VOD

"Andor" to uczta dla fanów Gwiezdnych Wojen! Nareszcie coś nowego

Konrad Kozłowski
3

Serial "Andor" skupia się na jednej z postaci z "Łotra 1". Jak tytułowy bohater dołączył do Rebelii i jak ta stawiała się Imperium w mrocznych czasach? Serial oferuje więcej, niż większość widzów się spodziewała. Oceniamy przedpremierowo.

Jeśli nie pamiętacie zapowiedzi "Łotra 1", to przypomnę, że mało kto był faktycznie zainteresowany i przekonany do pomysłu na szpiegowski film w uniwersum Star Wars. Niektórzy dopuszczali myśl, że to może się udać, ale od zachwytów po ujawnieniu idei raczej się powstrzymywano. Szczególnie, że proces powstawania tej produkcji był problematyczny, przeciągał się i mógł generować wiele obaw. Ostateczny efekt przeszedł jednak chyba najśmielsze oczekiwania i dla wielu jest to najlepszy film od czasów oryginalnej trylogii. Okazało się bowiem, że połączenie znajomego okresu z nowymi postaciami, zupełnie innymi okolicznościami i gatunkiem to powiew świeżości, który zagwarantował dobry odbiór, a wisienką na torcie okazały się smaczki rodem z pierwszych filmów Star Wars. Późniejsze produkcje już takich ocen nie zebrały, a ja osobiście żałuję, że to "Han Solo" oberwał najbardziej rykoszetem w konsekwencji działań decydentów, bo to nie był taki zły film.

Andor - taki powiew świeżości był potrzebny

"Mandalorianin" i "Księga Boba Fetty" były ze sobą tak blisko, że chyba dopiero "Andora" można nazwać drugim zupełnie nowym serialem w tym uniwersum. Nie wprowadza on jednak nowych twarzy, lecz sięga po kogoś, kogo los jest już przesądzony. Finał "Łotra 1" ucina spekulacje o dalszych przygodach Andora, ale wiele osób zastanawiało się, jak wyglądała jego działalność i codzienność jeszcze zanim zobaczyliśmy go w centrum akcji. Kim był, czym się zajmował i co sprawiło, że stał się tym, kogo widzieliśmy później. Diego Luna był zainteresowany powrotem do roli Cassiana Andora, ale nie zgodził się na trwającą nawet do 5 sezonów produkcję. Z jednej strony to dobra wiadomość, bo dostaniemy konkretną historię bez przedłużania, ale po seansie pierwszych odcinków serialu "Andor" zaczynam żałować, że nie będzie ich tak dużo.

To spin-off Łotra 1, ale ma własną tożsamość

Nowy serial aktorski Star Wars doskonale pokazuje, jak powinna wyglądać dojrzała i traktowana zupełnie na serio historia w tym świecie. Oczywiście wszyscy wiemy, że całość rozgrywa się w wymyślonym świecie, w którym może wydarzyć się wszystko, ale może właśnie dlatego połączenie takich realiów ze stąpającymi twardo po ziemi bohaterami wypada tak udanie. Z bliska przyglądamy się Andorowi w jego działaniach, które przede wszystkim mają służyć jemu samemu - tutaj dostrzegamy początek drogi, która zaprowadzi go w zupełnie inne miejsce.

Szansa na poznanie jego przemiany okazuje się nie lada gratką, bo znamy wielu, którzy dołączali do Rebelii z powołania, jak również w wyniku innych zdarzeń, ale przekonanie kogoś pokroju Cassiana do zmiany zdania i postawienia się Imperium w tak oczywisty sposób nie mogło wydarzyć się z dnia na dzień. To okazja na poznanie kolejnych postaci, w tym Luthena Raela granego przez Stellana Skarsgarda oraz Mon Mothma, w którą wciela się Genevieve O'Reilly. Szczególną uwagę zwraca na siebie Skarsgard, który wydaje się być stworzony do roli w mrocznym, szpiegowskim serialu, więc uniwersum Star Wars powinno się cieszyć, że skorzysta na jego talencie.

Taki świat Gwiezdnych Wojen chce się odwiedzać

Tym bardziej, że nie tylko zawiązujące się wątki i postacie są tu godne pochwały, ale także (a dla niektórych może przede wszystkim) oprawa wizualna. Zbudowane na potrzeby serialu scenografie uzupełniane efektami komputerowymi przenoszą nas w wykreowany z ogromnym rozmachem świat. Co najważniejsze, odwiedzamy znane lokalizacje, ale jest pełno miejsce, które widzimy po raz pierwszy i to robi największe wrażenie. Zaglądamy tam, gdzie nie byliśmy w żadnej innej produkcji - filmie ani serialu - a takie eksplorowanie galaktyki podsyca apetyt na więcej. W dodatku, wspomniana fabuła jest wyważona na tyle dobrze, że nie męczą nas osobiste wątki postaci, a główna historia toczy się własnym tempem. Gdy jest to potrzebne, odrobinę przyspiesza, a gdy okoliczności wymagają uwagi i refleksji, całość zwalnia i pozwala nam przeżywać emocje wraz z bohaterami.

Cała otoczka walki z Imperium, ale nie tylko, powoduje, że serial jest dość wyjątkowy. Nie ma tu tylko bohaterów, których z łatwością przyporządkujemy do jednej z grup konfliktu i mamy szansę się przyjrzeć zwykłej codzienności mieszkańców galaktyki z tamtego okresu. Skrawki informacji i scen z poprzednich produkcji chowają się przy przesiąkniętym dramatem i powagą "Andorze", choć oczywiście to nadal Gwiezdne Wojny, więc nie będziemy mieć do czynienia z mroczną produkcją noir 18+. Na tle pozostałych tytułów, najnowszy serial wydaje się jednak inny i tym razem w znaczeniu lepszy.

"Andor" debiutuje na Disney+ 21 września.

 

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu