55

Nie wiem, co zrobiłbym bez Zdjęć Google. Przecież ta usługa jest genialna (i darmowa!)

To już cztery lata ze Zdjęciami Google i dziś mogę to napisać wprost: nie potrafiłbym zrezygnować z tej usługi. Wszystko co zapewnia, od podstaw po zaawansowane funkcje, sprawia, że nie rozglądam się za konkurencją. O ile takowa w ogóle istnieje.

Jest wiele aplikacji, które ułatwiają nam wykonywanie codziennych czynności, a nawet obowiązków. Rozbudowane, multimedialne komunikatory nie przypominają już klasycznych aplikacji sprzed -nastu lat, nawigacja nie polega jedynie na wytyczaniu trasy na mapie, ale bierze pod uwage wiele, wiele innych czynników jak ruch uliczny i wszystkie inne wskaźniki w czasie rzeczywistym, a bankowość internetowa i płatności zbliżeniowe pozwalają zapomnieć o portfelu. Do tego grona usług i aplikacji dopisałbym jeszcze jedną, która dla wielu wydaje się oczywistością, dla innych czymś zbędnym, a dla mnie stała się podstawą wszystkiego, co związane z robieniem zdjęć. Robię to w ramach swojej pracy (wyjazdy, konferencje), ale fotografuję też dla przyjemności (zupełnie amatorsko), więc rolka aparatu zawsze pęka w szwach i zapanowanie nad tym wszystkim wcale nie jest takie łatwe jak mogłoby się wydawać.

Zdjęcia Google są z nami od naprawdę dawna – to już 4 lata. W tym czasie firma zdążyła co nieco pozmieniać, może ulepszyć, coś popsuć i coś naprawić. Ale zasady u podstaw Zdjęć Google pozostały niezmienione: aplikacja służy do synchronizacji zdjęć z pamięci telefonu (oraz innych urządzeń dzięki apce na komputer) z serwerami Google, dizęki czemu na innych naszych sprzętach lub po zmianie smartfona, zyskujemy dostęp do dokładnie taj samej biblioteki fotografii, którą gromadziliśmy wcześniej. To takie proste, a tak genialne – używając dwóch telefonów albo testując smartfony i laptopy mogę zapomnieć o czymś takim jak kopiowanie zdjęć. Moje prywatne fotografie też pozostają bezpieczne na wypadek kradzieży telefonu lub jego zgubienia albo awarii. Wiem, to banały, ale członków rodziny oraz znajomych już to spotykało i później mocno dziękowali mi za aktywowanie kopii zapasowej w Zdjęciach Google.

Ale na tak prozaicznej funkcji możliwości Zdjęć Google się nie kończą. Po każdym wyjeździe mogę śmiało liczyć na automatyczne utworzenie albumu z najlepszymi, zdaniem algorytmów, zdjęciami, a przede wszystkim bez dubli. Oczywiście albumy można edytować i w razie potrzeby zdjęcia się podmieni, jeśli uznamy, że czegoś zabrakło albo wolimy inne ujęcie, ale efekt bywa piorunujący, bo na pytania bliskich o galerię z wyjazdu mam krótką odpowiedź: wysyłam link. A i mi samemu zdarza się na przeglądanie gotowych albumów, bo tak jest wygodniej. Żadnego przebierania, układania.

Jest jednak coś, co mnie wciąż zachwyca i zaskakuje. Mowa naturalnie o wyszukiwarce. Nie jest idealna, nie działa perfekcyjnie, ale jej możliwości niejednokrotnie urtowały mi skórę, gdy ważne zdjęcie zginęło w morzu tysiąca (podobnych) fotek. Wpisanie w pole formularza nazwy miejscowości, daty czy słowa określającego okoliczności lub nazwę przedmiotu bywa wystarczające. Podając hasło jestem w stanie w ciągu kilku sekund dotrzeć do zdjęcia, którego odnalezienie w klasycznej biblioteczce zajęłoby mi kilka, kilkanaście, a może i kilkadziesiąt minut. Posiadam zdjęcia, których kopii jeszcze nie wykonałem (choć staram się nadrabiać braki) i gdy zapragnę na nie popatrzeć albo komuś pokazać, to zaczynają się schody. I to wysokie i strome.

Wybierając ograniczoną jakość zdjęć, która okazuje się wystarczająca dla sporej grupy osób, nie zapłacicie za te funkcje ani grosza. Wiem, za ich działanie płacę informacjami na swój temat, ale ani te zdjęcia nie zawierają niczego wyjątkowego, ani nie bywam w sekretnych miejscach obawiając się o prywatność, że musiałbym się ukrywać i obawiać o pakiet danych na serwerach Google. Poza tym, coraz więcej zdjęć wykonuję aparatem i nie wszystkie trafiają na serwery, więc ta zasłona poufności cały czas wisi i mogę z niej skorzystać.

Dostrzegamy technologiczny postęp na każdym kroku i tylko czasami udaje nam się zatrzymać, by docenić to, co każdego dnia nam pomaga. Dziś tak się stało ze Zdjęciami Google, które były w stanie mi pomóc zebrać najważniejsze zdjęcia tej jednej, konkretnej osoby. Nie wiem, ile normalnie by mi to zajęło, ale tutaj wystarczyło wspomóc algorytmy wskazując kilka zdjęć z tą osobą, by wyszukiwarka działała jeszcze lepiej. I to jest coś re we la cyj ne go, bo efekty ucieszą nie tylko mnie.