33

Zauważyliście, że Uber jest jak adidasy i pampersy?

Uber nie ma lekko - do takich wniosków można dojść przynajmniej raz w tygodniu. Gdyby jeszcze chodziło o jeden kłopot, który ciągnie się od dawna, ale którego rozwiązanie zakończy temat. Tymczasem można tu mówić o całym pakiecie problemów: finansowych, społecznych, politycznych, moralnych. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, inne firmy jakoś nie kojarzą się aż tak z licznymi wyzwaniami. Jednocześnie trzeba jednak wspomnieć, że mało która firma jest wskazywana jako wzór pewnego mechanizmu, produktu czy rozwiązania. Uberowi udało się zostać symbolem.

Wszystkie problemy Ubera

Ten śródtytuł mógłby już posłużyć za tytuł książki. Spór z korporacjami taksówkarskimi, pytania ze strony polityków, urzędników i służb (czasem na pytaniach się nie kończy), afera z inwigilowaniem dziennikarzy, oskarżenia o gwałty i molestowanie skierowane w stronę kierowców współpracujących z firmą, dyskusja dotycząca wyceny korporacji, a przy tym jej wyników finansowych – sporo tego. Gdyby ktoś spytał mnie o inny biznes, który musi mierzyć się z takimi kłopotami, to miałbym problem z szybką odpowiedzią.

Amerykańska firma jakoś sobie radzi, mimo tych wszystkich barier (część to oczywiście efekt ich działania) ciągle rośnie w siłę. Może i nie zarabia, może irytuje taksówkarzy, a niektórzy politycy zapewniają, że przyjrzą się jej funkcjonowaniu, ale chyba niewiele osób postawi pieniądze na to, że ten interes zaraz zniknie albo mocno straci na znaczeniu. Dyskusje dotyczą raczej tego, jak dynamicznie firma może się rozwijać, pozyskiwać wsparcie inwestorów i rozszerzać zakres usług. Słowo „Uber” powinno długo pojawiać się przynajmniej w branżowych wpisach. Zwłaszcza, że stało się symbolem, co stanowi już teraz pewne zwycięstwo firmy.

Pampersy, adidasy i Uber

Kojarzycie pewnie produkty, które dały nazwę całym półkom, gatunkom towarów. Często przywoływanymi przykładami są Pampersy, które stanowią dzisiaj synonim dla pieluch oraz buty marki Adidas, które symbolizują wszystkie pary obuwia sportowego. To oczywiście wygląda inaczej w różnych krajach, znajdziemy inne przykłady, nie możemy mówić o takim samym wpływie i znaczeniu w skali globalnej. Mnie chodzi jednak o sam mechanizm utożsamiania segmentu, rodzaju towarów czy usług z jedną marką. Taką marką stał się Uber dla biznesów nowego typu. Dla tzw. ekonomii współdzielenia, chociaż coraz częściej z ową ekonomią współdzielenia ma to niewiele wspólnego. A Uber najlepszym dowodem…

Co jakiś czas trafiam na opisy nowych interesów i jeśli firma ma być szybko przedstawiona, to mówi się o niej „startup X, Uber w branży Y”. Przykłady? Jakiś czas temu czytałem o Uberze fryzjerskim (The ‚Uber for haircuts’ is finally here), innym razem o Uberze dla hydraulików czy złotych rączek (HouseCall, the Uber for all your home services, raises $1.5M from e.ventures), w końcu o Uberze do badań krwi (This Uber For Blood Draws Is Cutting Health Care Costs). Zazwyczaj chodzi po prostu o cięcie kosztów, docieranie z usługą do klienta – to stanowi wspólny mianownik.

Coraz więcej zawodów posiada dedykowane aplikacje i można zamówić masaż, sprzątanie albo posiłek tak, jak wzywa się samochód w ramach biznesu Ubera. Przed rokiem jeden z autorów WSJ napisał wprost There’s an Uber for everything now. Z jednej strony ciekawa jest zmiana w funkcjonowaniu usług, z drugiej fakt, że jej symbolem stał się Uber. Te aplikacje/usługi mogą mieć lokalny zasięg, mogą zniknąć za kilka miesiecy – nie o to w tym momencie chodzi. Istotne jest to, jak są określane. Czy dla Ubera ma to jakieś znaczenie? Moim zdaniem, ma. To nie tylko reklama, ale też legitymizacja jego wpływów i rozmiarów. Uznaje się, że każdy wie, czym jest Uber. I będzie wiedział, bo ta firma nie zniknie. Tak jak nie zniknęły marki Adidas i Pampers…