10

Alicja po drugiej stronie lustra to przepiękna, groteskowa metafora czasu – recenzja

Alicja po drugiej stronie lustra znowu czaruje przepiękną oprawą w groteskowym ujęciu. Czy jednak nowy reżyser podołał wyzwaniu i nie zaprzepaścił tego, co stworzył wcześniej Tim Burton?

Twórczość Lewisa Carolla to wdzięczny temat dla producentów filmowych. Alicja gościła w filmach już niejednokrotnie – ostatni raz w 2010 roku. Wówczas to na wielki ekran przeniósł ją Tim Burton. Wszyscy spodziewali się psychodelicznej wariacji na temat pierwowzoru, a w rezultacie otrzymali przepiękną, urzekającą i dojrzałą baśń z fantastyczną obsadą. Druga część przygód Alicji to duże zmiany. Fotel reżysera zajął James Robin, który nie ma imponującego portfolio. Spod jego ręki wyszły Muppety, Ali G, a także serial Flight of the Conchords. Sam Burton pełni natomiast tym razem rolę producenta, co pozwoliło mu trzymać piecze nad całym przedsięwzięciem. Jaki z tego efekt?

Przepiękna baśń

Akcja Alicji po drugiej stronie lustra rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z pierwszej części. Tytułowa bohaterka (Mia Wasikowska) została… kapitanem statku i na zlecenie firmy handlowej odbywała wyprawy do Chin. Po powrocie z jednej z nich okazuje się, że jej matka ma problemy finansowe i zastawiła ich rodzinny dom. Wskutek bliżej niezwiązanego ze sobą ciągu wydarzeń Alicja nagle odkrywa, że może przejść przez lustro do Krainy Czarów (czy, jak to wolą polscy tłumacze – Krajdołu), gdzie znani z pierwszej części bohaterowie jej oczekują. Powód? Kapelusznik (jak zwykle genialny Johny Depp) znalazł w lesie swój pierwszy stworzony w dzieciństwie kapelusz i od tamtej pory jest przekonany, że jego rodzina żyje. Alicja musi zatem cofnąć się w czasie i sprawdzić, jak było naprawdę. Całość jest dość mocno powiązana z pierwszą częścią, dlatego dla pełnego zrozumienia zdecydowanie warto sobie odświeżyć Alicję w Krainie Czarów.

Początek historii jest, prawdę mówiąc, idiotyczny. Poszczególne wydarzenia zazębiają się tylko po części. Wątek Alicji jako kapitana statku jest do bólu infantylny, a motywy Kapelusznika naiwne i uproszczone. Z trudem przełknąłem pierwsze pół godziny filmu, zgrzytając co i rusz zębami. Sowicie mnie jednak wynagrodzono tym, co zobaczyłem potem. Tytułowa bohaterka musi się bowiem zmierzyć z Czasem, który został ucieleśniony jako kontrowersyjny i nonszalancki jegomość zamieszkujący ogromne zamczysko. W postać tę wcielił się zaskakująco fantastyczny Sacha Baron Cohen i wykreował ją fenomenalnie. Byłem pod dużym wrażeniem, bo niemal każda scena z jego udziałem trzymała mocny poziom. A już całkowicie kapcie z nóg zrywa konfrontacja Czasu i Kapelusznika, która zaowocowała serią fantastycznych żartów i metafor. A skoro o tym mowa, całym film jest de facto jedną wielką metaforą czasu, czego reżyser mógł się trzymać do samego końca. Wiadomo było, że baśń zakończy jakiś morał. Niestety nie jest on tak ambitny, jakby się to mogło wydawać i  z ekranu znowu wylewa się infantylny patos.

Nie zmienia to jednak faktu, że Alicja po drugiej stronie lustra jest przepiękna. Ponownie jesteśmy raczeni serią urzekających animacji, fantastycznych efektów i baśniowych scenerii. Trudno oderwać przez to wzrok od ekranu – kolory wręcz się na nas wylewają ze wszystkich stron. Wszystko to utrzymano w znanej z pierwszej części grotesce, ale przy zachowaniu stosownego umiaru. Po zakończeniu seansu nie mamy zatem wrażenia przesytu – co najwyżej jesteśmy rozczarowani fabularnymi uproszczeniami i naiwnym rozwiązaniem całej historii. Niestety druga część Alicji to bardziej film dla dzieci niż dla dorosłych – ta dojrzałość, która robiła wrażenie w pierwszej części, tutaj występuje w bardzo małych ilościach. Dzieci się ucieszą. Dorosły widz poczuje natomiast lekkie zażenowanie.

Film oglądałem z napisami, więc nie mogę ocenić jakości polskiego dubbingu. Szkoda, bo będzie ona odgrywała kluczową rolę w tym, jak ocenią go główni odbiorcy, czyli dzieci.

Nie tylko dla dzieci, ale raczej nie dla dorosłych

W pierwszej Alicji przepiękne efekty szły w parze z baśniowym klimatem i typową dla Burtona psychodeliczną konwencją (choć tę dozował z nietypowym dla siebie umiarem). W drugiej ten psychodelizm zszedł na dalszy plan. Film jest bardziej infantylny, a opowiedziana historia wydaje się być skrojona przede wszystkim pod najmłodszych. Z biznesowego punktu widzenia to właściwy kierunek – rodzinne wypady do kin generują przecież najwięcej przychodów. Sam film jednak na tym sporo stracił w moim odczuciu. Nie można jednak napisać o zaskoczeniu, skoro nie reżyserował go już Tim Burton. Jego następca serwuje nam przyjemną i stosunkowo lekką, zwieńczoną klasycznym „żyli długo i szczęśliwie” oraz opatrzoną moralizatorskim tonem opowieść. Wasze dzieci będą pewnie oczarowane.

Kup obie części Alicji w Empik.com. Kliknij!