48

„Klik” – i państwo będzie wiedzieć, kiedy i z kim uprawiałeś seks

Komisarz australijskiej policji zaproponował by wyrażenie zgody na odbycie stosunku seksualnego odbywało się za pomocą... aplikacji.

Świadoma zgoda na seks jest zagadnieniem, na temat którego dyskusja publiczna trwa od wielu lat. Powraca jak bumerang przy wszystkich napaściach i gwałtach. Dyskusja nie ustaje, a komisarz australijskiej policji zaproponował… by taką świadomą zgodę na seks użytkownicy wyrażali wybierając odpowiednią opcję w aplikacji. Wówczas wszystko będzie zarejestrowane i w razie jakichkolwiek problemów, będzie dowód, że partnerzy na wszystko się zgodzili. Oczywiście na krytykę tej idei nie trzeba było specjalnie długo czekać – ale to chyba nikogo specjalnie nie dziwi?

Komisarz który zaproponował technologiczne rozwiązanie został momentalnie skrytykowany za swoje krótkowzroczne podejście. Przeciwnicy tego pomysłu znaleźli wiele argumentów przeciwko. Wśród najważniejszych jest cały zestaw obaw o nadużycia związane z opcją takiego zaznaczenia zgody na odbycie stosunku seksualnego w aplikacji. Bo przecież po wejściu takiego opcji w życie — zmuszenie potencjalnej ofiary gwałtu może nie być czynem niemożliwym, a wręcz przeciwnie. W strachu o własne zdrowie lub życie może okazać się zadaniem łatwiejszym, niż może się wydawać. To sytuacje kryzysowe, w których decyzje podejmowane są inaczej i nie zawsze są one oczywiste. Ponadto pojawiły się także głosy, że taka aplikacja może zostać wykorzystana do zwiększonego nadzoru państwowego (administracja miałaby informacje kto, z kim, jak i kiedy). Ponadto przecież dochodzi jeszcze kwestia tego, że jedna ze stron może zmienić zdanie po tym, jak w smartfonie zaznaczył już zgodę — i co w takiej sytuacji? Przecież smartfon mówi, że wszystko odbyło się za obopólną zgodą.

Komisarz australijskiej policji, Mick Fuller, usilnie przekonuje, że jego pomysł byłby w stanie ochronić każdą ze stron — bo mógłby posłużyć jako dowód w sądzie. Statystyki wyglądają dramatycznie, a w jego opinii takie rozwiązanie mogłoby być bolączką na wszystkie problemy. Cóż, mam nadzieję, że nigdy nie będziemy musieli się o tym przekonywać. Kilka miesięcy temu podobna aplikacja trafiła na duński rynek – i w mgnieniu oka została silnie skrytokowana zarówno przez prasę, jak i użytkowników, dość szybko pojawiły się wątpliwości czy dane z aplikacji będą mgły posłużyć jako dowód w sądzie. Najlepszym komentarzem w temacie wydaje się ten profesora Mikkela Flyverboma, zasiadającego w radzie etyki, który twierdzi że taka aplikacja odzwierciedla naiwną wiarę w technologię.

Źródło: 1, 2