116

Ahoj. Własność intelektualna czyli niczyja?

Pewien 28 latek został skazany na 652.000 dolarów kary za udostępnianie filmu na torrentach. Dodatkowo usłyszał wyrok więzienia w zawieszeniu za zamieszczenie 517 innych plików torrentowych i musi odpracować 160 godzin prac społecznych. Na pierwszy rzut oka kara, jaką usłyszał Szwed wydaje się być bardzo surowa. Kara więzienia w zawieszeniu, prace społeczne i bajońska suma […]

Pewien 28 latek został skazany na 652.000 dolarów kary za udostępnianie filmu na torrentach. Dodatkowo usłyszał wyrok więzienia w zawieszeniu za zamieszczenie 517 innych plików torrentowych i musi odpracować 160 godzin prac społecznych.

Na pierwszy rzut oka kara, jaką usłyszał Szwed wydaje się być bardzo surowa. Kara więzienia w zawieszeniu, prace społeczne i bajońska suma za udostępnianie plików w sieci wydaje się być nieproporcjonalna do popełnionego czynu. Ale czy na pewno? Bez wątpienia niejednokrotnie dyskutowaliście na łamach Antyweba na temat piractwa, a prawdopodobnie ilu internautów tyle zdań. Sam w debacie mogę być odrobinę nieobiektywny, ponieważ sam jestem twórcą, który na kradzież intelektualną może być w przyszłości narażony. Na szczęście słowo w najmniejszym stopniu narażone jest na piractwo, chyba że autor wydaje książki. To, że artykuły w Internecie w dużej mierze ukazują się za darmo, wynika właśnie trochę z charakterystyki współczesnych mediów, a trochę z sytuacji, że ludzie przyzwyczaili się do darmowych treści.

Jednak jako dziennikarz niejednokrotnie wykazuję się empatią, jeżeli idzie o własność intelektualną innych twórców. Tak oczywiście, sam miewam myśli, że przecież nikomu z Hollywood stanie się szkoda, gdy kilkanaście tysięcy osób obejrzy piracką kopię ich filmu. Przecież nic im się nie stanie, ot co, wynagrodzenie głównego bohatera spadnie do 15 mln dolarów z 20. Multiplatynowy muzyk straci kilka milionów dolarów, które i tak odbije sobie potem poprzez większą liczbę koncertów. I tak mają dużo.

Z drugiej strony trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Nielegalne ściąganie treści z Internetu to kradzież, a tej nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Jeżeli uważasz, że Hollywoodzkie gwiazdy i Anglojęzyczni muzycy zarabiają za dużo, to ich zbojkotuj. Nie kupuj ich produktu. A jeżeli nie możesz się powstrzymać, to znaczy, że twórca zasługuje na twoje pieniądze, bo jego produkt jest dobry. Poza tym, z tego co podpatrzyłem u innych, ściąganie plików z sieci uzależnia, a znaczyć może to jedno, twórcom mniejszego kalibru dostaje się w konsekwencji rykoszetem. Najbardziej cierpi na tym rynek lokalny. Dzisiaj w Polsce status złotej płyty przyznawany jest przy 15.000 sprzedanych egzemplarzy. Rozumie cie to? Wystarczy 15.000 tys. egzemplarzy w 37 milionowym kraju, to trochę śmieszne. Mogę się założyć, że na jedną sprzedaną płytę przypadają przynajmniej 4 kopie pirackie (oczywiście muzyka adresowana do młodych będzie częściej kradziona). Nie inaczej ma się sytuacja z Polską kinematografią. Film znika z kin po 2 tygodniach od premiery, a jakimś cudem z kim nie porozmawiasz taki film obejrzał. A potem biadolenie i niezadowolenie z poziomu polskiej kinematografii, że taka żenująca, że beznadziejna. Niestety, ściąganie plików z Internetu strasznie rozpuszcza. Sprawia, że ludzie stają się roszczeniowi, jednocześnie nie wymagając od siebie niczego. Zapłacenie kilkunastu złotych za wydarzenie kulturalne, albo kilkudziesięciu za płytę ich przerasta.

Poszczególne rządy coraz skuteczniej ściągają piratów naruszających prawa autorskie. Przytoczony na początku artykułu przykład jest dość drastyczny pod względem konsekwencji, jednak mam wrażenie, że oprócz bezpośredniego ukarania sprawcy, ma również być przestrogą dla innych. Jawnym pogrożeniem palcem przez państwo, że naruszanie własności intelektualnej jest równoznaczne z kradzieżą. Ciekaw jestem, jak w Polsce taka sprawa zostałaby odebrana. W kraju, w którym skala ściągania plików jest jedną z wyższych w Europie. Internauci jeszcze raz zjednoczyliby się w obronie „swojego pobratymca”? Czy jednak lata poświęcone na uświadamianie ludzi, że krzywdzą w ten sposób twórców nie poszły na marne i jednak jakaś refleksja w ludziach się pojawia. Musimy zrozumieć, że ściągając nielegalne treści z Internetu psujemy własny rynek. Warto czasem postawić się po drugiej stronie i zastanowić nad konsekwencjami swoich czynów. Oczywiście nie chcę być obrońcą rodzimych gwiazdek z seriali, które na skutek piractwa gażę za udział w dniu zdjęciowym będą musiały obniżyć do 2 tys. złotych. Pamiętajcie jednak, że w dużej mierze to publika jest odpowiedzialna za popularność poszczególnych produkcji, a co za tym idzie wynagrodzenie konkretnych osób. Skoro co wieczór 3 mln osób poświęcają swój czas, aby zmarnować go przed serialem X, to znaczy że prezentowane tam treści w jakiś sposób ich przyciągają. Czerpią z tego rozrywkę. Skoro otrzymują coś w zamian, sami muszą coś dać od siebie. Na ogół jest to czas poświęcony na oglądanie reklam, albo comiesięczna opłata za telewizję. Tu właśnie widać jedną z największych zalet internetu jak na dłoni, a mianowicie sami wybieramy, jakich treści oczekujemy i komu bezpośrednio przekażemy pieniądze, pod warunkiem, że treści które oglądamy czy słuchamy pochodzą z legalnych źródeł.

Ośmielę się postawić tezę, że na piractwie cierpią autorzy treści najbardziej wartościowych. No bo kto piraci polskie seriale albo ściąga muzykę gwiazd znanych z Opola? Na ogół treści pobierane z Internetu są w sposób świadomy. Bardzo często to „wielcy fani” czyjejś twórczości czekają na pierwszy wyciek do sieci filmu, serialu, płyty lub gry. To osoby świadome, fani serii, a jednocześnie osoby na tyle zepsute ściąganiem plików, że wydaje im się, że wystarczy deklaracja lubienia czegoś.

Ściąganie plików jest takie proste. Wystarczy kilka kliknięć myszką i w ciągu kilkunastu minut mamy treści, o które nam chodziło. To taka spełnienie marzenia, że dostajemy coś za nic. Bez żadnego wysiłku, za darmo. Tylko zasady tej gry są trochę nie fair, no bo co z twórcami? Sami mają ściągać wszystkie dobra kultury, żeby bilans się w jakiś sposób zgadzał? Nie dzięki. Dlatego dobrze czasem wiedzieć, że mogą nas dosięgnąć konsekwencje, gdy sięgamy po cudzą własność.

shutterstock_123859036

Z drugiej strony bardzo cenię osoby, które pomimo pokusy darmowego dostępu do treści, umieją wydać własne pieniądze, aby zapłacić za legalny produkt. Każdy świadomy konsument, który kupił kiedyś płytę, książkę, lub grę wie, że smakują one znacznie lepiej, gdy wymagają poświęcenia. Zupełnie, jak piwo po ciężkim dniu pracy, albo złożenie własnego komputera po miesiącach wyrzeczeń i oszczędzania.

Pewnej lawiny zmian, która ruszyła na skutek powstania Internetu nie da się już zatrzymać. Na początku rewolucji internetowej, przestrzeń sieci była prawdziwym dzikim zachodem bez jakichkolwiek zasad. Na szczęście wraz z jego rozwojem coraz bardziej się cywilizuje, a zasady, które ustaliliśmy w realnym świecie powoli przenoszone są na sferę wirtualną. Znakomitym przykładem, że wciąż jest duża grupa osób, które chcą płacić za legalne treści są serwisy takie jak Spotify czy Deezer. Wystarczy dać ludziom wygodne narzędzie, które wychodzi naprzeciw ich oczekiwaniom, a wówczas portfele w magiczny sposób się otwierają. Przez lata twórcy muzyki powtarzali, jak im ciężko od kiedy pojawił się Internet. Lata te nie poszły na marne, otrzymali platformy, które udostępniają ich treści w Internecie, a twórcy mogą liczyć na profity. Podobnie funkcjonują Hulu czy Netflix w Stanach. Mam nadzieję, że w Polsce również doczekamy się platform internetowych z wartościowymi treściami. Tylko czy znajdą się ludzie, którzy będą gotowi za takie treści zapłacić? Mam nadzieję, że tak. Wszystkim wyjdzie to na dobre, autorom ze względów finansowych, odbiorcom, którzy otrzymają materiały wyższego standardu i będą mogli więcej wymagać za produkt, który płacą. A jakie jest wasze zdanie? Co sądzicie o mikroabonamentach, a co o piractwie? Czy pewne dobra powinny być wspólne i czy rzeczywiście ściąganie plików z Internetu jest tak bolesne dla twórców?

info via Torrenfreak
Zdjęcia Shutterstock