56

12 000 to za mało, Starlink potrzebuje 30 000 satelitów więcej

W całej historii ludzkości na orbitę okołoziemską wysłano niespełna 9000 obiektów, z czego szacuje się, że 5000 jest tam nadal, ale tylko 1950 z nich działa i spełnia swoje zadanie. Dlatego tak duże poruszenie wywołał plan Elona Muska, który chce wynieść na orbitę blisko 12 000 satelitów w ciągu najbliższych 5 lat. Teraz okazuje się, że to nadal za mało...

12 000 nie wystarczy, SpaceX chce pozwolenie na kolejne 30 000

Tak, to nie jest literówka ani żaden błąd, Starlink powstaje z rozmachem, a SpaceX chce się przygotować na rosnący popyt na swoją usługę i już myśli o jej rozbudowie. Na to przynajmniej wskazują dokumenty, jakie FCC (Federal Communications Commission) złożyło w imieniu SpaceX do ITU (International Telecommunication Union). ITU zatwierdza częstotliwości jakie są rezerwowane dla poszczególnych operatorów satelitów komunikacyjnych, po to aby uniknąć interferencji i zakłóceń sygnału. FCC złożyło 20 wniosków po 1500 satelitów każdy, które mają znaleźć się na orbitach od 328 km do 580 km nad powierzchnią Ziemi.

Ewentualna zgoda, gdy zostanie wydana, będzie ważna przez 7 lat. W tym czasie SpaceX w myśl obecnych przepisów musi wysłać na daną orbitę przynajmniej jednego satelitę, który będzie na niej operował przez 90 dni. To się jednak wkrótce może zmienić, bo ITU zdaje sobie sprawę, że chętnych na tworzenie kosmicznego internetu jest znacznie więcej. Dlatego zamierza wymusić na tych podmiotach konieczność wyniesienia na orbitę większej liczby urządzeń, określonej procentowo.

Jeszcze w tym roku OneWeb zamierza wysłać drugi pakiet – 32 satelitów na orbitę przy pomocy rakiety Soyuz, a kolejne na początku przyszłego roku. Sieć stworzona przez OneWeb nie ma może rozmachu SpaceX, ale też ma zaoferować znacznie mniejsze opóźnienia w transmisji danych niż obecnie stosowane technologie. Wyraźnie zatem widać, że konkurencja nie śpi i SpaceX musi podkręcić tempo.

Starlink zapewni szybki dostęp do sieci z każdego miejsca na świecie

W tej chwili SpaceX ma pozwolenie na wyniesienia na orbitę blisko 12 000 satelitów Starlink i przynajmniej połowę z nich musi tam umieścić do końca 2024 roku. Jak do tej pory na orbitę trafiło 60 urządzeń, które poleciały w ramach testowej misji jeszcze w maju. Do końca tego roku w planie lotów firma ma wpisane jeszcze przynajmniej 3 kolejne starty, które mogą powiększyć konstelacje o kolejne 180 satelitów. Póki co jednak żadna z tych misji nie ma jeszcze definitywnej daty startu, a zegar tyka. Elon Musk chciałby uruchomić usługę już w przyszłym roku dla Kanady i północnej części Stanów Zjednoczonych. Aby świadczyć ją na skalę globalną potrzebuje podobno przynajmniej 1440 satelitów, czyli 24 lotów Falcona 9.

Według wstępnych informacji jakie pojawiają się w sieci, Starlink będzie mógł zapewnić internet o przepustowości rzędu 1 Gbps przy opóźnieniach około 25 ms, z dowolnego miejsca na świecie. Jeśli zapowiedzi te znajdą potwierdzenie w rzeczywistości, a cena będzie akceptowalna, to projekt ten ma szansę odnieść ogromny sukces. Wygląda na to, że możemy się o tym przekonać już pod koniec przyszłego roku.

Tylko czy to wszystko się zmieści na orbicie?

Trudno nie odnieść wrażenia, że skoro SpaceX chce zwiększyć liczbę satelitów okrążających Ziemie praktycznie ośmiokrotnie, to na orbicie musi się zrobić tłoczno. Trzeba jednak pamiętać, że orbita okołoziemska to nie płaska powierzchnia, satelity będą rozmieszczone na różnych wysokościach i na ogromnej powierzchni, znacznie większe niż powierzchnia samej planety, dlatego nawet kilkadziesiąt tysięcy nie stanowi problemu w kwestii kolizji. Tym bardziej, że elementy systemu Starlink monitorują przestrzeń wokół siebie i może samodzielnie poruszać się w po różnych orbitach.

Większy problem będą mieli natomiast astronomowie, tak duża liczba jasnych obiektów oplatających siecią całą planetę może przeszkadzać im w obserwacji kosmosu. Elon Musk zapewniał co prawda ostatnio, że jego urządzenia zbudowane są tak aby minimalizować negatywne efekty, ale nie wiemy jak to będzie wyglądało w praktyce. Z pewnością będzie to bardzo ciekawy eksperyment, który miejmy nadzieje już w przyszłym roku da nam odpowiedź na to, czy internet z satelity to faktycznie warta uwagi alternatywa.