56

Żegnaj samochodowa nawigacjo

Pierwszą i jak się okazało jedyną samochodową nawigacją jaką kupiłem, było Mio Moov 200. Były okolice 2006 roku, sprzęt służył mi przez dobrych kilka lat. Wygrzebałem go ostatnio z szuflady i próbuję sobie przypomnieć kiedy tam wylądował. Oczywiście wyparł ją smartfon. Nigdy nie celowałem w najdroższe modele. Nie interesowało mnie ich „hackowanie”, wrzucanie do nich […]

Pierwszą i jak się okazało jedyną samochodową nawigacją jaką kupiłem, było Mio Moov 200. Były okolice 2006 roku, sprzęt służył mi przez dobrych kilka lat. Wygrzebałem go ostatnio z szuflady i próbuję sobie przypomnieć kiedy tam wylądował. Oczywiście wyparł ją smartfon.

Nigdy nie celowałem w najdroższe modele. Nie interesowało mnie ich „hackowanie”, wrzucanie do nich filmów, wgrywanie Automapy i inne cuda, które wyprawiano na forach traktujących o samochodowych nawigacjach. Sprzęt miał doprowadzić mnie z punktu A do punktu B i wspomniany model wywiązywał się z tego zadania świetnie. W którymś momencie mapy przestały być aktualne, aktualizacja oczywiście płatna, ale i to specjalnie mi nie przeszkadzało. Miałem znajomego, który w okolicach 2007 roku opowiedział mi jak w Polsce aktualizuje się mapy. Kiepsko opłacani studenci na kacu ogarniają sprawę tak, by wyrobić się z czasem, a ręczne poprawki nanoszą niezbyt dokładnie. Szczególnie kiedy dzień wcześniej „impreza była gruba”. Ostatecznie moje Mio kiepsko zniosło zmiany temperatur i niektóre plastiki wygięły się na tyle, że część obudowy potrafiła odskoczyć – bateria natomiast starczała na tyle, by zdążyć podłączyć ładowarkę do slotu na zapalniczkę.

Mio Moov 200

Dumałem nad zmianą, zapoznawałem się z różnymi modelami – w tym z zachwalanymi sprzętami TomToma. Doceniałem rady, ale za najfajniejszą opcję modeli tej firmy uznałem możliwość dołożenia głosu Lorda Vadera. Taki był ze mnie GPS-owy klient. Ostatecznie nie zdecydowałem się na zakup kolejnego urządzenia – choć oferty były atrakcyjne cenowo. Był to czas kiedy ludzie bardzo chętnie kupowali nawigacje, więc i wybór miałem dość szeroki. Ktoś ze znajomych zaczął jeździć ze smartfonem. Spróbuję – pomyślałem.

Na przerzucenie się na smartfonową nawigację największy wpływ w moim przypadku miało dodanie nawigacji do mapek Google. Próļowałem coś kombinować bez nich – ba, myślałem nawet nad dokupieniem specjalnego nadajnika GPS do PlayStation Portable, ale to nie było to. Właśnie dopiero opcja nawigacji w Google Maps sprawiła, że przekonałem się do tego rozwiązania. Używam tychże mapek po dziś dzień, choć to chyba najgorsza nawigacja dostępna na Androidzie i iOS. Wierzę jednak, że googlowskie mapy są na tyle aktualne, że nie wywiozą mnie na manowce. Oczywiście zdarzyło mi się na nich jechać drogą, której oficjalnie nie ma – ale przecież to może zdarzyć się w każdej nawigacji, tak? Ze śmiesznych sytuacji – iPhone 4S zagrzał mi się kiedyś po drodze nad morze – czarna obudowa, w dodatku otulona silikonową osłonką i promienie słoneczne (nawet przez szybę), to nie jest najlepszy pomysł.

Nawigacja Google

Ostatnimi czasy przeglądam i testuję również inne programy – już na Androidzie. Posiadam telefon o przekątnej ekranu 5,9” więc i komfort takiego rozwiązania jest dość duży. Celuję głównie w aplikacje darmowe – używam nawigacji sporadycznie, więc i wydawanie dodatkowych pieniędzy na abonamenty jest mi nie na rękę. Spodobała mi się nawigacja Panoramy Firm, fajny był też NaviExpert (testowałem przez 7 darmowych dni), dziś Sygic – słyszę na jego temat różne opinie. Podobają mi się nasze rodzime wariacje – Yanosik i Rysiek WidziMisie. Nigdy nie miałem CB radia, więc nie jestem wkręcony w klimat informowania kogokolwiek o radarach czy patrolach. Ale zdarzyło się już, że i jedna, i druga aplikacja ostrzegła mnie o nieznanym radarze. Staram się jeździć przepisowo (i wszystkich do tego zachęcam), ale nie od dziś wiadomo jak w Polsce wygląda kwestia radarów, montowanych szczególnie na terenach małych gmin. One nie mają poprawiać bezpieczeństwa, ale kierować strumień pieniędzy do budżetów. Chyba nie taki był zamysł.

Rezygnacja z dedykowanych nawigacji na rzecz smartfonów czy kompaktowych tabletów to kolejny dowód na to, że uniwersalne urządzenia wypierają dedykowane sprzęty. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nawigacja to nawigacja i jest często zwyczajnie lepsza od smartfonowych aplikacji. Ale podobnie jak w kwestii muzyki, dla wielu osób liczy się przede wszystkim wygoda. Smartfon jest w kieszeni, nie jest kolejnym wydatkiem, a dla niezbyt wymagających użytkowników w zupełności wystarczy. Chociaż jeżdżenie z moim Mio wspominam bardzo dobrze.

grafika: 1, 2, 3