65

Android zmienia się na lepsze, ale wciąż nie wyobrażam sobie, by do niego wrócić

Android kontra iPhone
Wśród systemów mobilnych walka odbywa się już właściwie tylko na dwóch frontach — Android kontra iOS. Każda grupa ma swoje racje, swoje przekonania, przyzwyczajenia i prawdy życiowe. Na co dzień korzystam regularnie z obu systemów, ale moim głównym telefonem pozostaje ten z iOS — i nie wyobrażam sobie, aby miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Niekończąca się walka

Jestem już chyba za stary na to, aby opowiadać się za którąkolwiek ze stron tego konfliktu. Szczerze mówiąc, to z niecierpliwością czekam, aż do gry dołączy nowy zawodnik, który uszczknie sobie co nieco tego tortu i okaże się dla mnie, jako użytkownika, na tyle atrakcyjny, że zacznę z niego korzystać. Android od czasów dobrze wykonanego Material Designu prezentuje się po prostu świetnie. I kiedy korzystamy z urządzeń z wyższej półki to najczęściej działa idealnie płynnie — no, przynajmniej przez pierwszych kilka tygodni. Otwartość systemu, możliwość dostosowania go do własnego widzimisię — to wszystko są atuty, których brakuje iOS. Wiecie, te nakładki, autorskie ikonki i szeroko pojęta dowolność. Jeżeli chcemy, będzie płasko, jeżeli nie — nie będzie. Przesuwane tapety i docki… cuda na kiju. Użytkownicy iOS (przynajmniej ci bez jailbreaka) muszą obejść się smakiem. Jest lepiej niż było przed laty, ale wciąż do Androida mu bardzo daleko.

Zmiany na lepsze? Są, ale to nie wystarcza

Wielu obecnych posiadaczy iPhone’a kojarzy Androida z wybrakowanym, brzydkim i wolnym systemem. Nie, ja się do nich nie zaliczam. Ba, ostatnie dwa-trzy lata przyniosły tyle pozytywnych zmian, że mógłbym o pozytywnych nowościach w systemie Google’a rozprawiać naprawdę długo. Widać, że jego twórcy prą do przodu i nie dziwię się, że kolejni użytkownicy widząc ceny kolejnych iPhone’ów porzucają Apple na rzecz konkurencji. Sam mam przyjemność korzystać z androidowych smartfonów i tabletów z różnych półek. Tych wyższych, średnich i niższych. Jedne rozczarowują, inne pozytywnie zaskakują. Dziś odebrałem Nokię 6. Nowe urządzenie, świeżo wyjęte z pudełka. Uruchamiam telefon, rozpoczynam konfigurację, łączę się z internetem — i dochodzimy do etapu sprawdzania dostępności aktualizacji. Wtem! Komunikat o tym, że aplikacja przestała działać.

aplikacja google przestała działać

Z lekkim niedowierzaniem kontynuuję, przechodzę do pulpitu i otrzymuję informację o aktualizacji systemu. No dobrze, czas na instalacje, może tym razem się uda. Po kilkunastu minutach telefon się resetuje, wraca do pulpitu i… nadchodzi kolejna (!) wieść o aktualizacji systemu. Czekam znowu kilkanaście minut — jest, działa. No, można przejść do pobierania i instalacji ulubionych aplikacji.

Rozczarowanie i niedowierzanie

Pierwsze chwile z fabrycznie nowym, mającym swoją premierę w tym roku, urządzeniem są dla mnie szokujące. Przede wszystkim dlatego, że już dawno nie spotkałem się z tak niechlujnym podejściem do oprogramowania. Jasne, Nokia 6 to żadna wysoka półka — ale nawet od najtańszych urządzeń mamy prawo oczekiwać poprawnego działania i oszczędzenia nam takich atrakcji. A już dawno żadnemu sprzętowi nie udało się na mnie wywrzeć tak złego pierwszego wrażenia — a przewija się ich przez moje ręce naprawdę dużo. Na szczęście po tych kilkudziesięciu minutach było już tylko lepiej. Niemniej jednak gdzieś z tyłu głowy zostają te wpadki, przypominają się grzeszki innych urządzeń z Androidem i — przynajmniej na tę chwilę — nie bardzo widzę przełożenie mojej głównej karty sim do któregokolwiek smartfona z Androidem. Wciąż mam poczucie, że nawet kilkuletni już telefon od Apple będzie tym mniej zawodnym. Możliwe że jest to złudne, ale prawdą jest, że konfigurowałem ich już w życiu kilka. I jeszcze w żadnym z nich nie czekała na mnie taka niespodzianka…