36

Znowu zacząłem kupować na zapas. To wszystko przez znikanie ebooków z wirtualnych półek

Długo robiłem co w mojej mocy, by oduczyć się kupowania na zapas — i naprawdę mi się to udało. Ale obecna sytuacja w świecie elektronicznych książek kazała mi nieco zmienić te nawyki...

Kilka lat temu obiecałem sobie, że przestanę kupować rzeczy na zapas. Chomikowanie wszystkiego co popadnie i wrzucanie do koszyka tylko dlatego że jest super okazja okazało się niezwykle zgubne dla portfela, ale w gruncie rzeczy… było nieopłacalne. Większości z gier, filmów, seriali czy książek i tak nie tykałem. Bo nie. było czasu, bo ciągle pojawiało się coś nowego, bo nie miałem ochoty, albo pojawiała się nowsza wersja z pakietem usprawnień. Ostatnie przygody jednak zachęciły mnie do zakupów na zapas — przynajmniej elektronicznych wydań książek. Oczywiście nie biorę wszystkiego co leci, bo przy fenomenalnej scenie promocji w polskich księgarniach zbankrutowałbym w mgnieniu oka, ale jeżeli któraś z książek na jakiej mi zależy jest tańsza — biorę od razu. Druga taka okazja może się już nie powtórzyć.

Licencje wygasają, książki znikają z półek: także tych wirtualnych

O ile w przypadku druku na półki trafia ustalona odgórnie ilość egzemplarzy i później możemy liczyć na dodruk / zakup z drugiej ręki (czasami po kosmicznie wysokich cenach), to tutaj działa to trochę inaczej. Kiedy wygasa licencja na dystrybucję danej pozycji, ta nie jest dłużej sprzedawana w wirtualnych księgarniach. Oczywiście nie oznacza to, że już nigdy do nich nie powróci — taka sytuacja spotkała kilka lat książki Haruki’ego Murakami’ego. Ale nie wszyscy są na tyle poczytni i pożądani by móc liczyć na takie przywileje, czego idealnym przykładem jest chociażby „Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy” Eda Vulliamy’ego. Książka zniknęła z wirtualnych półek, czekałem kilka miesięcy — sytuacja się nie zmieniła. Nie pozostało mi zatem nic innego jak… pożyczenie jej wersji papierowej od przyjaciół czy zakup właśnie w takiej formie. Fatalnie, szczególnie z perspektywy kogoś, komu znacznie wygodniej czyta się cyfrowe wersje książek.

Nie jest to jednak jedyna poszukiwana przeze mnie pozycja, która zniknęła i nic nie wskazuje na to, by miała powrócić. Nie na wszystkich też mi AŻ TAK zależy by zamawiać czy pożyczać wersję papierową, wiele z nich więc po prostu omijam. I tak mam dostatecznie długą kolejkę, trudno — jednak strata tak naprawdę leży po obu stronach.

I właśnie takie sytuacje sprawiają, że znowu zacząłem kupować na zapas. Nie robię tego hurtowo, po prostu kiedy chcę jakąś książkę i nie biorę jej w dniu premiery, to z automatu ustawiam filtr w niezawodnym UpolujEbooka. Kiedy cena spadnie do interesującego mnie poziomu i zostanę o tym powiadomiony mailem, zakupy robię niemalże natychmiast. Bo to może być ostatni raz, kiedy jest ku temu szansa — i wiem że trąci to lekką paranoją, no ale tak działa ten rynek. Licencje wygasają, wydawnictwa upadają i często bez jakiegokolwiek uprzedzenia książki znikają w mgnieniu oka. Zresztą nawet jeżeli takie zapowiedzi są, to przyznaję, że tego specjalnie nie śledzę, po prostu. Wszystko fajnie, jak działa.