19

3,5 cala wywołujące wielkie wow – taki był pierwszy iPhone

Przeglądanie zasobów YouTube’a może wciągnąć na długie godziny. Zwłaszcza, gdy serwis wie, z kim ma do czynienia i podsuwa to, co powinno zainteresować użytkownika. Mnie zaserwował wczoraj premierę iPhone’a. Tego pierwszego, z 2007 roku. Wszedłem na chwilę i tak zostałem – do przewidzenia. Nie ma jednak czego żałować – bardzo ciekawa lektura. Nie wykluczam, że […]

Przeglądanie zasobów YouTube’a może wciągnąć na długie godziny. Zwłaszcza, gdy serwis wie, z kim ma do czynienia i podsuwa to, co powinno zainteresować użytkownika. Mnie zaserwował wczoraj premierę iPhone’a. Tego pierwszego, z 2007 roku. Wszedłem na chwilę i tak zostałem – do przewidzenia. Nie ma jednak czego żałować – bardzo ciekawa lektura.

Nie wykluczam, że oglądałem tę premierę po raz pierwszy. Z pewnością nie widziałem jej w roku 2007, ale możliwe, że potem jakoś to nadrobiłem w ramach pracy. Na dobrą sprawę, to nieistotne. Ważne jest to, jakie wrażenie film robi dzisiaj, pod koniec roku 2014. I należałoby to rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Jedną z nich z pewnością jest tempo akcji, napięcie i interakcja prowadzący-widzowie. Trzeba przyznać, że kiedyś się działo i wyglądało to znacznie ciekawiej, niż dzisiaj. To było niezłe show, deklasujące prezentację zaserwowaną ostatnio przez Apple. Przy tej drugiej rozwiązywałbym krzyżówki, gdyby akurat trafiła się jakaś setka panoramicznych.

Może to kwestia Jobsa, może faktu, że wówczas serwowano coś naprawdę świeżego, może i czasy były inne, bo rewolucja mobilna dopiero się zaczynała, ludzi zaskakiwał ekran dotykowy. Nie wiem, trudno stwierdzić, ale różnicę widać i czuć w powietrzu. Kolejne sprawa jest taka, że w poprzedniej dekadzie premierom Apple chyba nie towarzyszyła jeszcze atmosfera wielkiego wydarzenia, imprezy, na którą czeka się z zapartym tchem, która wywołuje mnóstwo pytań i spekulacji, wstrzymuje zegary. Było spokojniej. Być może dzięki temu potem osiągano lepszy efekt.

Te wątki uznaję za dodatki do tematu właściwego, a jest nim sam iPhone. Cud techniki: niewiarygodnie duży ekran 3,5 cala, oszałamiające zagęszczenie pikseli (160 ppi), niezwykle cienka budowa (11,6 mm) i np. aparat 2 Mpix! Każda informacja mogła wywoływać głośne „wow”. I wywoływała. Teraz porównajmy to z parametrami dzisiejszych flagowców. Albo nawet ze średnią półką cenową. iPhone w takim zestawieniu staje się produktem archaicznym. Sprzęt z zupełnie innej epoki. A wiecie co jest najlepsze? Mowa o premierze, od której dzieli nas siedem lat. Zaledwie siedem lat. To nie jest pokaz z końca XX wieku, który przecież też nie jest odległą przeszłością. Sprawa dotyczy wydarzenia z poprzedniej dekady. Mimo to parzy się a to, niczym na kronikę czarno-białych filmów dokumentalnych.

Zwróćcie proszę uwagę, jaki skok wykonała branża w ciągu zaledwie kilku lat. Jak wyglądał świat nowych technologii przed premierą iPhone’a i jak wygląda dzisiaj. Nie twierdzę, że wszystkie zmiany to dzieło Apple, przecież na ten skok pracowało mnóstwo firm. iPhone jest jednak dobrym punktem granicznym, gruba kreską, która dzieli jedną epokę od drugiej. Wasze dzieci spytają kiedyś po obejrzeniu tego filmu, czy rzeczy wymienione przez Jobsa nie były wcześniej czymś oczywistym i zastanowią się, dlaczego ludzie klaszczą na widok ekranu dotykowego. Możliwe, że za jakiś czas sami zaczniecie zadawać sobie te pytania. Polecam wspomniany film, dorzucam wersję skróconą – wspomnień czar.