Polska

Allegro wreszcie używa marchewki zamiast kija, ale dalej upomina się o drobniaki

KO
Kamil Ostrowski
121

Nie zliczę, ile zapłaciłem już Allegro. Konto założyłem jeszcze w 2004 roku, a od tego czasu równie chętnie sprzedawałem, co kupowałem. Prowizje zapłacone największemu w Polsce serwisowi aukcyjnemu prawdopodobnie musiałbym już zapisać przy użyciu czterech cyfr. Tym bardziej czuję się nieco zawiedzio...

Nie zliczę, ile zapłaciłem już Allegro. Konto założyłem jeszcze w 2004 roku, a od tego czasu równie chętnie sprzedawałem, co kupowałem. Prowizje zapłacone największemu w Polsce serwisowi aukcyjnemu prawdopodobnie musiałbym już zapisać przy użyciu czterech cyfr. Tym bardziej czuję się nieco zawiedziony, widząc, jak poznańska firma na nowe sposoby upomina się o śmieszne należności.

Pewnie wiecie o czym mówię: chodzi o ponaglenia do zapłaty. Wystawiając rzeczy „falami”, co parę miesięcy, zwykle zapomina się zapłacić po fakcie prowizji, wynoszących raptem kilka złotych. Przy sprzedaży laptopa, deski surfingowej, albo połowy zawartości garażu to co innego. Ale z pchnięcia paru książek? „Eee, po następnej sprzedaży”.

Jasne, pewnie powinno się płacić w terminie. Każdy kto ma firmę, albo znajomego, który ma firmę, zna problem z przeciąganiem spłat. Jednakże, ściganie mnie za groszowe kwoty, biorąc pod uwagę długoletni związek z serwisem, wydaje się absurdalne. Niestety, nie dla Allegro, które niejednokrotnie w sposób dosyć obcesowy ponaglało mnie mailowo, domagając się zapłaty. Tu osiem, tam dwanaście złotych. Suche informacje, link pod którym można dokonać wpłaty i ostrzeżenie o planowanym zablokowaniu konta. Dzisiaj dostałem jednak miłego maila, zachęcającego mnie do zagrania w grę w zapamiętywanie obrazków, która miała poprawić mi pamięć, żebym na przyszłość nie zapomniał o przelaniu należności dla Allegro.

To miły gest, aczkolwiek w dalszym ciągu nie rozumiem, dlaczego koniecznie muszę zapłacić 3,6zł, koniecznie teraz, najlepiej jeszcze dzisiaj, z wystawienia jakiejś drobnicy. Jeżeli nie zapłacę, to muszę się liczyć z zablokowaniem konta (możliwości sprzedaży). Czy firmę naprawdę ratuje zebranie takich groszowych kwot od okazyjnych użytkowników? Bo dla mnie jest to tylko impuls, żeby Allegro nie używać. Na cholerę po każdej sprzedaży, udanej czy nieudanej, firma męczy mnie właśnie o takie drobniaki, zamiast poczekać, aż zbierze się te chociaż kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych i wtedy się upomnieć? Nie lepiej jest ustalić jakiś próg, powyżej którego będzie się upominało o pieniądze, przynajmniej w przypadku użytkowników „sprawdzonych”? Na Allegro własne konto, z faktyczną, czystą historią i tak jest dużo warte, kiedy chcemy coś sprzedać, nie spodziewałbym się więc fali oszustw i naciągnięć. Co stoi w takim razie na przeszkodzie?

Pewnie większość z Was ma konto na Allegro. Nie znam dokładnych statystyk, ale nie znam nikogo, kto nie kupiłby tam nigdy niczego. Nawet jeżeli okazyjnie, to zdarza się wystawiać rozmaite przedmioty: graty, okazyjnie kupioną elektronikę czy nietrafione prezenty. Korzystamy z Allegro przez wiele lat, wartość użytkownika, zwłaszcza czynnego, jest więc wysoka. W takim razie po co go zniechęcać? Cieszę się, że Allegro próbuje mnie ugłaskać i miłym podejściem zachęcić do wpłaty, aczkolwiek w dalszym ciągu czuję się, jakby dobry znajomy wypominał mi kupioną Coca-Colę, domagając się koniecznie przelewu. I jest to słabe.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Polskaallegroaukcjehot