75

3 miesiące z iPhone 11. Jak poradził sobie bazowy model smartfona Apple z 2019 roku?

Lubię czytać recenzje smartfonów po kilku miesiącach. Czasem potrafią przedstawić smartfona w nieco innym świetle niż klasyczna recenzja - zarówno tym lepszym, jak i gorszym. Spędziłem z iPhone 11 już ponad 3 miesiące, więc to dobra okazja by opowiedzieć o tym urządzeniu patrząc na nie z dłuższej perspektywy. Mam nadzieję, że ta recenzja okaże się dla Was przydatna.

“Co za debil kupuje telefon Apple?”

Od takich komentarzy nigdy nie uciekniemy – będą się pojawiać zawsze i wszędzie. Nigdy nie byłem fanbojem Apple, nigdy też nie byłem fanbojem Androida. Z robocikowym systemem zaczynałem swoją przygodę ze smartfonami – najpierw od Google Phone, czyli HTC G1 z fizyczną klawiaturą, później wylądowałem w obozie Sony na Xperii X10. Wtedy przepaść między Androidem a iOS była ogromna i kiedy zdecydowałem się na swojego pierwszego, odetchnąłem z ulgą. Po kilku latach wróciłem jednak do Androida, a teraz ponownie wracam do iOS. A piszę o tym dlatego, że żaden system nie trzyma przy sobie na całe życie i naprawdę można docenić jeden bez konieczności obrzucania drugiego błotem.

Osobną sprawą jest patrzenie na smartfony Apple pod kątem stosunku możliwości do ceny. Powiedzmy sobie szczerze – tu królują Xiaomi oraz OnePlus, więc wrzucanie do tego samego worka iPhonów jest po prostu nierozsądne.

Po kilku latach zastanawiania się, czy wrócić do iPhone stwierdziłem wreszcie, że skoro firma stworzyła bazowy model w dość rozsądnej (jak na Apple) cenie, a opinie na temat zwykłych jedenastek są pozytywne, to spróbuję. I wiecie co? Po tych trzech miesiącach nie żałuję.

Wygląd i wykonanie iPhone 11

Gdyby ktoś urządził konkurs na najładniejszy smartfon 2019 roku, bazowy iPhone 11 siedziałby zapłakany w kąciku, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie złożyłby mu nawet propozycji uczestnictwa w wydarzeniu. Oczywiście jak na Apple przystało, wszystko jest tu dobrze spasowane i fajnie wykończone, natomiast w porównaniu z konkurencją, smartfon to zwyczajna cegła. W dodatku ma grube ramki, które stają się grubsze kiedy, tak jak ja, wrzucicie urządzenie do etui. A polecam ten styl życia, bo podobno iPhone 11 lubi się rysować.

To samo jeśli chodzi o ekran – na moim od razu wylądowała żelowa folia. Z dużo nasłuchałem się o tym, że może i nowe smartfony Apple są bardziej odporne na upadki, ale za to łapią rysy jak szalone. No cóż – coś za coś, a skoro mogę temu zapobiec na własnym sprzęcie, to czemu tego nie zrobić. Zdecydowałem się na folię ochronną w sklepie RTV Euro AGD – pewnie inne elektromarkety też mają takie usługi. Póki co jestem bardzo pozytywnie zaskoczony, folia sama się “regeneruje”, nie odkleja i wywiązuje z powierzonego jej zadania.

Aparaty w iPhone 11 to bajka

Jak zapewne pamiętacie, iPhone 11 nie zachwyca jeśli chodzi o taką typową specyfikację aparatów. Na rynku Androidów rozgrywa się zażarta walka o wielkość matryc, najpierw 48, potem 64, a teraz 108 megapikseli (Xiaomi Mi Note 10), a najnowszy iPhone 11 ma tych megapikseli raptem 12. Efekt? niesamowite zdjęcia, jestem z tego aparatu wręcz obłędnie zadowolony.

Pamiętam czasy kiedy wszyscy chwalili aparaty nowych iPhonów, a później zaczęły one nieco odstawać od konkurencji. Myślę jednak, że przy okazji jedenastek, to ścisła czołówka, ale patrząc przede wszystkim na takie “casualowe” cykanie fotek. Aplikacja wciąż nie daje zbyt dużego pola manewru i stara się robić wszystko za użytkownika. Natomiast robienie fotek iPhonem przypomina mi najlepsze automaty z czasów aparatów na klasyczne filmy – wyciągam, naciskam, mam świetne zdjęcie niezależnie od warunków oświetleniowych.
W tym temacie iPhone 11 jeszcze ani razu mnie nie zawiódł. I mówię tu zarówno o bardzo dobrze działającym trybie portretowym, zwykłym aparacie czy szerokim kącie. Bardzo podoba mi się kolorystyka fotek, która jest naturalna, a kiedy trzeba odpowiednio podbita by zdjęcie wyglądało lepiej.

No i w sumie pierwszy raz można pochwalić smartfona Apple za robienie zdjęć w nocy. Oczywiście to tylko długi czas naświetlania i choć z poziomu standardowej aplikacji nie da się go samodzielnie ustawić, to jednak w 99% przypadków automat robi to prawidłowo. A efekty potrafią być bardzo dobre lub świetne, wszystko zależy od dobrego oka i dobrego uchwycenia kadru lub ewentualnie podpowiedzenia telefonowi na na bazie którego obiektu ma ustawić ekspozycję (choć zaznaczę, że kompresja fotek pod artykuł narobiła im w ciemnych rejonach dużo złego).
iPhone 11 kręci też świetne filmy. 4k przy 60 fps powinno być dziś standardem w wyższej półce cenowej i fajnie, że iPhone 11 nie jest wyjątkiem. Największe wrażenie robią jednak dwie rzeczy – po pierwsze świetnie dobrana kolorystyka filmów, po drugie stabilizacja. Myślę, że jeśli macie w domu gimbala do smartfona, to w przypadku iPhona 11 możecie go w ogóle nie wyciągać, bo efekt stabilizacji w filmach robi ogromne wrażenie.

A jak to jest z tym ekranem w iPhone 11?

Skłamałbym mówiąc, że ekran w iPhone 11 jest fantastyczny. Fakt, jeśli chodzi o IPS, to naprawdę wysoki poziom. I faktem jest też, że różnice względem OLEDa którego miałem wcześniej widać przede wszystkim podczas bezpośredniego porównania. Przestałem oglądać Netfliksa na telefonie, głównie z uwagi na brak HDR. Zazdroszczę użytkownikom nowych OnePlusów 90Hz odświeżania wyświetlacza, który naprawdę zmienia podejście do użytkowania smartfona. Ok, IPS-a w iPhone 11 używa mi się komfortowo, ale jednak za takie pieniądze chciałoby się czegoś więcej niż tylko gorszej jakości ekranu bez wszystkich usprawnień obecnych na rynku już od kilku lat.

Natomiast pierwszy raz jestem w stanie w pełni usprawiedliwić dość dużego notcha, czyli wcięcie w górnej części ekranu. Tak bardzo podoba mi się Face ID i jego prędkość działania, że absolutnie nie mam ochoty wracać do jakiegokolwiek czytnika linii papilarnych. W sumie jedyne problemy jakie z nim mam to drobiazgi i dotyczą dwóch sytuacji. Kiedy telefon obudzi mnie w nocy i wyrwany ze snu próbuję otworzyć oczy – Face ID raczej nie odblokuje smartfona, więc posiłkuję się kodem. Druga dotyczy zasłonięcia dużej części twarzy szalikiem lub kołnierzem kurtki. To oczywiście logiczne, ale trzeba się do tego przyzwyczaić.

Na plus na pewno też głośniki. Jakościowo jest świetnie, może nie do słuchania muzyki, ale podcasty czy filmy na YouTube konsumuje się na tym telefonie przednio.

To już bardziej przytyk w stronę iOS niż samego iPhona, ale jest kilka rzeczy, które mnie irytują. Niespecjalnie pasuje mi dziwnie działający mechanizm udostępniania mediów. Niby dostaję listę serwisów czy usług gdzie mogę wrzucić zdjęcie, a jednak wielokrotnie się to nie udaje i muszę przeszukiwać galerię z poziomu aplikacji. Kolejna sprawa nie dotyczy to może samego iPhona 11, ale ma z nim związek, bo przy zakupie dostałem rok abonamentu w Apple TV+. I pal licho małą bibliotekę, bo jest tam kilka fajnych rzeczy, ale muszę oglądać seriale z poziomu telefonu, iPada lub MacBooka bo większość producentów TV nie ma swoich aplikacji Apple TV+ i dodatkowo usługa nie działa na telewizorze z wbudowanym ChromeCastem.

Wydajność i działanie iPhone 11

iPhone 11 to rakieta i ani przez chwilę nie poczułem, żeby wyposażonemu w procesor A13 Bionic sprzętowi brakowało mocy. To samo jeśli chodzi o RAM, którego jest tu tylko 4GB. Optymalizacja systemu robi swoje i myślę, że jeszcze długo będę z tej konfiguracji zadowolony niezależnie od tego czy chodzi o gry czy programy użytkowe. Nie jest jednak prawdą, że iOS na iPhonie jest bezproblemowy i nigdy się nie wiesza. Fakt, smartfon przez 3 miesiące zaliczył jedynie dwa zwisy które wymagały restartu, ale zdarzało mu się zawieszać na chwilę na niektórych aplikacjach. Zdarza się tak czasem z Instagramem, na początku problematyczny był też googlowski Snapseed, który wieszał się praktycznie co chwila. No ale też ostatni iOS nie jest rewelacją, więc nie będę udawał zdziwionego. na plus natomiast aktualizacje, na które nie muszę czekać i dostaję je tak jak wszyscy, w tym samym czasie.

Czy 64GB wbudowanej pamięci to za mało? Przypominam, że iPhony nie mają gniazd na karty microSD, więc decyzja o pojemności jest jednorazowa i pozostaje jedynie wymiana telefonu. Sam jestem tym trochę zaskoczony, ale 64 GB w zupełności mi wystarczają. Na chwilę obecną mam zajęte 47 z 64 GB, przy czym jestem przed czyszczeniem galerii z miliona zrzutów ekranu, bezsensownych zdjęć czy innych pierdół, które wylądowały tam przez ostatnie 3 miesiące. Wiele osób mówi, że pamięć w iPhone nie ma większego znaczenia ze względu na wszechobecną chmurę. Z iCloud akurat nie korzystam, zdjęcia trzymam natomiast przede wszystkim na smartofnie. Przestałem po prostu pobierać dane offline, głównie na Spotify czy Netfliks – zmienia się to jedynie podczas wyjazdów zagranicznych, choć w przypadku filmów i tak wybieram iPada, więc problemu nie ma. Myślę więc, że w dzisiejszych czasach – szczególnie jeśli nie zapychacie smartfona milionem aplikacji ze sklepu, taka pojemność w zupełności wystarczy do komfortowej codzienności z telefonem.

iPhone 11 rozwija skrzydła dopiero gdy jest częścią ekosystemu Apple

Moim zdaniem iPhona 11 czy w zasadzie jakikolwiek smartfon Apple powinno się oceniać pod względem całego ekosystemu a nie samodzielnego urządzenia. Nie żebym namawiał kogoś do kupowania dodatkowych sprzętów, ale uwierzcie mi, że spojrzycie wtedy na smartfona w zupełnie inny sposób. Warto też pamiętać, że to jedyne urządzenie, w którego cenie jest też cała systemowa integracja – jeśli patrzeć na to w ten sposób, można po części usprawiedliwić różnicę cen względem sprzętów konkurencji. Coś tam kiedyś kombinował Huawei – że niby można zrzucać zdjęcia przykładając smartfona do laptopa firmy, ale cały czas konkurencję dzieli od Apple przepaść.

Ja akurat posiadałem już starszego rMBP 13 i taniego iPada z 2018 roku, ale do telefonu dokupiłem Apple Watcha i słuchawki AirPods Pro. Z obu sprzętów jestem bardzo zadowolony. Miałem kilka zegarków przeznaczonych dla Androida i żaden nie oferował tak dużo jak Apple Watch. To samo ze słuchawkami, które nie dość że brzmią naprawdę dobrze, mają fajnie działające ANC to w dodatku bezbłędnie przełączają się między poszczególnymi urządzeniami Apple czyli oferują to, z czym zawsze miałem problem na Androidzie czy na słuchawkach od innych producentów. Odpinanie od jednego, dopinianie do drugiego urządzenia. Tego robić tu nie trzeba, kliknięcie dwóch rzeczy i słucham muzyki na innym sprzęcie. Skoro już jestem przy AirPods Pro – nie miałem jeszcze w uszach tak wygodnych słuchawek dokanałowych – a dodam, że używam ich codziennie po kilka godzin. Dla mnie bajka.

iPhone 11 – czas pracy na baterii

Bajką jest też czas pracy na jednym ładowaniu czyli coś z czego iPhony zasadniczo raczej nie słyną. Nie jestem fanem podawania wartości screen on time bo później się okazuje że komuś starcza na więcej a komuś na mniej. Dlatego raczej odnoszę się do swojego standardowego użytkowania, szczególnie że często używam bezprzewodowych słuchawek, lokalizacji i mam podłączony do iPhona 11 zegarek Apple Watch. Przez 3 miesiące może raz podpiąłem smartfona do ładowania w dzień, ale po prostu zasiedziałem się przed ekranem i dodatkowo używałem go jako nawigacji samochodowej bez podłączenia się do kabla. Dzień kończę więc czasem z 60 a czasem z 40 procentami baterii co jest dla mnie dużym zaskoczeniem bo przy tym samym trybie w poprzednich telefonach jakie posiadałem się to nie zdarzało. Zobaczymy jak bateria wytrzyma po kolejnych miesiącach użytkowania, natomiast na chwilę obecną jestem z niej bardzo mocno zadowolony i przestałem nosić ze sobą powerbanka. Jest też oczywiście ładowanie indukcyjne, do którego wreszcie się przekonałem.

Czy warto kupić iPhone 11?

To pytanie, na które nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Jeśli w ogóle nie macie z tyłu głowy dokupienia zegarka, komputera czy słuchawek – czyli wejścia w ekosystem Apple – to będzie po prostu niezły smartfon. Ale takich niezłych smartfonów jest na rynku więcej, są też przede wszystkim tańsze. Jeśli szukacie najnowocześniejszych urządzeń pod względem wyglądu, odrzucą Was od iPhone 11 masywna bryła i grube ramki. Różnica w komforcie użytkowania iOS-Android też nie jest już tak duża jak za czasów iPhone 4S. iPhone 11 to jednak bardzo sprawnie działające urządzenie z zapasem mocy na kilka najbliższych lat. Do tego posiada rewelacyjne aparaty, które przy okazji nakręcą fantastycznie wyglądające wideo. Czas pracy na jednym ładowaniu sprawia, że powerbanki leżą rozładowane w szufladzie i nawet przez chwilę nie myślałem by zabierać je ze sobą kiedy wychodzę z domu rano, a wracam wieczorem. Więc tak – po trzech miesiącach jestem z zakupu bardzo zadowolony i uważam, że to była dobra decyzja.

A czy nie lepiej było kupić droższy model? Przy takiej różnicy cen nie zdecydowałbym się na iPhona 11 Pro więc to się nie zmieniło. Lepszy ekran i dodatkowy obiektyw z kiepskim dwukrotnym zoomem to dla mnie za mało żeby dopłacić do smartfona aż półtora tysiąca złotych. Gdyby to było 5 stówek, wtedy spoko, ale nie 15 stówek. Czy warto było przesiąść się na iOS? Tak, ale głównie ze względu na ekosystem, który dzięki dodatkowym sprzętom jestem w stanie wykorzystać. Gdybym patrzył na to tylko pod względem smartfona nie poczułbym takiej różnicy względem Androida, który w niektórych aspektach podoba mi się bardziej, w niektórych mniej niż iOS. Czy jestem więc zadowolony z zakupu iPhona 11? Zdecydowanie tak i wciąż uważam, że to świetny smartfon, wart swojej ceny, która w porównaniu z modelami Pro jest naprawdę spoko.