Felietony

Sprzedaż laptopów z Windowsem i 4 GB RAM powinna być karalna

KR
Krzysztof Rojek
93

Windows i jego aplikacje mają spore zapotrzebowanie na pamięć RAM. Dlaczego więc sprzedaje się komputery, które mają jej zdecydowanie za mało?

Wyobraźcie sobie następującą sytuacje. Szukacie nowego komputera, ale nigdy nie interesowaliście się tym, jakie dokładnie podzespoły ma wasz sprzęt. Nie rozróżniacie pamięci RAM od dysku twardego, nazwy Intel i AMD słyszycie pierwszy raz w życiu, i wydaje się wam, że "gigaherc" to jakaś duża odmiana karalucha. Oczywiście, jest to przesada, ale odsetek ludzi, których wiedza na temat komputerów kończy się na tym, jak je włączyć jest całkiem spory. I oczywiście, można mówić, że brak wiedzy to szkodzenie samemu sobie, ale umówmy się - dzisiejszy świat jest zbyt złożony, żeby być ekspertem w każdej dziedzinie. Jedni ogarniają IT, inni ogarniają skomplikowane założenia biochemiczne, a jeszcze inni potrafią przy pomocy młotka i klucza płaskiej trzynastki wymienić na poboczu zawieszenie i zrobić kompleksowy remont silnika.

Dążę do tego, że dziś duża rola w kwestii polecenia dobrego sprzętu, czy to w przypadku smartfonów, komputerów czy jakiejkolwiek innej elektroniki, spoczywa na samych sprzedawcach czy elektromarketach. Niestety, częściej niż rzadziej widzę, że te z tej roli się po prostu nie wywiązują, sprzedając sprzęty, które po prostu nie mają prawa działać dobrze.

Takim przykładem są właśnie komputery z 4 GB pamięci RAM

Jeżeli kupujecie samochód, raczej nie kupilibyście modelu z trzema kołami zamiast czterech. Tak samo raczej nie kupilibyście mieszkania, które nie ma okien bądź odtwarzacza MP3 który ma 12 MB pamięci wbudowanej. Z wszystkich tych rzeczy da się korzystać, ale nijak nie jest to przyjemne ani też - niewiele ma wspólnego z wygodą. A jakby nie patrzeć - tak właśnie wygląda praca (bądź cokolwiek na komputerze z Windowsem 10/11 i 4GB pamięci operacyjnej. Sam w swoim komputerze mam zainstalowane 16 GB i na chwilę obecną wykorzystane jest około 60 proc., a jedyne co mam to kilka okien przeglądarki, Slack, Messenger, poczta i Spotify. Oznacza to, że przy 8 GB miałbym już mały problem (choć podejrzewam, że akurat to jeszcze jest w miarę spoko konfiguracja), a przy 4 GB mój system spadłby z rowerka za każdym razem, gdy tylko chciałbym zmusić go do czegoś więcej niż włączenie się.

 

To, że na 4 GB w Windowsie nie da się zrobić wiele więcej niż patrzenie się w pulpit zostało już udowodnione empirycznie przez masę ludzi. Wydawałoby się więc, że minimum, ile obecnie będą oferowali sprzedawcy nowych systemów to 8 GB, a optymalnie - 16. Otóż... nic z tych rzeczy. Jeżeli wejdziemy na stronę dowolnego elektromarketu i posegergujemy sobie oferty pod kątem ilości pamięci  operacyjnej, zobaczymy, że wciąż w sprzedaży jest masa laptopów, które dostarczane są właśnie z 4GB. I nie mówimy tu o najtańszych sprzętach. Za niektóre trzeba zapłacić nawet 2, 5 tysiąca złotych.

Wyobraźcie sobie t0 - kupujecie komputer, który ze względu na cenę powinien być lepszy niż podstawowe modele, tylko po to, by przekonać się, że praca na nim jest bardzo uciążliwa, a większości bardziej zaawansowanych rzeczy nie da się wykonać. Tym bardziej, że mówimy o laptopie. Przyznam się, że nie wiem, jak jest w modelu której znajduje się na powyższej grafice, ale podejrzewam, patrząc na to jak wygląda współczesny segment thin&light, że pamięć RAM jest tam wlutowana i nie posiada on dodatkowych slotów na to, by w jakiś sposób ją rozszerzyć. To z kolei oznacza, że wydając tak dużo pieniędzy dostajemy urządzenie, dla którego jedyną szansą na jakkolwiek akceptowalne działanie jest zainstalowanie jakiejś lekkiej dystrybucji Linuxa.

Pomimo tego - takie urządzenia są wciąż sprzedawane

Ja rozumiem, że wymogi minimalne dla systemu Windows 11 są dla wielu sprzedawców instrukcją, w jaki sposób mogą zaoszczędzić na budowie swoich urządzeń. Jednak sprzedawanie komputera z 4 GB pamięci w 2022 roku jest dla mnie tożsame z wielkim, czerwonym napisem "nie dbamy o to, czy ten sprzęt będzie działał". Wątpię, by w przypadku Windowsa 10/11 dało się zrobić tak, by doświadczenie użytkownika, który chce wykorzystać komputer np. do pracy było jakkolwiek znośne, szczególnie porównując to do kosztów. I tak - sam jakiś czas temu miałem stary laptop właśnie z 4 GB RAM zaktualizowany do 10 i problem był tam nawet z puszczeniem muzyki, ponieważ na obsługę takiego programu jak Spotify, jeżeli miało się otwartą przeglądarkę zwyczajnie nie starczało już miejsca.

Nie kupowałem laptopa od naprawdę długiego czasu (ostatni raz bodajże w 2014 roku), więc byłem szczerze przekonany, że w tej materii coś się zmieniło i dziś 8 GB jest standardem. Jak się jednak okazuje, jest inaczej i wciąż dużą część nawet tych droższych modeli stanowią 4 GB egzemplarze. Oczywiście - każdy może sprzedawać co chce i za ile chce, ale nie mogę powstrzymać myśli, że jest to po prostu próba naciągnięcia mniej świadomych klientów na sprzęt za który zapłacą kupę kasy, a który nie ma szans spełniać ich oczekiwań.

Zgadzacie się ze mną, że dziś 4 GB w komputerze nie ma szans wystarczyć do używania na co dzień?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu