Dziś Wasza AntyNiedziela w trochę rozszerzonej formie. W miniony poniedziałek aż 3 pozycje spotkały się z Waszą tak interesującą reakcją, iż nie potrafiłem pominąć żadnego z nich. Wyjątkowo więc ten jeden dzień będzie dziś na bogato:). I. Poniedziałek 1. Maciej Sikorski Microsoft zaczyna nadrabiać. W końcu. Wiele wskazuje na to, że część pieniędzy wydanych przez […]


Dziś Wasza AntyNiedziela w trochę rozszerzonej formie. W miniony poniedziałek aż 3 pozycje spotkały się z Waszą tak interesującą reakcją, iż nie potrafiłem pominąć żadnego z nich. Wyjątkowo więc ten jeden dzień będzie dziś na bogato:).

I. Poniedziałek

1. Maciej Sikorski

Microsoft zaczyna nadrabiać. W końcu. Wiele wskazuje na to, że część pieniędzy wydanych przez Microsoft wydano na stworzenie własnego smartfonu. Plotki na temat tego urządzenia krążą w branży praktycznie od dnia prezentacji tabletu Surface (choć o takiej słuchawce wspominano już wcześniej). Obecnie robi się o niej coraz głośniej i o istnieniu takiego produktu można już mówić ze 100-procentową pewnością. Niejednoznacznie wypowiadał się na ten temat Steve Ballmer, na taki ruch wskazują doniesienia płynące od tajwańskich dostawców komponentów, a najmocniejszym argumentem są tłumaczenia Stephena Elopa, korty już „dmucha na zimne”. Pytanie nie dotyczy już tego, czy sprzęt istnieje, ale tego, kiedy pojawi się na rynku.

Jedni twierdzą, że nastąpi to tylko w przypadku słabej sprzedaży smartfonów z Windows Phone 8, produkowanych przez Nokię, HTC czy Samsunga. Inni są zdania, że Microsoft zdecyduje się na konkurowanie z dotychczasowymi sojusznikami nawet wtedy, gdy sprzedaż ich sprzętu będzie satysfakcjonująca. W jednym i w drugim przypadku Microsoft powinien wyjść na swoje. Nie można oczywiście jednoznacznie stwierdzić, iż Windows Phone stanie się nagle hitem, ale bez wątpienia ma sporą szansę na szybki wzrost popularności.

Nie wierzę w tak dynamiczny rozwój, jaki w ciągu kilku ostatnich lat prezentuje Android, ale nie powinno być źle – reklama Samsunga, w której prezentuje on możliwości swojego sprzętu z platformami Microsoftu jest skierowana do sektora biznesowego i to właśnie on powinien być zainteresowany tą ofertą w pierwszej kolejności. Jest zatem odbiorca i jest spora podaż – Microsoft może w końcu osiągnąć to, o czym wspomina od kilku dobrych lat.

Tomasz Galecki:

Drogi autorze czy nie może być tak, że producentem telefnu MS będzie Nokia? Ktoś to dla nich musi zrobic a przy takim ukladzie Ms upiekłby dwie pieczenie na jednym ogniu. Ciekawe tego jak Ms Phone ma się do FB Phone… :-)? Tak jak pierwszy apart ma spore sznase na rynku i moze byc bardzo ciekawym urzadzenim, ktore wiele osob zechce kupic. Tak w przypadku telefonu od FB… co bedzie w takim aparacie wartoscia dodana? Sam FB? To ma dzis kazdy telefon, FB ma zerowy ekosystem w porownaniu do konkurentow – zatem po co ktos mialby kupowac telefon od FB? Ale taka „Nokia Ms Nexus” why not? :-)

Paweł Piskurewicz:

Możliwości przed takim telefonem od FB są spore, na wielu płaszczyznach. Chociażby możliwość bardzo wygodnego korzystania z aplikacji i gier dostępnych na FB, albo darmowy transfer danych na korzystanie z jego pełnych usług (to akurat nie jest kwestia samego telefonu). Można też wbudować synchronizację z portalem o jaką trudno w innych systemach/telefonach np.: automatyczne wysyłanie zdjęć na FB zaraz po ich wykonaniu.

Tomasz Galecki:

Dosc mocna integracje (z FB) ma juz sam Windows Phone. A reszta wymienionych rzeczy to funkcjonalnosc samych aplikacji (poza darmowym korzystaniem z portalu co np. daje Play do kazdego telefonu/umowy). Nadal widze nie wielka/zadna wartosc dodana dla takiego urzadzenia. Sadze, ze jest jakies 3 lata spoznone na duzy sukces. Gdy aplikacje FB na rozne systemy raczkowaly to wtedy byl moment na wypuszczenie wlasnego urzedzania/urzadzen (dalczego nie tablet?). Ekosystem FB w porownaniu do Google/Ms/Apple jest mizerny – czy sam zrezygnowalbys z tego wszystkiego co owe 3 oferuja (wraz z ich dostepem do portalu) na rzecz wygodniejszego GB i niczego wiecej (lub tylko ciut wiecej?).

Ale bardziej ciekawi mnie kto bedzie produkowac telefon dla Ms?

Paweł Piskurewicz:

WP ma integrację z bardzo, bardzo, bardzo podstawowymi możliwościami FB. Ale właśnie na jego przykładzie możesz zobaczyć że co innego integracja na poziomie systemu, a co innego jakaś aplikacja, to nigdy nie będzie to samo. Ps: Play daje dostęp do bardzo okrojonej wersji portalu, tak więc nie, nie o tym piszę.
„Ekosystem FB w porównaniu do Google/Ms/Apple jest mizerny – czy sam zrezygnowalbys z tego wszystkiego co owe 3 oferuja” Nie, co nie oznacza, że nie znam osób które mają ekosystemy w głębokim poważaniu. Wielu użytkowników Androida nawet nie wie co to za ikonka Play, a konto na gmailu mają bo „coś pisało na początku że muszą założyć”. Naprawdę, nie z powodu ekosystemu Android jest najpopularniejszym systemem. :).
Cały czas widzę miejsce na rynku dla telefonu który systemowo będzie miał dodane większość możliwości FB i wierzę, że będą na niego chętni jeżeli tylko cena będzie odpowiednia.

Tomasz Galecki:

Pozyjemy, zobaczymy. W mojej opinii (niestety) na zachodnich rynkach (a te sa nawjazniejsze) gdzie ludzie jednak korzystaja z platnych aplikacji, wypozyczalni filmow, itd, itd… FB nie bedzie wstanie sprzedac wiecej telefonow niz Amazon swoich tabletow. Patrzac tez na finansowanie firm takich jak FB, Ms, Apple, Google, Amazon zastanawiam sie z czego FB chce doplacic do urzadzenia i w jaki sposob te pieniadze odzyskac. Nie twierdze, ze nikt tego nie kupi ale nie spodziewam sie sukcesu wiekszego niz pierwszego Windows Phone. Uwazam, ze startuja o kilka lat za pozno i obecnie widac, ze FB nie ma sam na siebie pomyslu a model sie wyczrpal – to idzie (i dlugo jeszcze bedzie szlo) sila rozpedu – FB jest po prostu wygodne i tyle. Czy Kowlaski przesiadze sie ze swojego iPhone’a, telefonu z Androidem czy Windows… smiem watpic. Szczegolnie, ze niby kto i jak go do tego przkekona?

Mariusz Włodarczyk:

Balmer jest marketingowcem, a nie widzi jak bardzo kiepską jest twarzą Microsoftu? Nie wzbudza on sympatii, nie zachęca. Gates budził różne emocje: pozytywne, negatywne. No ale Balmer budzi tylko negatywne. Ciągle gdzieś spotykam się ze stwierdzeniem jak to on jest „obleśny”. :)

Paweł Piskurewicz:

Ballmer potrafi budzić dużo sympatii i pozytywnych emocji, wystarczy obejrzeć jego starsze nagrania, reklamy itp.

2. Kamil Mizera

Apple, pora zacząć bać się Androida i zrobić coś z iOSem, bo zostaniesz w tyle. Osobiście sam już wkrótce będę szykował się do wymiany telefonu. Jeszcze do niedawna nie brałem pod uwagę żadnej innej opcji, niż iPhone, który w moim mniemaniu sprawdził się idealnie. Ale po raz pierwszy od dawna zacząłem się zastanawiać nad powrotem do Androida. Bo choć iOS służy mi dobrze, to gdy obserwuję, jaki przeskok uczyniło Google w rozwoju swojego systemu mobilnego w zaledwie rok, to jestem pod wrażeniem. W porównaniu ze zmianami w iOSie, tę różnicę można by mierzyć w latach świetlnych (metaforycznie rzecz jasna). To, co wciąż mnie odrzuca od samego Androida to fakt, że użytkownik, który kupuje nawet topowy model za duże pieniądze, do końca nie może być pewien, jak zachowa się ten system na jego urządzeniu i czy będzie zawsze zachowywać się tak samo.

Pod tym względem iOS bije Androida na głowę, bo szyty na miarę system daje mi pewność, że mój telefon będzie działać, tak, jak tego od niego wymagam. W dniu, w którym Google zaoferuje hardware z idealnie dopasowanym do niego systemem, skrojonym tylko pod niego, będzie dniem, w którym pożegnam się z Apple. No chyba, że ostatnie przetasowania w tej firmie sprawią, że iOS7 w końcu się zmieni. Oby, bo moim zdaniem, jest to Apple niezwykle potrzebne, gdyż powoli z firmy, która zachwycała innowacjami i lśniła na tle innych, staje się jedną z wielu firm do wyboru i wtapia się w tło.

Mariusz Włodarczyk:

Wielkich zmian w iOS bym się nie spodziewał. O to właśnie w Apple chodzi żeby człowiek miał wygodny, znajomy sprzęt, soft, system, ekosystem, które ewoluują, a nie które przy każdej generacji wyglądają inaczej, działają inaczej, są ze sobą niekompatybilne, wymagają zmiany aplikacji, bo stare nie dają się z jakiegoś powodu przenieść. Apple rewolucje ma już za sobą:
– 68k -> PowerPC -> x86/x64,
– MacOS Classic -> MacOSX,
– iTunes i iPod (każdy),
– iPhone,
– iPad.
To czas ewolucji Apple. Ja oczekuję od Apple rozwoju ale bez przesadnych rewolucji, bo to co jest w pełni mnie satysfakcjonuje i nie chcę co chwilę wywracania do góry nogami całej tej filozofii.

Kamil Mizera:

Wcale też tego od Apple nie oczekuję, osobiście cenię sobie iOSa, uważam, że w połączeniu z iPhone’m tworzą rewelacyjny tandem, stabilnością działania bijąc konkurencję na głowę. Od telefonu tego właśnie oczekuję. Problem w tym, że iOS przestaje odpowiadać na nowe trendy dotyczące funkcji skierowanych do użytkowników lub wprowadza je strasznie wolno. Nikt nie każde Apple, aby nagle wprowadzało widgety, ale skoro zdecydowało się na Siri to ta usługa po roku powinna być już dopieszczona, a nie być w tym miejscu gdzie jest, o mapach nawet nie mówię. Rozumiem, że Apple chciało dostarczyć nawigację, ale nie lepiej było jeszcze przez rok potrzymać te mapy od Google i dać sobie czas na dopieszczenie własnych? O wielu innych kwestiach, ułatwiających interakcję użytkownika z interfejsem nawet nie wspomnę, teraz, aby wyłączyć GPSa trzeba wykonać trzy ruchy, gdy w Androidzie to kwestia jednego kliknięcia. Trudno to nazwać „łatwością obsługi”.

Mariusz Włodarczyk:

Trudno mi się z Tobą nie zgodzić, bo właściwie tak samo uważam. :)
A co do widgetów to jest akurat jedyny chyba element, którego mi brakuje poza Siri po polsku). To powinni wprowadzić. Jestem pewien, że widgety już dawno są. Przecież mamy widget do pogody, Twitter/Facebook, kursów akcji. To na pewno jest zrobione uniwersalnie i developerzy zewnętrzni mogliby tworzyć własne. Co jak co ale porządek w SDK i API to Apple trzyma. :) Włączanie/wyłączanie 3G pod ręką by się przydało, oj przydało. :)

Kamil Mizera:

Wydaje mi się, że Widgety nie są wprowadzane, bo ekran do tej pory był za mały, to jedno, a drugie, teraz też nie jest wiele lepiej. IP5 jest dłuższy, a do widgetów chyba lepiej by było, gdyby był też przy okazji szerszy:) Za to widziałem niezwykle ciekawy projekt, wykorzystujący pomysł z WP, w którym dane ikonki aplikacji można by skalować, a w raz z rozmiarem zmieniałaby się ich funkcja: od zwykłej reprezentacji aplikacji po widget wyświetlający treść. To byłoby naprawdę interesujące:D

Kamil Durski:

A ja chyba cos przespalem bo nie wiem za bardzo w czym ten Android tak przeskoczyl Apple o lata swietlne? Ostatnio jak sprawdzalem Google Play to w sekcji ‚Top Free’ widzialem porno tapety a nie zadne nowe i interesujace appki…

Kamil Mizera:

Jeżeli chodzi o ekosystem, to w niczym:) co zresztą napisałem:) Zresztą, ja zwracam raczej uwagę na tempo rozwoju a nie na poszczególne funkcje. Google w rok dokonało ogromnego przeskoku jakościowego w Androidzie i jeżeli utrzyma to tempo to naprawdę jestem ciekaw, co zobaczymy za kolejny rok. Z iOSem jest gorzej – wolno się rozwija, dużo wolniej niż Android, a osobiście uważam, że jest sporo do poprawienia:D

Adam Fręśko:

To akurat wina zrabanego systemu promocji aplikacji w googleplay, jak ci się uda załapać falę to lecisz na pierwsze miejsce w rankingu nawet jeśli jest to mega gówno

Kamil Durski:

Co prawda z tymi porno tapetami troche przesadzilem (i z tym, ze to porno, i z tym, ze sa tylko takie) co nie zmienia faktu ze zaczynajac przegladac sklep troche dluzej strasznie sporo takich appek jest – to smutne.

Tlumaczenie ze ‚to jest dostosowane pod uzytkownika’ jest raczej nieprawdziwe bo 1) nigdy takich appek nie sciagnalem 2) przegladajac ‚top free’ szukam topowych darmowych czyli takich ktore interesuja innych a nie mnie :)

Ale wracajac do tematu, iOSa mam od 4 latach a Androida od 2. Do iOSa na pewno pare drobnych zarzutów przez ten okres miałem, to jednak Android wiekszosc czasu robil za zwykly telefon i po dzis dzien nie widze w nim nic wyjatkowego, zadnych milowych krokow nie zauwazylem (no, poza tym ze w koncu jest dostepna normalna nawigacja na mapach TomTom a nie tylko mapy online + turn by turn).

Sebastian Szwed:

Jeżeli planujesz odejść od iOS’a i iPhone’a to jest to idealny moment, jeżeli ja zastanawiałbym się nad tym to zrobiłbym to właśnie teraz. Chodzi mi tu o zmianę wtyczki. Może nie jest to takie straszne bo przejściówka nie kosztuje majątku (w porównaniu z ceną urządzenia), ale wygląda mi to na ten sam krok, który kilka (albo jeszcze więcej) lat temu zrobił Microsoft z IE – Jesteśmy tacy wielcy, że nie musimy trzymać się standardów, inni niech się dostosowują do nas – teraz IE omijam szerokim łukiem, mimo tego że jest to już przeglądarka porównywalna z innymi. Zmiana wtyczki zadziałała na mnie tak samo jeśli chodzi o iPhone. Wszyscy korzystają z USB, a oni z czegoś innego (nie wiem nawet jak się ta nowa wtyczka nazywa).

Kamil Durski:

Plusy i minusy. Jakby dali microUSB to bys wygodniej ladowal telefon – pewnie. Ale wiesz, ja nie nosze przy sobie tego kabla USB i telefon laduje i tak tylko w domu, takze dla mnie to bardzo maly minus.

A ta niestandardowa wtyczka ma mase zalet, bo w aucie podlaczam swoj telefon/tablet i z poziomu radia a nawet przyciskow w kierownicy moge odpalic odtwarzac muzyki, zobaczyc na wyswietlaczy nazwe utworu i zmieniac piosenki. Myslisz ze daloby rade to zrobic przez microUSB?

Niestety, w Polsce rynek akcesorii jest malo rozwiniety – nie znam nikogo kto mialby sensowna stacje dokujaca do kina domowego i odczul zalety jakie daje wtyczka Applowa (zmiana muzyki przez pilota od wiezy itd).

k.osiara:

Kamil Durski
„moge odpalic odtwarzac muzyki, zobaczyc na wyswietlaczy nazwe utworu i zmieniac piosenki. Myslisz ze daloby rade to zrobic przez microUSB? ”

Tak ?! Jeżeli wiedziałbyś co to jest microUSB, to wiedziałbyś też, że to universal serial bus i można podłączyć co się chce, a nie tylko pendrive’a. Jak chcesz, to do S3 przez usb możesz podłączyć nawet kontroler do PlayStation, także Twoja kierownica w samochodzie na pewno dałaby radę. Nie tłumacz głupoty i zamkniętości iTelefonu tym, że rzekomo microUSB nie działa. No ja Cię proszę.
Na rynku są tysiące urządzeń działających po USB i jakoś… hmm po prostu działają?

Kamil Durski:

To powiedz mi jak mam to zrealizowac dla mojego HTC Desire? :)

k.osiara:

Kamil Durski
Nie wiem co chcesz zrealizować dokładnie :) ale myślę, że z ajfonem 5 będzie Ci jeszcze trudniej to zrealizować. Nie zapominaj, że microUSB na rynku jest już dłuugo, a ajfonik wprowadza kolejny interfejs, który do niczego nie pasuje.
Nie zrozum mnie źle – ja po prostu jestem za standardami. Jak niby poważna firma (patrz: Apple) decyduje się na wprowadzenie jakiegoś lightning (które nota-bene jest na USB 2.0, a nie nawet na USB 3.0, więc WOLNE na maksa), to nie świadczy o niej najlepiej.

Piotr Teicher:

Odpalając iOS na iPad mam wrażenie, że używam telefonu. Przeskalowany interface z iPhone. Ape ma dużo aplikacji, które się crashują do 20% procent częściej od Androidowych. Jedyną zaletą iOS jest pod, iał na telefon i tablet. Ale jest wada – jak kupię appkę na telefon muszę kupić ją jeszcze raz na tablet. Na Andku kupuję tylko raz na wszystkie moje urządzenia. O personalizacji nie wzpomnę – bez JB mogę góra tapetę zmienić… Ale sprawdza się jako tablet kanapowy ten iPad. Taki telewizor bezprzewodowy.

Kamil Mizera:

Co do apek, to jest cała masa uniwersalnych i to zależy od dewa, jak rozwiąże tę kwestię. A co do crashu, to prawda, apki na iOSa wcale nie mniej się wysypują, niż na Androida, ale w przypadku Apple, iOS zabija błyskawicznie aplikację i nie ma to większego wpływu na działanie całego systemu, gdy w przypadku Androida bardzo często jest tak, że crash apki wysypuje Androida – zwiesza go, spowalnia działanie, a czasami po prostu trzeba telefon włączyć na nowo.

Kamil Durski:

Przypomina mi sie recenzja tabletu Surface w jakims magazynie. Parafrazujac „Windows RT niestety nie odpali 4 milionow aplikacji dla Windowsa, nie odpali tez 250tys aplikacji na iPada ani 17 dostępnych appek na tablety z Androidem. To ostatnie to był żart, na tablety z androidem jest dostępne 19 aplikacji”.

Tak czy inaczej troche mnie zaskoczyles z tym co napisales, bo na przynajmeniej 100 appek ktore mam tylko 1 wyglada brzydko na iPadzie bo jest sztucznie skalowana, ale zdecydowanie zadnej nie musialem kupowac 2x :)

Michał Rawluk:

„W dniu, w którym Google zaoferuje hardware z idealnie dopasowanym do niego systemem, skrojonym tylko pod niego, będzie dniem, w którym pożegnam się z Apple.”

Z jednej strony Nexusy wszelkie spełniają ten punkt, z drugiej jest to idealne zaprzeczenie idei Androida który z zasady ma być idealnie skrojony NIE TYLKO POD JEDNO URZĄDZENIE.
Chętnie przyznam rację że producenci którzy na siłę chcą się wybić własnymi nakładkami (co za moda dziwaczna), przez co niektóre telefoniki z tym samym systemem różnie działają,
ale mówienie żeby system robić pod jedno konkretne urządzenie jest dziwaczne.
Tak może robić Apple wydające jednego smartphona a nie firmy z różnymi modelami.

Kamil Mizera:

Nexusy do końca jednak nie spełniają tych kryteriów, bo niby mają gołego Androida, ale on pisany jest tak, aby działać właśnie na prawie każdym typie urządzenia, które go uciągnie, chyba, że się mylę, i Google specjalnie podrasowuje gołego Androida pod Nexusy, ale nie wydaje mi się. A co do zaprzeczania idei otwartości Androida, to wcale tego nie chcę, Google niech robi otwartego Andka ile mu się podoba, ale z uznaniem powitałbym specjalnie dopasowaną wersję tego systemu pod konkretny model urządzenia. Choć Google przy okazji musiałoby w końcu zunifikować swoje telefony i wprowadzić jakichś reżim dotyczący hardware’u, tak, aby nie musieć wspierać co roku kolejnego, innego modelu.

Poco Loco:

Mnogość urządzeń na Androida wymusza jego różne wersje do nich dostosowane, co jest i zaletą, i wadą. Niby mam wolność wyboru, nie jak w iPhonie: jedynie kolor obudowy i wielkość pamięci. Ale już i wersje systemu, i model obsługi – mniej lub bardziej różne.

Ale jeszcze nie to najbardziej przeszkadza samo w sobie, a to, że user się w tym gubi albo jak np. w przypadku HTC – ma wsparcie przez jakieś pół roku, bo potem HiTecCompany ma już nowe słupki sprzedaży i nowe priorytety. I to IMHO główny problem Androida. Choć to i tak o niebo lepsza sytuacja w porównaniu do czasów sprzed Androida i tych wszystkich autorskich platform producentów.

BTW to wtedy Nokia tak wygrywała spójnością i przewidywalnością UI, jak obecnie iOS. A co do rozwoju – fokus Apple był zawsze raczej na UI właśnie, niż rozwoju technicznym. Przykład? Kastrowany bluetooth czy brak MMSów w iPhonie, gdy rynek dawno to miał. Za to jeśli chodziło o design czy wygodę – konkurencji praktycznie nie było.

Nie sposób jednak się nie zgodzić, że pod rządami Tima Cooka widać pewne wytracenie dynamiki, nawet w tych flagowych obszarach.

3. Jan Rybczyński

Mam dość wyciągania kasy przez aplikacje mobilne. Deweloperzy, opamiętajcie się!. Właśnie dlatego, że chcę kontrolować swoje wydatki, ale również chcę wspierać deweloperów, kupować ich aplikację, płacić za ich pracę, jestem zwolennikiem powrotu do tradycyjnego modelu: płacę i dostaję to za co zapłaciłem, a zdecydowanie przeciw pseudo bezpłatnym grom i programom, które stosują najróżniejsze techniki, żeby jednak kasę ode mnie wyciągnąć.

Gdy widzę program, który chcę mieć, to go kupuję, ale gdy widzę pogram, który chce siłą lub podstępem wydrzeć ze mnie kasę, z niesmakiem go odinstalowuję, nawet gdybym normalnie chętnie zapłacił, żeby go kupić. Głosuję portfelem i nie zamierzam bawić się w blokowanie reklam. Chcę płacić za solidny produkt, teraz czekam na ruch ze strony (niektórych) deweloperów.

Maciej Sikora:

Model tradycyjny jest najłatwiejszy dla developera, ale klienci wolą wybrać grę darmową dlatego programiści wkładają więcej pracy w sam mechanizm „potajemnego” wyciągania pieniędzy małymi partiami. Takie są realia tego rynku, a użytkownicy widocznie są już przyzwyczajeni, mało jest takich jak Ty, czyli osób które chcą zapłacić, większość płaci bo się wciągnęła w grę, wtedy mają większą motywację do wydania paru euro.

Paweł Piskurewicz:

I często paru euro więcej niż zapłaciliby w modelu klasycznym za całą grę z wszystkimi elementami. :) Ludzie to niepojętne stworzenia.

Wojciech Młodzianowski:

problem polega na tym, że myślicie jak typowy geek i uważacie, że wiecie lepiej niż konsumenci czego chcą konsumenci.
Konsument woli wypróbować, wciągnąć się, żeby zapłacić za coś, co mu się podoba.

Freemium, albo czasowe dema to jest klasyczna sytuacja win win: deweloper dostaje ciężko zapracowane pieniądze od zadowolonych klientów, którzy wiedzą za co płacą. Klient płaci za to czego używa, a nie za grę, którą kupi i odłoży na półkę.

Paweł Piskurewicz:

Ale co ma myślenie geeka do tego, że ja po prostu chcę móc normalnie kupić produkt, a coraz częściej nie mogę tego zrobić? Co ma myślenie geeka do tego, że ja chcę wejść do sklepu i kupić produkt, nie jego 20%, nie 30% a a potem za każdy dodatkowy element płacić 300% normalnej ceny. Naprawdę jeżeli problem byłby w tym, że się kupuje kota w worku to jest wiele innych rozwiązań- wersje darmowe, testowe itp. Modele fremium po prostu są na rękę producentom bardziej niż konsumentom, dlatego są tak chętnie stosowane.

Wojciech Młodzianowski:

to, że Ty głosujesz portfelem i oni też, i Ty przegrywasz głosowanie, bo 90% klientów kieruje sie innymi kryteriami przy zakupach. Oni wolą np kupić iphona za 1PLN płacąc potem za niego 2razy tyle niż wydali by kupując w MediaMarkcie na raty nie mówiąc już o gotówce.

A że deweloper ma prawo sprzedawać programy za ile mu się podoba…
Niemniej mi taki model pasuje, Aktualizacje, czy nowe poziomy, mapy tez wymagają pracy. Jeśli więc kupuję gierkę za 15PLN z 30 poziomami to raczej nie mam co liczyć na to, że deweloper doda kolejne 10-bo po co miałby to robić? Nie zwiększy mu to sprzedaży.

90% softu działa od lat w tym modelu, tylko niektórzy nazywają to płatnymi aktualizacjami, nowymi wersjami czy DLC. Znasz kogoś, kto używa MS Office 2000 albo tom toma z mapami sprzed 10 lat?

Paweł Piskurewicz:

Jasne deweloper ma prawo sprzedawać też i 10 tyś złotych jak mu sklep pozwoli. Ale czy to oznacza, że ja mam wtedy albo to akceptować albo siedzieć cicho? Czy też to, że prawdopodobnie większość klientów nie dokonuje zakupów świadomie oznacza, że takie metody mam pochwalać?
Nie rozumie też dlaczego bierzesz takie dziwne porównania, nie ma innych, bardziej trafnych niż porównywanie sprzętu za 2,5 tysiąca do gry za 3,5 zł? :)
„Znasz kogoś, kto używa MS Office 2000” Tak, jeżeli mówimy o kupionych oryginalnie, a nie piratach, to nawet więcej niż tych z nowszymi wersjami. Prawdopodobnie za 1-2 edycje sobie wymienią, ale dalej nie będzie to to samo, o czym rozmawiamy w tym wpisie.
Ps: Chyba mieszasz DLC w formie pełnoprawnych, płatnych dodatków z pierdołami freemium w stylu dodatkowe złoto, odblokowanie normalnej prędkości gry itp. To że płacę i za jedno i za drugi, nie oznacza że są tym samym.

Jan Rybczyński:

Wojciech Młodzianowski – nie wiem na jakiej podstawie zakładasz, że 90% klientów wybiera właśnie płatność w odcinkach? Robiłeś jakieś badania w tym kierunku? Masz jakieś dane? Równie dobrze mogą tak wybierać bo nie mają wybory (ten model, ponieważ bardziej opłacalny jest coraz popularniejszy), albo nie są świadomi w co się pakują. Wyobraźmy sobie, że chcesz obejrzeć film. Wolisz zapłacić za niego i obejrzeć w całości, czy płacić za każde 10 minut z osobna, mając możliwość teoretycznie w każdej chwili przerwać oglądanie i „zaoszczędzić”? Zaoszczędzić jest w cudzysłowie, bo film w ten sposób będzie x5 razy droższy i hej, będzie się to bardziej opłacało producentom, więc wszystko jest w porządku, nie? A co do płatnych aktualizacji, podobnie jak Paweł Piskurewicz znam mnóstwo osób, które wciąż korzystają z nie najnowszego Windowsa, Office’a, Photoshopa i dziesiątek innych aplikacji, bo kupili gotowy produkt i im wystarcza. Proste. Sposobów na wyciąganie kasy jest mnóstwo, tylko czy nie ma żadnych granic, kiedy staje się to niesmaczne?

Z resztą nie zgadzam się, że przegrywam głosowanie. Głosuję portfelem i przynajmniej: 1) mam w nim kasę, której nie wydałem na bonusowe, wirtualne złoto czy dodatkowe bomby, 2) nie mam śmieciowych, niepełnych produktów na swoich urządzeniach mobilnych, które spamują reklamami, powiadomieniami, błaganiem o kasę itp. 3) nie daje się manipulować. Osobiście nie czuje się więc pokrzywdzony, uważam jednak, że takie wyciąganie kasy w końcu obróci się przeciw deweloperom i wtedy będzie płacz, że ludzie już nie chcą płacić, tak jak dziś powoli zaczynają mieć dość reklamy.

Adam Fręśko:

No jak klient nie chce płacić to potem ma reklamy. 1$ to czesto zbyt mała kwota by zwrócił się nam koszt developmentu(trafia do naszej kieszeni zaledwie około 30-25centów) Chyba że jest się firma taką jak Rovio. Z kolei model przedpłacony już zaczyna zanikać a wręcz na androidzie juz praktycznie nie działa dobrym przykładem jest znowu rovio z 2 wersjami angrybirds płatna i nie

Aha i jak cię nie stać to nie płać, proste. Jak cię stać i chcesz sobie coś kupić to to kup

Paweł Piskurewicz:

Bardzo często nie ma tego wyboru. Naprawdę, zapłaciłbym i 10€ za całą grę, ale jedyne co mogę to pobrać ją za darmo oglądać reklamy i płacić mikropłatnościami.

Jan Rybczyński:

Ja właśnie chciałbym, aby to było takie proste, płacę albo nie. Niestety coraz częściej nie mam takiego wyboru, jak zwrócił uwagę Paweł Piskurewicz. Część programów występuje tylko z reklamami i nie ma wersji płatnej bez reklam, którą bym wolał. Część ma tylko mikropłatności, które nie mają końca i w tym wypadku nie chodzi o cenę, ale o to, że nigdy nie jestem właścicielem pełnoprawnego produktu. Niemal wszystkie aplikacje które mam i które używam, to aplikacje płatne, ale płatne raz a dobrze, przy zakupie i tyle.

Adam Fręśko:

„Głosuję portfelem i nie zamierzam bawić się w blokowanie reklam. Chcę płacić za solidny produkt, teraz czekam na ruch ze strony (niektórych) deweloperów.” Problem w tym że jesteś jedna z ostatnich osób które chcą za coś płacić :)

Jan Rybczyński:

W takim razie trzeba ludzi edukować. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że nie ma nic za darmo. Jak nie płacę przy pobraniu aplikacji, to zapłacę w inny sposób. Albo mikropłatnościami, albo reklamami, albo swoimi danymi i statystykami. Ja wolę standardową płatność przy zakupie, bo wiem dokładnie ile i za co płacę. A w innych przypadkach nie jestem w stanie tego kontrolować. Dlatego tego unikam.

Tomasz Mleko:

Mysle, ze ten caly rant wynika z jednego – Jan nie zauwazyl, ze software, a co za tym idzie rowniez gry, staje sie powoli nie produktem a usluga. Na tej fundamentalnej roznicy opiera sie caly model free-to-play.
I coraz wiecej osob wybiera ten model – gram a jesli chce to place. Jest sporo badan na ten temat, np. to (http://www.gamesindustry.biz/articles/2012-03-30-mobile-gaming-USD7-5-billion-worldwide-in-2015) z ktorego wynika, ze darmowe gry przynosza juz ponad 50% zyskow z gier mobilnych. Wiec tak Janie, przegrywasz glosowanie niestety.
Ten trend sie utrzyma jeszcze przez najblizsze kilka lat. Tym bardziej, ze pojawiaja sie nowe narzedzia monetyzacyjne typu Kiip, Beintoo, Vungle itp. ktore sa mniej inwazyjne i bardziej przyjazne graczowi niz po prostu reklamy w formie bannerow.

Jan pisze, ze nie wydal kasy na „bonusowe, wirtualne złoto czy dodatkowe bomby” – a czym te przedmioty roznia sie od wydania kasy na wirtualna rozgrywke z kolegami w zabijanie innych kolegow (wszystkie FPSy na konsole) albo wirtualne rzucanie ptakami w rownie wirtualne swinie kosztujace $.99 na AppStore?

Nie chce mi sie pisac o korzysciach plynacych z takiego modelu zarowno dla developera jak i dla graczy. Wszystko jest sprawa umiaru, nietrudno znalezc jest dobrze zestawiona, zrobiona i wciagajace gre, ktora nie wymusza platnosci – na przyklad Global Outbreak na Andka.

Jan Rybczyński:

Oczywiście, że zauważyłem przesunięcie aplikacji w kierunku usługi. I doskonale zdaje sobie sprawę, że model może przynieść korzyści obu stronom, częściowe rozwiązanie problemu piractwa dla twórców, aktualizacje i możliwość korzystania z software’u na wielu urządzeniach dla klientów. Problem w tym, że obecnie ten model coraz częściej jest wypaczany i tak tworzony, żeby wydoić klienta jak frajera, jak tylko się da. Chwytają się tego nawet znane marki i studia. W efekcie, jak ludzie stracą zaufanie do takich gier, to wszyscy stracimy, przez krótkowzroczną chciwość deweloperów. To co się obecnie dzieje w App Store to po prostu skandal. To nie jest tylko moje zdanie.

II. Wtorek – Autor Maciej Sikorski.

Tajna broń Samsunga? Nowe logo. Ze wspomnianych pogłosek wynika, że pożegnamy się np. z obecnym logo Samsunga: nazwa firmy na niebieskim tle będzie się już pojawiała jedynie w różnego typu opracowaniach i infografikach odnoszących się do historii Samsunga. Co zamiast tego? Trudno stwierdzić – być może „pójdą na całość” i wprawią wszystkich gości imprezy w Las Vegas w osłupienie (potem czeka to resztę świata), ale niewykluczone, że zmiany będą raczej kosmetyczne i wszyscy przejdą obok tego obojętnie. Na samym logo sprawa się nie kończy – firma zamierza podobno wybrać dla każdej linii swoich produktów oddzielny kolor i w ten sposób budować ich obraz na rynku. Wygląda na to, że „tradycyjne kolory” zaczynają ustępować miejsca nowemu, barwniejszemu podejściu.

Raz na jakiś czas podrasowanie marki przyda się oczywisćie każdej firmie, ale efekty takich działań są różne – z pewnością da się wymienić kilka przykładów korporacji, które zmianami tego typu nie tylko sobie nie pomogły, ale wręcz zaszkodziły. Choć to kwestia dość dyskusyjna (by nie powiedzieć kontrowersyjna) – każdy ma inny gust i już dziś można założyć, że jedni przyjmą nowego Samsunga z podziwem, a inni stwierdzą, że ta marka po prostu „się kończy”. Za kilka miesięcy powinniśmy się przekonać, która grupa będzie posiadała więcej szabel.

Dawid Deja:

Jeżeli Samsung poważnie myśli o rebrandingu to nowe logo w mojej skromnej ocenie może mu jedynie pomóc. To co jest teraz nie wywołuje we mnie żadnych skojarzeń. Zróżnicowanie kolorystyczne to też ciekawy sposób na pokazanie odrębności poszczególnych produktów bo tak co mi się wydaje, że telewizory samsunga z telefonami mają niewiele wspólnego. Pytanie tylko z czym tak na prawdę Samsung chciałby być kojarzony?

Dawid Łabno:

@Dawid To nie jest rebranding, już bardziej ‚rebraining’, z którym mieliśmy do czynienia w przypadku zmiany wizerunku firmy Netia jakiś czas temu.

Łukasz Zając:

Może i ich produkty są cenione, to zapewne za to, że są po prostu najwydajniejsze. Jeśli chodzi o wykonanie, to myślę, że większość użytkowników niezbyt chwali sobie plastikowość urządzeń od Samsunga… Jeśli chcą być postrzegani jako marka premium, powinni się zająć nie tylko wnętrznościami, ale też wyglądem i wykonaniem [chociaż ostatnio nawet się poprawili w tym aspekcie]

Arek Plich:

Ja cenię samsunga za jeszcze co innego mianowicie w przypadku swoich sprzętów opartych o androida nie stosuje głupich ograniczeń jak np. blokada bootloadera dając moderom pełny dostęp i źródła kernela. Każdy inny gracz na rynku stosuje ograniczenia.

Może się to z pozoru wydać błachy problem ale popatrzmy na takiego one x. HTC zablokowało bootloader. Daje przez witryne htcdev.com możliwość „częściowego” jego odblokowania. Jednak nie daje to pełnej wolności i tak nie zmieni się hboota. Rozumiem że przeciętnego użytkownika nie interesuje co to hboot. Ale może zainteresować fakt że takiego telefonu nie można zdebrandować i jesteśmy skazani na aktualizacje od operatora które często opóźniają się o wiele miesięcy.

Samsung jest na tym polu niedościgniony.

Łukasz Zając:

Mam Galaxy Ace’a [jeszcze przez parę miesiecy] i może dlatego naturalne wydaje mi się swobodne zmienianie oprogramowania. Nie wiem jak to jest z innymi urządzeniami z Androidem, ale jeśli jest tak jak piszesz, to muszę zweryfikować moje wybory co do następnego smartfona. Jak to jest z Xperiami, bo własnie taki sprzęt chciałbym sobie sprawić?

Arek Plich:

Xperie mają zablokowany bootloader. Czasami uda sięgo odblokować czasami nie. Musisz szukać info o konkretnym modelu na xda.

III. Środa – Autor Grzegorz Ułan.

Manager z Zyngi inwestuje w polski projekt Use It Better!. Nic tak nie cieszy jak informacja, że polski pomysł odnosi globalne sukcesy, nie tylko u nas, na naszym podwórku. Wiadomo, że ciężko się przebić w dzisiejszych czasach ze swoim pomysłem w natłoku innych zagranicznych serwisów z lepszym zapleczem finansowym.

Na pewno zadajecie sobie pytanie, co tak innowacyjnego jest w samym projekcie, iż spotkał się z takim zainteresowaniem nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Przeczytajmy zatem, co o swoim pomyśle mówi Łukasz Twardowski, CEO Use It Better:

Stworzona przez nas technologia pozwala deweloperom zobaczyć jak w ich gry grają prawdziwi gracze. Gdy zauważą zachowanie gracza, które doprowadziło do jego ucieczki z gry czy może wydania w tej grze pieniędzy, mogą zapytać nasz system, w ilu z dziesiątek czy nawet setek tysięcy nagrań wystąpiło podobne zachowanie i czy zakończyło się takim samym rezultatem. Dzięki temu, deweloperzy mogą skoncentrować się na wprowadzaniu zmian w grze istotnych z punktu widzenia biznesowego, a nie jedynie potrzeb pojedynczego użytkownika.

Technologia, jaką zaoferowało Use It Better więc jak najbardziej na czasie. W dużym skrócie umożliwia ona nagrywanie i analizę zachowań użytkowników w aplikacjach zarówno internetowych jak i mobilnych m.in. w celu poprawienia UX, zwiększenia monetyzacji, optymalizacji procesów czy nawet wychwycenia nieuczciwych zachowań użytkowników. Nic dziwnego, że spotkała się z takim zainteresowaniem wśród producentów gier czy aplikacji i co cieszy najbardziej inwestorów.

Bartek Siepracki:

Ja nie zadaję sobie pytania dlaczego UseItBetter jest innowacyjne, bo takie nie jest. Na tym rynku działa już kilka firm w tym jedna irlandzka, która nazywa się Swrve.com. Jej założycielami są twórcy silnika gier video Havok, który to biznes został przejęty przez Intela za kilkaset milionów EUR. Jako przedstawicielowi Enterprise Ireland, które jest inwestorem w Swrve miło mi przy tej okazji poinformować, że Swrve niedawno podpisało umowę na licencjonowanie swojej platformy do analizy zachowań graczy ze światowym gigantem Activision Blizzard.

Tomasz Mleko:

Ale zes zareklamowal kontekstowo…
Bartek, Swrve jest fajne ale poki co ogranicza sie do testow A/B. UIB zapowiada sie ciekawie i od strony wizualnej robi bardzo dobre wrazenie. Swrve nie wizualizuje zachowan graczy tak jak UIB, z reszta samo Swrve tez nie jest jakos super innowacyjne. Z tego, co widze to Swrve i UIB staraja sie rozwiazac nieco inne problemy.

Lukasz Twardowski:

tak sie sklada, ze poznalem Hugh Reynoldsa, zalozyciela Swrve, i jestem pelen szacunku zarowno wobec jego poprzednich dokonan jak i tego co probuje rozwiazac tworzac Swrve. Nawet gdybysmy byli konkurencja (a nie jestestemy) to jednak bez kompleksow, moglibybsmy z nimi rywalizowac, nie majac za soba ani Intela ani Enterprise Ireland.

Bartek Siepracki:

Gwoli wyjaśnienia, główną intencją komentarza było zwrócenie uwagi autorowi artykułu, że systemy do badań zachowań graczy, czy analizy pozwalającej na zwiększenie przychodów nie są czymś innowacyjnym, bo to już sie dzieje od co najmniej kilku lat. Jedni robią to jak Kontangent, drudzy jak Swrve, a trzeci jak UseitBetter mają na to jeszcze inny pomysł. Drugą intencją było oczywiście zwrócenie uwagi na Swrve. UIB gratuluje pozyskania inwestorów i życzę sukcesów, ciekawi mnie natomiast Twój komentarz Łukaszu dot. niekonkurowania z Swrve. Czy to nie jest tak, że tak jak Swrve, czy Kontangent fundamentalnie rozwiązujecie podobne kwestie, czyli właśnie zwiekszenie monetyzacji, lepszy design, itp. natomiast oferujecie zupełnie inne drogi?

Lukasz Twardowski:

To troche tak, jakby pierwsze samochody rowniez byly malo innowacyjne, bo przeciez ludzie juz wczesniej sie przemieszczali :)

Ale wracajac do Twojego pytania – kazdy z tych produktow ma zupelnie inny cel. Kontagent to w zasadzie narzedzie wspierajace dzialania marketingowe, pozwalajace sprawdzic, ile sie wydaje na pozyskanie gracza i ile on w tej grze zostawi. Swrve, stara sie ulatwic prowadzenie testow A/B, i pozwolic na dynamiczne wprowadzanie zmian w grze na podstawie uzyskanych wynikow. Co wiecej, Swrve moze wylapac, ze dla niektorych grup graczy wyniki testow moga byc rozne i serwowac tym grupom optymalna dla nich wersje.

My natomiast dajemy deweloperom wiedze o zachowaniach graczy, ktora do tej pory byla zarezerwowana wylacznie dla najwiekszych producentow. Za sukcesem tworzonej przez Microsoft serji Halo stoja setki czy lacznie juz tysiace godzin pracy z testerami, ktorzy w specjalnych laboratoriach graja w gry pod okiem badaczy, ktorzy na tej podstawie wyciagna wnioski jak dopracowac interefejs uzytkownika, poprawic mechanike gry itd. Problem w tym, ze takie badania sa niezwykle drogie (budzet na analizy w MS jest rowny budzetowi jednej gry AAA), i w dodatku sa praktycznie nie do przeprowadzenia w przypadku Games as a Service, ktore modyfikowane sa dwa razy w tygodniu. Zanim deweloloper wyciagnie wnioski z testu, moga przestac byc aktualne. Dzieki Use It Better, deweloperzy moga prowadzic porownywalne badania na biezaco, przy mnimalnych kosztach, a w dodatku beda analizowac zachowania nie testerow a prawdziwych graczy. Mam nadzieje, ze cos w tym z innowacji jest :)

IV. Czwartek – Autor Konrad Kozłowski.

W czym Google+ jest lepsze od Facebooka. Sieci społecznościowe opanowały Internet. Za ich pomocą kontaktujemy się ze znajomymi, śledzimy ich aktywność, a coraz częściej pełnią one rolę agregatorów wiadomości. Niepodważalnym numerem jeden na tej scenie jest Facebook – ponad miliard użytkowników, tyle samo wysyłanych dziennie wiadomości i udostępnianych zdjęć. Jednak tuż za rogiem, czai się produkt często nazywany „miastem duchów”. Mimo to, jest kilka kwestii w których Google+ zdecydowanie przewyższa swojego konkurenta.

Oczywiście powyższe zestawienie mogłoby zadziałać vice versa, jednak moim celem było pokazanie lub utwierdzenie w przekonaniu tych, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego jak wiele Facebook ma jeszcze przed sobą pracy. Popularność to nie wszystko.

Artur Smolicki:

Odrobinę czepianie się na siłę. Idąc tym tropem można wymieniać elementy, w których Facebook jest lepszy. Te wymienione są dość niszowymi, to drobiazgi, ważne… ale jednak drobiazgi. A chat można zawsze wyłączyć. Dla wszystkich lub poszczególnych osób.

Grzegorz Ułan:

To nie jest czepianie. Następny wpis będzie o tym w czym Facebook jest lepszy od Google+:)

Artur Smolicki:

Dlatego napisałem, że odrobinę ;) Artykuł trafny i się z nim zgadzam, tylko te elementy nie są dla mnie zbyt istotne.

Michał Wieluński:

Akurat w porę ten artykuł, bo próbowałem dzisiaj napisać do znajomego na chacie na Facebooku i dobrych kilka minut szukałem go na liście. I tak sobie pomyślałem wtedy, że wolałbym stałą listę bez tej funkcjonalności wybierania istotnych osób, bo nigdy nie mogę nikogo znaleźć. W zasadzie piszę regularnie z 2-3 osobami, co nie przeszkadza Facebookowi żonglować nimi po liście.

Grzegorz Korzeniowski:

No dobra, niech będzie, że autor ma rację. Ale co z tego, skoro na Facebooku są wszyscy, a na Google+ tylko garstka osób? Spośród moich znajomych chyba nikt nie korzysta regularnie z G+, więc serwis ten jest dla mnie bezużyteczny.

Kamil Gałuszka:

Pozwolę sobie kompletnie nie zgodzić się z wyrażoną przez Ciebie tu opinią.
Po pierwsze G+ ma całkiem inne założenia niż Facebook. G+ jest dla mnie generatorem treści i poznawaniem osób wokół moich zainteresowań.
SPARKSY i Tagi treści pozwalają mi odnaleźć dla mnie ciekawe wpisy i treści która są istotne dla mnie. Dlatego Google+ jest siecią społecznościową znacznie lepszą. Szczerze nie specjalnie mnie interesuje, że kotek mojej koleżanki z liceum umarł. Ale za to treści na temat najnowszych bibliotek na iOS-a są w spektrum moich najlepszych zainteresowań. Dzięki temu poznaję i subskrybuję osoby których w życiu na Facebooku bym nie poznał.

Co z tego, że nie ma tam moich znajomych. Tam są o 100% wartościowsze treści niż na Facebooku. Algorytmy dobierania treści przez facebooka nawet po tuningu moich preferencji są do niczego.
Co więcej to, że w sparksach są wpisy osób, treści znalezione przez Google bota i ocenione jako wartościowe pozwala mi ciągle trafiać na content który nigdy by nie był w moim RSSie i dał znajomości których nigdy bym nie zyskał na Facebooku.

Dlatego, że G+ nie jest śmietnikiem uważam za sieć społecznościową z prawdziwego zdarzenia. Listy Facebooka są wg mnie dalej niedopracowane. Kręgi się sprawdzają w 100% dla mnie.

Artur Smolicki:

Trochę mylisz pojęcia.. Sieć społecznościowa to właśnie znajomi a nie czytnik rss, który ma mi podsuwać ciekawe treści. Jeżeli doceniasz G+ za to, że nie ma tam Twoich znajomych, ciężko mi to nawet skomentować. Rozumiem to, że szukasz tam innych treści. Rozumiem odmienne założenia G+. Ale nie nazywajmy tego siecią społecznościową, tym bardziej taką z prawdziwego zdarzenia. A koleżanki z liceum miło wspominam. I chętnie przeczytam o ich kotkach.

Kamil Gałuszka:

Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś mojego komentarza.
Tak wokół ludzi jest sieć społecznościowa tylko specjalizacja jest inna. Google+ pozwala wykorzystać mechanikę skupiania społeczności wokół zainteresowań a nie wokół znajomych na codzień (choć to także potrafi).
Tak jak LinkedIn skupia ludzi wokół pracy. Tak Google+ skupia ludzi wokół ich zainteresowań, pasji, hobby, i ludzi którzy mają takie same pasje takie same zainteresowania. Facebook tego nie ma. Nie możesz znaleźć ludzi zainteresowanych nartami (chyba, że jakimś fanpagem). A ja wpiszę skiing i wylecą mi wpisy ludzi którzy o nartach piszą i którzy to robią i do każdego mogę napisać, jeżeli na to pozwala.

To jest siła G+ jako sieci społecznościowej. Poznawanie ludzi z całego świata. Facebook tego nie ma i szybko nie będzie miał.

Artur Smolicki:

Masz rację, nie do końca zrozumiałem to w ten sposób. Mimo wszystko ja do G+ szybko nie wrócę. Nic mi nie dał. Początkowo się zachwyciłem, próbowałem, byłem nawet w grupie 50 osób najczęściej dodawanych do kręgów. Rok temu. Potem zachwyt minął, przyszła nuda. Powielane treści. Linki wrzucane głównie pod pozycjonowanie, co podobno działa. Nie, to jednak nie dla mnie..

Damian Kyć:

czynnikiem który powoduje, że g+ nie ma szans osiągnąc zbiliżony poziom do F oraz stać się portalem społecznosciowym całego świata są uzytkownicy g+ – firmy, media, „znawcy” technologii – nikogo innego tam nie spotkasz

Kamil Gałuszka:

Ale Google+ nie chcę być siecią społecznościową w rozumieniu Facebooka. Sam Google tak mówi. To całkiem inny produkt. On pozwala na skupianie się wokół contentu którego chcę (video Sparksy, hashtagi i kręgi). Facebook wokół contentu który generują moi znajomi + subskrybenci. Różnica jest kolosalna.
Dlatego więcej sensownego contentu z każdej dziedziny jest na G+ bo integracja z Google Botem ocenianiem treści oraz wpisami userów daje w 80% bardziej interesujący content niż informacje o kolejnej imprezie mojego kumpla…

Damian Kyć:

no nie żartuj. G+ od samego początku miał być alternatywą dla F w bardziej przyjaznej formie. Chociażby strona o G+ mowi o tym: http://www.google.com/+/learnmore/ – krótki opis funkcjonalności jasno mówi jaki jest cel tego narzedzia – zaden wartosciowy kontent tylko portal dla wszystkich i do wszystkiego.

G+ został stworzony żeby skumulować użytkowników na tej samej zasadzie co F. Myslisz, że g+ napprawdę został stworzony żeby tylko wartościowy content dostarczać a nie skupiać się na tej samej grupie docelowej co F? nie e. google jak każda inna firma jest nastawiona na generowanie zysku – tylko potężna i zróżnicowana grupa odbiorców zapewni przychody z reklam ze wszystkich branż.

IMO obecnie google nie ma pomysłu na g+. stworzył ciekawe narzedzie, które zostało opanowane przez wąską grupę użytkowników

Kamil Gałuszka:

Damian Kyć :
http://www.newseria.pl/news/google_walczy_o,p22889705

Cytuję:
„– Tu jest zupełnie inny koncept – zastrzega jednak Artur Waliszewski, dyrektor polskiego oddziału Google’a. – Nie uważam, że takie wprost porównywanie Facebooka i Google+ ma sens, po prostu to są różne serwisy.”

;)

Damian Kyć:

rozumiem co ten człowiek mówi ale mimo wszystko nie widzę różnicy w funkcjonalności między g+ a f. póki jeszcze korzystałm z g+ miałem wrażenie że jest to jedna wielka tablica subskrypcji i nic więcej.Bez odpowiedzi pozostało pytanie czy g+ naprawde został stworzony głownie dla wartościowego kontentu?

Kamil Gałuszka:

No właśnie nie. Ale do budowania społeczności wokół zainteresowań i takiego contentu. Można masę ludzi poznać chociażby po swoich zainteresowaniach. Lubię góry wpisze „mountains” znajdę masę wpisów, zdjęć i ludzi których także to pasjonuje.
Według mnie (co podkreślam) jes tak: Facebook dał tylko możliwość digitalizacji relacji między ludzkich. Google+ dał to i jeszcze o wiele więcej. To, że masa ludzi jeszcze tego nie odkryła to inna dyskusja na temat marketingu takiego produktu.

Oczywiście jeszcze parenaście lat temu ludzie nie rozumieli, że taka digitalizacja relacji będzie koniec końców miejsce ich getta.
Bo nie oszukujmy się ale w mojej opini to co mi wypada na streamie to chyba wielka pomyłka algorytmów sztucznej inteligencji na Facebooku. Facebook wogóle nie daje mi wpisów które mnie mogłyby zaintersować (mimo lubienia portali/fanpage) których content by mnie interesował. Może jestem dziwny ;). Facebook zaprzepaścił swój najgenialniejszy wynalazek w mojej opini jakim jest stream. Stream był czymś genialnym. Teraz to crap w mojej opini bo rzadko kiedy znajdę to co mnie by tam zatrzymało na dłużej niż 10 min.

Oczywiście jest pewna rzecz która napędza i ten i tamten portal. Facebook napędza content który generują Twoi znajomi(. Tak samo G+. Różnica jest tylko w jego redystrybucji która na G+ jest szersza, bezpieczeniejsza(kręgi) i bardziej targetowana. Co więcej pozwala na o wiele bardziej szersze spojrzenie na budowanie nowych relacji.

Google odrobił lekcję USENET. Gdzie w latach 90 poznała się masa ludzi z całego świata tylko dzięki możliwości komunikacji na różnych listach.
Możesz się ze mną tutaj nie zgodzić ale dzięki Google+ można patrzeć szerzej. Facebook to tylko miejsce moich przyjaciół+ ewentualne subskrypcje.

Anna Freud:

G+ zastąpiło mi Goldenline, a Goldenline zastąpiło mi usenet ;-). G+ jest dla mnie miejscem do dyskusji, wymiany poglądów – z osobami, które mają coś do powiedzenia (i nieważne kim są). A przy okazji do dzielenia się ciekawymi znaleziskami.
To prawda, na G+ nie ma „znajomych” – Ci oczywiście nie widzą świata poza F, podejrzewam też (jak już tu ktoś mówił) że większość z nich nawet nie wie o jego istnieniu. A ja im o tym nie wspominam, bo to nie ma sensu.
Sama nie korzystam z F, choć mam tu konto, (a nawet dwa ;-)) ale tylko po to by czasem wpisać komentarz tam gdzie komentarze są pod F podpięte (IMO taka praktyka jest kompletnie do dupy), albo ściągnąć jakiś ebook w zamian za wpis na F.
Gdy wchodzę na Facebooka, to mam chęć natychmiastowej ucieczki – serwis jest tak nieprzejrzysty, tak paskudny – po prostu go nie trawię. Wyglądem kompletne przeciwieństwo G+.
Ale wygląd to najmniej istotna kwestia – ważniejsze są treści – na F znajdę co najwyżej memy, zdjęcia z imprez, dowcipy i pogaduszki znajomych kompletnie bez znaczenia [„o, ładne masz włosy” „wtedy to się piło” itp]. Sensownych treści, dyskusji – za wiele nie ma. Czasem się pojawią przy wpisach z innych serwisów – jak np. z Antyweba, choć pewnie dyskutantów byłoby więcej gdyby nie to ograniczenie do F ;-).
Może to będzie przykre, ale moi znajomi po prostu nie mają nic do powiedzenia, a jeśli mają, to do przekazu nie używają Facebooka. Na G+ nie znam nikogo osobiście, a właściwie nie znałam, bo zdążyłam poznać ;-). Nie przeszkadza mi to, że dyskutuję z osobami, których nigdy nie widziałam i których nazwisk nie znam (nie wiadomo, czy ktoś podał prawdziwe). Ludzi poznaję po tym co piszą. Jest kilkanaście – może kilkadziesiąt (tak, wiem, trochę mało) osób, które potrafią dyskusję rozkręcić i które są tam rozpoznawalne. Ja ich nazywam „osobowościami” – mają swój styl, charakter, wyróżniają się z tłumu. Dzięki nim na G+ się nie nudzę. I to jest największa wartość G+.

Łukasz Arciszewski:

Co do sensownej treści istnieją głównie grupy. Ja na tablicy się ich nie spodziewam. Utworzyłem kilka list zainteresowań i ogarniam wtedy. Mam wybrane treści i tyle. Dodatkowo grupy – miejsce spotkań ludzi, którzy mają coś do powiedzenia i przekazania. Często grupy są właśnie po to tworzone. + Tworzenie wydarzeń na FB – w ciągu kilkunastu minut docieram do kilku – kilkunastu tys. ludzi. Dużo szybciej niż na G+ (tam nawet drzewko moich znajomości tyle by pewnie nie miało)

V. Piątek – Autor Jan Rybczyński.

Czekając na prawdziwą rewolucję – niektóre koncepcje nie zmieniły się od kilkudziesięciu lat. Obserwujemy bardzo szybki rozwój technologiczny. W ciągu ostatnich dziesięciu, najwyżej kilkunastu lat, pojawiło się wiele kluczowych technologii, które wpłynęły na nasze życie. Pojawił się internet, a następnie bardzo przyspieszył, pojawiły się urządzenia naprawdę mobilne, ze smartfonami na czele, internet od operatorów komórkowych jest coraz szybszy oraz tańszy, powstały portale społecznościowe. Są jednak w technologii pewne elementy, które nie zmieniły się niemal od początku, od kilkudziesięciu lat i wciąż pozostają bezkonkurencyjne pod wieloma względami. Prawdziwą rewolucją, na kształt pojawienia się internetu czy mobile’u byłoby powstanie czegoś co je może w pełni zastąpić.

Co do jednego jestem jednak pewien, jeśli nastąpi prawdziwy przełom w interakcji między człowiekiem a maszyną, który nie będzie już wymagał ani klawiatury, ani myszki, ani ekranu dotykowego, który będzie równie efektywny w różnych warunkach i zastosowaniach, to będzie prawdziwa rewolucja, na miarę powstania internetu, czy samych komputerów. Wtedy świat się naprawdę zmieni i otworzą się nowe możliwości. Do tego czasu pozostaje nam powoli ewoluować, produkować szybsze procesory, większe dyski i doskonalsze ekrany dotykowe.

Jestem również przekonany, że do czasu powstania tego nowego, rewolucyjnego interfejsu nigdy nie nastąpi prawdziwa, pełna Era Post PC, w której całkowicie odejdzie się od klawiatur, myszek i komputerów do nich podłączonych.

Zawsze smartfony, tablety i inne urządzenia będą jedynie wyspecjalizowanym dodatkiem do konkretnych zastosowań, a nie uniwersalnym nowym sposobem na interakcję człowieka z maszyną, który wprowadza nas na zupełnie nowy poziom. To jest proteza, gdy wstajemy od biurka, a nie nowa jakość.

Sebastian Szwed:

Bardzo fajny tekst. Początkowo miałem wrażenie, że o niczym, ale dobrze się go czytało, więc dokończyłem i nie żałuję :) W tym tekście świetnie widać przewagę bloga nad suchym przekazywaniem faktów. Podejrzewam, że źródłem powstania tego artykułu był filmik w nim zawarty, a ostatecznie powstał wpis o czymś zupełnie innym. Naprawdę ciekawy tekst i świetne przemyślenia :)

Jan Rybczyński:

Ciesze się, że się spodobało i że udało się wytrwać do końca ;) Zawsze powtarzam, że takie komentarze najbardziej motywują do pisania.

Akurat bezpośrednim impulsem powstania tekstu była dyskusja, którą wczoraj prowadziłem do późna ze znajomym na Facebooku, ale oczywiście to, że filmik widziałem wcześniej i inne bodźce naprowadziły mnie na taki a nie inny tok myślenia. Ja najbardziej lubię tego charakteru wpisy.

Krzysztof Zagorski:

Drobnym krokiem byłoby chyba odejście od układu qwerty, który jest w obecnych czasach niczym nieuzasadniony.. Wprowadzono go za czasów maszyn do pisania, bo Panie je obsługujące pisały tak szybko że maszyny się zacinały.

A co do nowych interfejsów, to najbliższy realizacji chyba jakiś wariant opisywanej wcześniej google glove + n-ta wersja google glass. Możliwe też że ktoś wpadnie na coś totalnie innowacyjnego, ale nie mam pojęcia co. Do interfejsów człowiek-maszyna jeszcze bardzo długa droga, co ciekawe nawet nie tyle pod względej samej techniki co neurologii i zrozumienia pracy mózgu.. Bo jeśli chodzi o samo ‚zrozumienie’ myśli oraz bodźców innych rodzajów i następnie komunikację z urządzeniem to jest już kwestia czegoś w rodzaju systemu operacyjnego/interpretera, co byłoby chyba mniejszym problemem od rozgryzienia mózgu. ; )

Jan Rybczyński:

Tak QWERTY trzyma się tylko siłą przyzwyczajenia i nie ma żadnego uzasadnienia. To jeden z przykładów na to, jak mało zmieniło się od czasu maszyn do pisania.

Okulary Google to bardzo ciekawy pomysł i wprowadza zupełnie nowy wymiar technologii w naszym życiu, ale standardowego PC dalej nie zastąpi. W tym właśnie rzecz, że nie ma nawet na horyzoncie technologii, która mogłaby to zrobić…

Krzysztof Zagorski:

Hmm. Ciekawą opcją jest sterowanie ruchem gałki ocznej, połączyć to z jakąś sekwencją mrugnięć i ‚gestów’, i mamy jako taki odpowiednich myszki.. Tyle że to w pewnym sensie kalka istniejącego rozwiązania a nie nowa jakość.

Jan Rybczyński:

Rzecz w tym, że to raczej w ogóle nie jest zbyt wygodne. Panowanie nad oczami i ograniczanie ich, żeby za ich pomocą wydawać polecenia. Z natury nasze oczy cały czas skanują, przeskakują z punktu w punkt. Siłą rzeczy, aby odsiać takie niechciane ruchy, trzeba tolerancję ustawić naprawdę wysoko i długo gapić się w jedno miejsce, żeby co tym sposobem wywołać. Wychodzi gorzej niż zwykła myszka.

Dominik Herman:

no właśnie, na taki tekst czekałem. Zgrabne podsumowanie tego co gdzieś tam kłębi się w głowie przez lata spędzone na korzystaniu z maszyn do pisania, komputerów stacjonarnych, przez laptopy, konsole, palmtopy, em3jki i smartfony.

Dodam 3 grosze od siebie do tematu: od lat zastanawia mnie i nie mogę pojąć jakim cudem nadal korzystamy z kilometrów kabli. Nienawidzę ich a towarzyszą nam wszędzie pomimo wszędobylskiej miniaturyzacji i super nowoczesnych technologii. Tak wiem, próbuje się kiedyś irdy, pozniej bluetooth, sieci bezprzewodowych, ale kabli, wejść, wyjść, jacków, mini jacków jest nadal zatrzęsienie i nie mogę doczekać się końca tej ery.