0

Amerykańskie firmy będą mogły współpracować z Huawei przy 5G

Amerykańskie podejście do Huawei od samego początku wydaje się mocno schizofreniczne. Z jednej strony zabrania się Google udostępniać im swoich usług, z drugiej Microsoft bez większych problemów otrzymuje zezwolenie na „dostarczanie” swojego systemu dla laptopów tej firmy. Wcześniej naciskano inne kraje na odcięcie Huawei od prac nad infrastrukturą 5G, teraz zapowiedziano złagodzenie restrykcji w zakresie współpracy firm właśnie na tym polu. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ amerykanie sami zapędzili się tutaj do narożnika.

Atak przez pozorne złagodzenie

O ile w sprawie smartfonów sytuacja jest dość przejrzysta, większość świata opiera się na usługach Google i odcięcie od nich danej firmy jest dla tej strony bardzo bolesne, restrykcje wprowadzone na rynku 5G okazały się mieczem obosiecznym. Ponieważ Huawei jest jednym z liderów tej technologii i czynnym uczestnikiem wielu podmiotów standaryzujących ten biznes, postawiło to amerykańskie firmy przed dużymi dylematami co im wolno, a czego nie. W efekcie ich zaangażowanie na tym polu spadło, powiększając tylko dystans, jaki dzieli w tym zakresie Huawei od amerykańskich konkurentów.

Standardy i patenty to nowe czołgi

Żeby zapobiec temu zjawisku, amerykański departament handlu zdecydował się tak poluzować restrykcje, aby amerykańskie firmy mogły bez obaw włączyć się w pracę organizacji i grup, których chińska firma jest kluczowym członkiem. Ma to przede wszystkim na celu przywrócenie równowagi w organizacjach zajmujących się standaryzacją tej technologii, w których zachowawcze zachowanie Amerykanów zupełnie oddało inicjatywę Chińczykom. Mówiąc inaczej, walka będzie toczyć się o to, aby międzynarodowe standardy nie bazowały głównie na rozwiązaniach opatentowanych przez Huawei, ponieważ postawiłoby to Amerykanów w sytuacji podobnej, w jakiej Chińczycy znaleźli się na rynku procesorów.

Wpadli we własne sidła

Widać wyraźnie, że na tym polu amerykański atak nie został poprzedzony dokładną analizą sił, ani własnych, ani przeciwnika. Trump i jego administracja prawdopodobnie uznali, że przewaga technologiczna Stanów Zjednoczonych jest na tyle duża, że ich firmy nie muszą się obawiać stanu posiadania Huawei, a siła polityczna mocarstwa na tyle mocna, że samymi naciskami ograniczy chińską ekspansję w innych krajach.

Tymczasem szczególnie ten drugi czynnik zawiódł na całej linii. Zbliżający się ruch departamentu pokazuje, że Amerykanie uznali swoją porażkę, ale nie zamierzają tego tak pozostawić. O tym, jak duże szkody wyrządzili sami sobie i jak dalece zdołają to odwrócić, przekonamy się dopiero za jakiś czas, gdy rynek 5G okrzepnie i lepiej będzie widać zależności infrastrukturalne pomiędzy wszystkimi graczami. Warto dodać, że departament luzuje też restrykcje między innymi na rynku samochodów autonomicznych czy sztucznej inteligencji, czyli wszędzie tam gdzie mamy podobną do 5G sytuację, silną międzynarodowo pozycję firm i technologii chińskich i rodzące się dopiero standardy.

Co dalej? Byle do wyborów…

Wydaje się, że w najbliższym czasie ze strony amerykańskiej, przynajmniej na poziomie retoryki, zacznie się przedwyborcza ofensywa obecnego prezydenta. W związku z koronawirusem i protestami Afro-Amerykanów jego wygrana stanęła pod dużym znakiem zapytania i nie ma obecnie zbyt wielu asów w rękawie. Atak na Chiny na pewno przysparza ma punktów wśród byłych pracowników tych gałęzi przemysłu, które wyemigrowały do Azji.

Po Chinach spodziewałbym się raczej ugodowych i pojednawczych gestów, które będą miały kontrastować z agresywną postawą Trumpa. Co prawda Chińczycy raczej nie mogą mieć pewności, że zwycięstwo Bidena zakończy amerykańsko-chińską wojnę handlową, ale myślę, że mają nadzieję, że nowe otwarcie pozwoli im mimo wszystko coś ugrać.

Źródła: [1], [2]