni mają rację, a ty się mylisz.

Marcin:

Bzdura. To atak na konkurencję której Google się zwyczajnie boi. Gdyby Google chciało popularyzacji wolnego standardu to już rok temu ogłosiłoby to publicznie że z początkiem 2013r ich serwisy nie będą wspierały Exchange. Dlaczego tego nie zrobiono? Ponieważ Google chciał mieć pewność że obsługa tych standardów nie znajdzie się w systemach Micorsoftu. Zaczekał do premiery Windows Phone 8, zaczekał do ogłoszenia RTM i rozpoczęcia wdrożenia Windows Phone 7.8 o którym wiadomo że będzie ostatnią aktualizacją najtańszych telefonów z WP. Gdy Google miało już pewność że MS nie będzie w stanie zaimplementować nowej obsługi w WP8 oraz WP7.8 ujawniono że blokują protokół używany przez WP, Symbiana, S40, Bada i masę innych telefonów.
Popatrz na fakty obiektywnie. Czy potrafisz podać inny powód trzymania tej decyzji w tajemnicy aż do upewnienia się że WP8, WP7.8 są już ukończone i wdrażane? To zwykły atak na konkurencję którego nie powstydziłoby się Apple.

Tomasz Budzyński:

Błędem jest zakładanie, że ta decyzja została podjęta rok temu i specjalnie czekali na jej ogłoszenie. Odłączenie zewnętrznej usługi czesto trwa chwilke i wszystko działa, a w tym przypadku czas to pieniądz.

Marcin:

Serio uważasz że tą decyzje podjęto w ubiegłym tygodniu? Zauważ że proces wdrożenia nowego standardu trwa sporo czasu. Najpierw jest decyzja, później poznanie nowego API, implementacja, testy. Po testach następuje wdrożenie na sprzęt, w przypadku obsługi zintegrowanej z systemem testy operatorów dla nowej wersji OS.
Tak proces zajmuje minimum rok, lub dłużej. Zobacz sobie ile czasu trwa wdrożenie Androida wersji 4.0 na miliony telefonów u setki operatorów. To praca wręcz syzyfowa…. bez końca. Często wdrożenie nowej wersji może zabierać 2-3 lata i kończy się gdy stare telefony ludzie zwyczajnie wyrzucili i kupili nowe.
Gdyby Google chciało promować nowy standard w co absolutnie nie wierzę to informacja o tym pojawiłaby się minumum rok temu. Google wiedziało że MS pracuje nad Windows 8, nad Windows Phone 8, nad Windows Phone 7.8. Gdyby dało przynajmniej pół roku czasu to MS zaimplementowałby nowy standard w każdym z systemów. Byłoby to zwycięstwo wolnego protokołu. Jednak Google nie maiło za zadanie promocji wolnego standardu ale walkę z konkurencją. Zaczekano więc aż MS skończył Win8, WP8, WP7.8 i dopiero gdy upewniono się że MS zakończył prace oraz testy i gotowa paczka jest wdrażana. Google chciało się upewnić że nowe wersje konkurencyjnych systemów zostaną odcięte.
Inaczej nie potrafię wytłumaczyć decyzji trzymania sprawy w tajemnicy aż do czasu upewnienia się że konkurencyjne systemy są już gotowe i nie ulegną zmianie. Tak się walczy z konkurencją. Tajemnica i nagły atak gdy wiesz że przeciwnik się tego nie spodziewa

robski:

A ja jednej rzeczy nie rozumiem w Twoim rozumowaniu. Dlaczego to Google miało mówić Microsoftowi, żeby wprowadził możliwość obsługi wolnych standardów? Przecież wszyscy, włącznie z Microsoftem, wiedzieli, że takie standardy istnieją i to od dawna. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Dlaczego ja korzystając z poczty, która nie jest ani gmailem ani outlookiem mam mieć problemy na urządzeniach Microsoftu? Dlatego że nie ma nas wielu? Za to odpowiada Google? Nie wydaje mi się. Dla mnie jedyny rozsądny wniosek jest taki: Microsoft nie chciał wprowadzić obsługi standardów konkurencyjnych do swojego i Google nic tutaj nie jest wstanie zmienić swoimi decyzjami. Takimi czy innymi.

Marcin Czajka:

Google placiło za EAS zanim pojawił się WP7, wiec nic się nie zmieniło przez ostatnie dwa lata. MS wspiera w WP IMAP, więc słabo argumentujesz. Problemem jest tu Google ze swoim otwartym inaczej IMAP. Aplikacja Google mnie nie interesuje, bo mam od tego wbudowanego klienta i żadnego ścierwa instalować nie będę. Tym bardziej, że Google do tej pory nie raczyło wydać aplikacji do jakiejkolwiek ze swoich usług. Dlatego to Ty nie cukruj. Jeszcze się możesz przejechać na otwartości Google. Te działania to początek wprowadzania płatnych usług. Albo nasz system na którym zarabiamy, albo opłaty.

Piotr Teicher:

Jest coś takiego, jak sytuacja kryzysowa. Może jest inaczej niż myślisz i Google negocjowało z MS przedłużenie Exchange do ostatniej chwili, siedziało cicho żeby nie straszyć userów. Jednak MS powiedział „nie” i google robi papa, podczas, gdy najprawdopodobniej zyskają na popularności rozwiązania MS. Jest to bardziej prawdopodobne, co to, że Google planowało to od dawna, ale wolało wnerwić swoich użytkowników takim kowadłem w głowę.

kilobyte:

Ale o co chodzi – czy ktoś z Was płaci za te produkty? Nie, więc musicie się dostosować – Google daje coś za darmo, ale jak w pewnym momencie to zabiera, to wszyscy są obrażeni. Jakbyśmy płacili, to można wymagać, ale w takim przypadku nie. Jak się ma Windows Phone, czy inne urządzenie, gdzie to nie działa, to może czas pomyśleć o zmianie skrzynki? Outlook.com napewno będzie dobrze działał. A jak się jest przywiązanym to niestety trzeba cierpieć i płakać. Tylko, że nikogo ten płacz nie interesuje – to są firmy, które mają zarabiać a nie zaspokajać potrzeby zwykłego użytkownika. A my, jak jesteśmy olewani jedyne co możemy zrobić, to zagłosować nogami i pójść gdzie indziej…

Krzysiek:

A nie przyszła Ci do głowy taktyka Google? Uzależnić od siebie dając darmowe produkty, a potem powoli zacząć wprowadzać opłaty? Google wg mnie działa jak „dobry” diler narkotykowy – pierwsza dawka gratis… MS też nie jest święte i też często ma coś na sumieniu, ale to Google obrało sobie za motto: „don’t be evil”…

Maciej Gajewski:

Toć gdyby Google złamał regulamin świadczenia usług, to można by było go pozwać. Tą firmą jednak nie rządzą idioci a wręcz przeciwnie. I nie, wystarczą trzy słuchawki z Androidem, ten sam model. Android ma i natywne aplikacje Google, i świetnie obsługuje Exchange, jestem też przekonany, że są aplikacje na niego które bez problemu podepną się pod Konto Google za pomocą owych protokołów.
Jak dotąd pracowałem w (czytaj: współpracowałem z) pięciu firmach, które korzystają z serwerowej infrastruktury Microsoftu. Z dwoma współpracuję do dziś. Exchange jest istotnym, ale nie jedynym, ani wręcz najistotniejszym składnikiem. Dynamics, Office 365 i inne rozwiązania są również wysoko cenione. I odnoszą niezmiennie sukces na rynku.
I dla mnie to nie wystarczy. Rozumiem motywację Google’a (pieniądze) i nie mam problemu z tym, że rezygnują z EAS. Ale wolałbym mieć więcej czasu, niż 1,5 miesiąca, by móc coś z tym zrobić. Poważne firmy informują swoich użytkowników ze znacznie większym wyprzedzeniem o tak radykalnych zmianach. Gdyby Google ogłosił to pół roku temu (co najmniej!), nie byłoby sprawy.

Tomasz Janusz:

I wszystko co wymieniłeś to mobilny plankton. A tymczasem MS sobie kosi za licencje na Exchange w Google. Nie dziwota, że w dobie kryzysu Google ucina to, na czym traci – nie ma co się pakować kasy w worek bez dna.

W starszych modelach telefonów nie ma wcale EASa – rzesza telefonów Sony Ericsson, stare Motorole – nikt nie ma w telefonach obsługi EAS. Dziwne, że tak nie protestujesz, że MSIE nie ma obsługi zamkniętego Flasha, i że nie mogłeś się przez to dostać na stronę jakiejś kawiarni albo czegoś w tym stylu.

Poza tym moim zdaniem jest to uczciwe, że nie odcinają obecnych użytkowników od tego, a po prostu przechodzi się do nowego modelu obsługi takich danych dla przyszłych użytkowników.

III. Środa – Autor Marcin Kamiński.

paylewenPayleven wchodzi do Polski! Sklepy mogą teraz przyjmować płatności kartą za pomocą smartfona lub tabletu. Już kilka miesięcy temu zapowiadaliśmy na AntyWeb uruchomienie w naszym kraju usługi Payleven, pozwalającej z użyciem smartfona lub tabletu dokonać płatności kartą kredytową. Dzisiaj możemy już oficjalnie potwierdzić obecność technologii autorstwa Rocket Internet w Polsce – oprócz nas z mobilnego systemu płatności korzystać mogą również między innymi Niemcy, Brytyjczycy i Włosi.

Mobilne płatności kartami za pomocą smartfona i tabletu to ciekawie zapowiadający się system, rodzący jednak jeszcze sporo obaw wśród użytkowników. Polacy będą mogli przekonać się sami jak działa jedna z tego typu usług, a to dzięki uruchomieniu w naszym kraju serwisu Payleven.

Dodatkowymi zaletami usługi Payleven, szczególnie dla mniejszych sklepów, jest brak stałych opłat i stosunkowo niewielkie stawki prowizyjne dla korzystanie z technologii – 2,95% plus 37 groszy za transakcję kartą płatniczą. Wygląda więc na to, że Payleven to nie tylko ciekawostka technologiczna, ale naprawdę ciekawa oferta dla małych przedsiębiorców.

Czy faktycznie tak będzie? Z pewnością okaże się za kilka kolejnych miesięcy, tymczasem jesteśmy ciekawi – czy Wy nie mielibyście obaw przed skanowaniem Waszej karty płatniczej przez czytnik doczepiony do iPhone’a? Ja obawiam się, że miałbym jednak mimo wszystko mało zaufania do wykorzystania takiego rozwiązania po raz pierwszy…

tokage;

Właśnie wydaje mi się że cena nie zachęca. Na początek działalności małego sklepu można zejść z prowizją do poziomu około 2% + opłata za dzierżawę terminala- około 50zł-70/ mies. Przy obrocie rzędu 15tys kartą daje nam to 320zł-350zł. W payleven koszt samej prowizji to ponad 400 a do tego trzeba dodać 37 groszy za transakcje. Zakładając średnią transakcje na poziomie 60zł wychodzi że trzeba do tego doliczyć jeszcze około 100zł prowizji. Krótka kalkulacja i już wiem że na to rozwiązanie mnie nie stać, nie mówiąc już o jego ograniczonej funkcjonalności, potencjalnego braku zaufania od klientów- i dawania do macania smartfona zamiast pinpada. Jedyne fajne zastosowanie które przychodzi mi do głowy to eventy. Jako że moja firma wystawia się na kilku-kilkunastu targach w roku,a terminal w sklepie jest jeden to chętnie skorzystałbym z takiego rozwiązania wystawiając gdzieś poza siedzibą firmy stoisko handlowe. Szkoda że działa tylko z mastercardem, zacznie akceptować visę- zdobędziecie klienta ;)

mystyc:

Co jest w tym takiego ciekawego ? Mam terminal normalny wielkości kalkulatora razem z modemem gsm transakcje 1,75 % połączenia 0 za terminal 0 wielkość transakcji miesięcznych 0 . Całkowity koszt tylko 1,75% i koniec do tego podaje staruszce pinpada za parę złotych jak spadnie jej z ręki podczas podawania pinu to nie to samo co iphone za parę tysiaków. Firma Kartel. Pytam co jest fajnego u was ?

Mateusz Tabencki:

Witam, mamy kilka fajnych rzeczy: ekologiczne potwierdzenie transakcji dla Klienta na e-mail (99% wydruków z terminali i tak ląduje zaraz w koszu…), zdjęcie i opis zakupów dla Klienta w potwierdzeniu, podobnie jak mapa z geolokalizacja zakupów. A dla Pana jako sprzedawcy możliwość integracji z kasą/inna aplikacją sprzedawcy, pełna integracja płatności z Pana systemem sklepowym, podgląd live transakcji i zarządzenie z poziomu łatwej i wygodnej aplikacji lub via serwis www. + w pełni mobilne rozwiązanie (nie potrzeba kabla do gniazdka;) działające nie tylko na produktach Apple’a ale od wczoraj również na Androidach 4.0 na wybranych urządzeniach (listę będziemy szybko poszerzać). w najbliższym czasie kolejne funkcjonalności będziemy dodawać :) tak żeby płatność kartą wspierała biznes, a nie tylko była jego ostatnim krokiem. pozdrawiamy!

karciarz:

A co z bezpieczeństwem takiego rozwiązania? Skoro to Android, to chyba bez problemu można na tym zainstalować jakąś dodatkową app, która będzie gromadzić dane kart?

Mateusz Tabencki:

Witam, payleven z tej strony. Bezpieczeństwo to nasz priorytet. Nasze rozwiązanie spełnia wszystkie wymogi (np. PCI DSS). Dodatkowo nie zostalibyśmy dopuszczeni przez system płatniczy bez spełnienia rygorystycznych warunków bezpieczeństwa. Te testy potwierdziły, że to o czym Pan pisze nie jest możliwe w naszym rozwiązaniu. Na szczęście :)

Pragmatus:

Google powinno uszczelnić swój market Play. Jeśli zrobi to w 100% – a stać ich na to(!), to już broszką użyszkodnika będzie, czy wgrywa aplikacje spoza marketu czy nie – a gdy to robi, powinien być świadomy zagrożenia – tak też system wyświetla stosowne ostrzeżenie. Totalne cymbały zostaną okradzione, to kwestia czasu – przecież tu czynnik skali działa popularności sysa – normalne, życie. Nie życzyłbym sobie tylko ujadania, że sys jest do dupy bo dziurawy. Dziurawe to są głowy niemyślących.

Piotr Szczygieł:

Zastanawiałem się nad potencjałem Payleven i z mojej perspektywy tego potencjału nie ma na polskim rynku nie ma. Teoretycznie w USA tego typu rozwiązanie się sprawdzają (np. Square), ale w Europie to nie wypaliło.

Prowizja jest wyższa od stawek Visy i MasterCard i przy nawet stosunkowo niewielkim obrocie nie rekompensuje braku opłaty za dzierżawę terminal płatniczego. Dodatkowo Intercharge za chwilę spadnie, więc Payleven będzie jeszcze mniej atrakcyjnie.

Jednak największym problemem Payleven jest brak zaufania klientów. Czy znacie wiele osób, które dałoby sobie wprowadzić dane kary na obcym telefonie. Jak sam, mimo, że znam to rozwiązanie zapłaciłbym gotówką. Dla statystycznego Polaka Payleven nie znaczy kompletnie nic, dlaczego więc maiłby podjąć ryzyko.

Kolejna kwestia płatności zblizeniowe i NFC – to jest przyszłość płatności, a tutaj Payleven nie będzie mieć nic do zaoferowania.

I w końcu – potencjał finansowy. Czy wiecie ile MasterCard zainwestował we wprowadzenie na rynek płatności zblizeinowych Mówimy o naprawedę dużych budżetach i dodatkowym wsparciem wiodących banków.

IV. Czwartek – Autor Kamil Mizera.

nokiamicroNie ma aplikacji na Windows Phone? Nic się nie bójcie, Nokia i Microsoft temu zaradzą sypiąc z kiesy. Windows Phone to wielki projekt Microsoftu, dzięki któremu firma chce wejść do gry o rynek mobilny. I choć na razie z urządzeń opartych na tym systemie korzysta ułamek użytkowników, to generalnie WP stawiane jest w pozycji „trzeciego wielkiego”, zaraz za Androidem i iOSem. Mimo to największym zmartwieniem dla Microsoftu, ale również dla Nokii, jest wciąż niewielka liczba aplikacji dedykowanych Windows Phone. Dlatego też obie te firmy postanowiły to zmienić.

Microsoft i Nokia zdecydowały się zainwestować blisko 18 milionów euro w najbliższych trzech latach w rozwój aplikacji mobilnych na platformę Windows Phone. Specjalny program będzie przeprowadzony przez Nokia AppCampus i głównie za pieniądze Microsoftu, któremu ich nie brakuje. Już teraz do programu zgłosiło akces 1500 uczestników a liczba ta zapewne jeszcze wzrośnie, w końcu pieniądze ulicą nie chodzą. W ramach programu można otrzymać od 20 do 70 tysięcy euro, więc całkiem sporo.

Dlatego też program, który zachęci deweloperów, niekoniecznie tych największych, do tworzenia aplikacji na Windows Phone może pomoc w rozwoju tej platformy i odegnać widmo porażki. Wszystko jednak będzie zależało od tego, na jakie produkcje pójdą te pieniądze. Bo jeżeli obie firmy postawią na ilość, zamiast na jakość, to wiele im to nie pomoże.

Paweł Piskurewicz:

Dobrze że są takie akcje, bo zyskują na tym użytkownicy, a i programistom trafi się $. Jednak mnie na WP o wiele bardziej boli brak aktualizacji i uboga ilość opcji w wielu aplikacjach. Co z tego, że mam GG które reklamują gdzie się da, skoro sypie bugami na lewo i prawo, a możliwości ma tyle co kot napłakał. Ostatnia aktualizacja? Z pół roku temu. Co z tego że mam Angry Birds Star Wars, skoro nie tylko nie otrzymał jeszcze plansz z planety Hoth, ale nawet wszystkich podstawowych jakie są w wersji na iOS i Android. Obecność samej aplikacji to nie wszystko…

debergerac:

To jest fakt, że Microsoft powinien część tej kasy przeznaczyć na bardziej aktywne promowanie aplikacji w store. Bo aplikacji wbrew pozorom nie brak – brakuje raczej świadomości ich istnienia. Mnie w każdym razie, po przesiadce z iPhona brakuje tylko dwóch rzeczy – czegoś tak dobrego jak Flipboard (choć Zite w zasadzie koi mój ból) oraz tego żeby Kindle app obsługiwała subskrypcje i personal documents. Natomiast nie brakuje mi tych wszystkich aplikacji które łatały niedostatki iOSa ;)

kosiara:

Pamiętam, że był taki projekt zaraz po starcie WP7 lata temu. Nic z tego nie wyszło, bo powstawały same bezsensowne aplikacje składające się z 3 guzików.
Ludzie głównie rzucali się na jakieś darmowe, kiepskie telefony z WP.
Wybaczcie mój sceptycyzm… ale jeżeli nie opłaca się pisać na daną platformę, to takie program może co najwyżej rozruszać całą maszynę, ale nie być jego podstawą.

Marrond:

Problem tylko w tym, że to błędne koło. Ludzie nie kupują telefonów z WP7/8 nie dlatego, że są złe (no ale dla niektórych sam fakt, że nie jest na gównianym zamulonym androidzie to minus ) tylko dlatego że nie ma zbyt wiele aplikacji. Z kolei programiści nie robią aplikacji, bo nie ma userów i koło się zamyka. Technicznie rzecz biorąc sami sobie ograniczają rynek zbytu przez swoją krótkowzroczność.

Paweł Piskurewicz:

Aplikacje są, sporo o wiele. Userzy przewracają oczami bo jest mało znanych marek. No i telefony ciągle o wiele mniejszy wybór budrzetfonów.

Marrond:

Ale Ty mi Pawle (ja wiem, że kolegami nie jesteśmy, ale nie jesteśmy w urzędzie) nie mów co jest, a czego nie ma. Miałem iPhone’a 3GS, którego oddałem tydzień temu ojcu, matce kupiłem pod choinkę Lumię 800, a sobie Lumię 920. Co z tego, że jest mnóstwo aplikacji, skoro tak jak 90% aplikacji na iOS są totalnie bezsensowne? Nie ma alternatywy dla iBooks, nie ma sensownego video playera (ciekawe czy na fali Win8 RT będzie też VLC dla WP8? VLC na iOS było majstersztykiem), Microsoft nie zadbał o sensowny odtwarzacz muzyki (co ciekawe w Zune się dało…), a na horyzoncie alternatyw też brak. Dobrze, że przynajmniej jest naprawdę fajna aplikacja do YouTube. Podstawowy kalendarz w WP7/8 to bida z nędzą w porównaniu do iOSowego. Co sobie bardzo chwalę to pakiet Office + One Note. Co do tanich telefonów – aktualnie Lumia 610, 710 i 800 są bezkonkurencyjne w swojej cenie, niedługo zastąpią je 505, 620 i 820 już zmierza ku niższemu poziomowi cenowemu. Ba, Lumię 920 można spokojnie za 1900zł kupić w tym momencie, gdzie miesiąc temu była za 2500. No chyba, że ktoś chce mieć Androida dla samej idei, ale z Androidem to się można na Galaxy S2/S3/Note/Note 2 bawić i podobnym sprzęcie, a nie na tych złomach za 300-800zł – dlaczego złomach? Bo tak działają, zamulają jak stary złom pamiętający czasy Symbiana S1-3. Wybrałem WP7.5 i WP8 z tych samych powodów dla których kiedyś wybrałem iOS3 – płynność i szybkość działania, ale nikt mi nie wmówi, że na Microsoft Store jest w czym wybierać, bo jest bida z nędzą zarówno jeżeli chodzi o aplikacje użytkowe jak i rozrywkowe.

Z góry przepraszam, że tak chaotycznie, ale pisałem ten komentarz z doskoku.

bobok:

Aplikacje to największy problem Windows Phone. Sam system jest niezły, ale w sklepie są pustki, nie ma wielu ciekawych programów, brak alternatyw dla Internet Explorera, nie ma porządnej aplikacji służącej jako „dysk USB”, ogólnie – jest biednie.
Problemem większym od braku aplikacji są natomiast ceny. Praktycznie standard to 10zł, iOS i Android przyzwyczaiły ludzi, że normalną apkę można kupić za 3zł, a za 3x tyle można kupić już coś z wyższej półki. MS niestety za 3zł sprzedaje głównie śmieci, które u konkurencji często są za darmo, a aplikacje standardowe są w cenie premium…
Żeby nie było – są od tego wyjątki, ale jednak fakt jest taki jest 3x drożej niż u konkurencji, a wybór mniejszy.
Plusem jest to, że każdą apkę można przetestować

rozczochrany:

WOW, wielki trzeci na rynku systemów mobilnych, czyli coś się stało z BlackBerry, Symbianem i Badą? Nokia i M$ działa jakby chcieli zrobić wszystko żeby Nokia padła i mogła być kupiona przez tych drugich, wtedy dopiero M$ zacznie inwestować w ten system, do tego czasu, jest to platforma testowa, nie aż tak mocno testowa jak WP7, ale cały czas chyba nie traktowana poważnie przez producenta oprogramowania.

V. Piątek – Autor Maciej Sikorski.

samsung_logo_crown-300x268Samsung dosłownie zmiażdżył konkurencję. Ale czy może czuć się bezpiecznie? Ostatnimi czasy da się chyba zauważyć mniejsze natężenie informacji na temat platformy Android. Być może to tylko złudzenie i pomijam doniesienia, dotyczące zielonego robota, ale wydaje mi się, że więcej uwagi poświęca się teraz systemom Windows Phone (bo walczy o rynek) oraz iOS (bo Apple dało powody do narzekań i ataków). Android stał się już chyba na tyle duży i mocny, że aż nudny. Niektóre informacje na temat mobilnego systemu Google warto jednak wyciągnąć na pierwszy plan, bo wydają się być bardzo ciekawe. Tak jest m.in. z udziałami poszczególnych producentów w Androidowym rynku.

Zestawienie, które za chwilę zobaczycie przygotowali pracownicy Millennial Media, a najciekawsze jest w nim to, że nie dotyczy ono jedynie nowych smartfonów, lecz wszystkich słuchawek z Androidem, jakie można obecnie znaleźć w kieszeniach, torebkach, plecach i dłoniach użytkowników. To bardzo przydatny ranking, ponieważ w przystępny sposób prezentuje obecną sytuację w branży. Zwłaszcza, że można ja porównać z zeszłoroczną rzeczywistością.

Na wspomnianych korporacjach nie kończy się jednak temat chińskich producentów. Znajdziemy tam znacznie więcej mniej lub bardziej znanych firm, które póki co nastawione są głównie na rodzimy rynek (i trudno się temu dziwić), ale z czasem mogą wyjść poza Państwo Środa i wówczas zrobi się bardzo ciekawie. Bacznie należy obserwować zwłaszcza firmę Lenovo. Zdaniem niektórych, to właśnie tej korporacji obawia się Samsung w segmencie smartfonów z Androidem. Przykład HTC pokazał, że niewiele potrzeba, by stracić pozycję lidera w tej prężnie rozwijającej się branży. Jedno jest pewne – nudno raczej nie będzie.

Marcin Mucha:

Co prawda mam sony z androidem, ale marketing Samsunga to kawał dobrej roboty, jest go wszędzie pełno, zwłaszcza w porównaniu z konkurencją, nic więc dziwnego, że w połączeniu z naprawde fajnym sprzętem jest liderem. Podobnie było z iphonami appla, ale ich gwiazda przygasa zwłaszcza, że kolejne modele są bardzo podobne do poprzednich.

lukas:

Marketing? A kto dziś nie chciałby starego Samsunga GII? Za rok, dwa wszystko pójdzie do przodu, a ludzie nadal będą zainteresowani GII, GIII. Dlaczego? Bo to dobry sprzęt, a każda nowsza jego wersja jest jeszcze lepsza. I dlatego Samsung dziś jest tam gdzie jest ;)

Krzysztof Świątek:

Nie rozumiem za bardzo fenomenu samsunga. Dziewczyna ma galaxy advance, nie można na nim bez instalacji dodatkowego softu zmienić aplikacji w doku, ekran blokady jest dla mnie bardzo surowy i toporny, dialer w historię połączeń wrzuca raporty sms, przez co robi się burdel na liście. Fizyczny przycisk chodzi zbyt ciężko i tworzy niespójność z dotykowym interfejsem. Domyślne wigety w porównaniu do sony czy htc co totalna bieda. Gdyby nie te wady sam bym skusił się na S3

bobok:

Fenomenem Samsunga są dwie rzeczy.
1. Zapełnienie rynku modelami. Tam gdzie konkurencja ma jeden telefon, lub nie ma go wcale, Samsung ma dwa modele.
2. Przeciętność – konkurencja robi telefony skrajne. Albo coś jest dobrze wykonane, albo ma dobry aparat, albo jest szybki – przeważnie jest tylko jedna rzecz wyróżniająca, reszta leży i kwiczy. Samsung robi telefony średnie, przeważnie w niczym nie są najlepsze, ale zarazem we wszystkim są dobre – to jest klucz do sukcesu, zlepek funkcji z których każda jest zadowalająca i żadna nie razi. Konkurencja do dziś nie potrafi tego pojąć.

kosiara:

1) SGS3 to zupełnie inna klasa niż Advance
2) jeżeli masz kupować SGS3 dla TouchWiza, to trochę słabo. Nie możesz zainstalować sobie lepszego Launchera? NovaLauncher, ApexLauncher, GoLauncher…. z nimi telefon chodzi szybciej i jest bardziej funkcjonalny.

Jako dialer – polecam DialerOne – szybki i funkcjonalny
Jako launcher do aplikacji „Google Gesture Search”

Krzysztof Świątek:

Nie zrozumiałeś, zrobiłem wszystko to co piszesz, czyli wymieniłem launcher, zainstalowałem inny dialer, ale nie o to chodzi.
Jeśli mam kupować telefon z nakładką nie nie po to, żeby zamieniać w nim połowę softu.
Normalnie by mnie to nie ruszyło gdyby nie fakt, że kupując HTC nic nie muszę robić, wigety ciekawe, ekran blokady to super sprawa, dialer podobnie.
Wybacz, ale touchWiz to jakaś porażka, a ja płacąc za telefon płacę za coś więcej niż procesor, ekran i pamięć, tam też się liczy oprogramowanie. Sam siedzę na nexusie S i planuję nexusa 4. Natomiast samsunga nigdy nikomu nie polecę bo co później? Dam temu komuś instrukcję na A4 jak sprawić aby telefon zachowywał się tak jak on chce?

Krzysztof Ziemacki:

Sprzęt to sprawa drugorzędna – w tym sensie, że liczy się wrażenie użytkownika z pracy z urządzeniem. Nie ma znaczenia czy rdzenie w procesorze są 2, 4, 16 czy 1600, ale to jak sprawuje się urządzenie, jak szybko działa, czy jest stabilne, intuicyjne, ergonomiczne… itd.
Ludzie powinni zacząć zwracać uwagę na te cechy urządzeń. Nie ma znaczenia co jest w środku jeżeli działa dobrze. :)