6

Zaskakuje mnie Uber szastający kasą

Jeszcze kilka lat temu niewiele osób słyszało o startupie Uber. Jeżeli owe kilka lat rozciągniemy do ponad sześciu, to okaże się, że o Uberze nie mogliśmy słyszeć, bo nie istniał. Dzisiaj to już jednak bardzo znana marka i to w skali globalnej. Rosną w siłę i mimo różnego typu problemów rozszerzają swoje wpływy. Dostrzegam tę […]

Jeszcze kilka lat temu niewiele osób słyszało o startupie Uber. Jeżeli owe kilka lat rozciągniemy do ponad sześciu, to okaże się, że o Uberze nie mogliśmy słyszeć, bo nie istniał. Dzisiaj to już jednak bardzo znana marka i to w skali globalnej. Rosną w siłę i mimo różnego typu problemów rozszerzają swoje wpływy. Dostrzegam tę ewolucję, ale nadal nie mogę pojąć, jak to się dzieje, że startup jest w stanie wyłożyć trzy miliardy dolarów na przejęcie potężnego oddziału technologicznego giganta.

Spora część z Was wie pewnie o czym mowa, rano pisało tym Tomasz: Uber ostrzy sobie zęby na należący do Nokii biznes HERE. Startup był już wcześniej wymieniany w gronie potencjalnych nabywców map fińskiej korporacji, ale przyznam, że patrzyłem na to z przymrużeniem oka – wymienić można każdego, ale nie oznacza to z automatu, że dojdzie do transakcji. Jeśli w kolejce ustawiają się giganci z niemieckiego rynku motoryzacyjnego, Amazon czy Facebook, to czego może tu szukać Uber…

Here

To nie jest lekceważenie. To raczej niezrozumienie dla mechanizmów rządzących dzisiejszym biznesem, dla cudów, do jakich dochodzi w świecie nowych technologii. Może w innych biznesach jest podobnie, nie śledzę ich, więc nie wiem. Ale czy w segmentach odzieżowym, spożywczym albo meblarskim znajdziemy historię podobną do przejęcia WhatsApp przez Facebooka za grube miliardy dolarów? Czy w innym segmencie jest możliwe, by zbudować w kilka lat biznes, który będzie wyceniany na taką górę pieniędzy?

Chociaż każdego dnia czytam o dużych sumach wydawanych w tej branży, to nadal nie dociera do mnie, jak to się dzieje, że taki Uber może stanąć do wyścigu z kolosami i wyłożyć na stół 3 mld dolarów. Owszem, rozwijają się i pozyskują inwestorów, są wyceniani na kilkadziesiąt miliardów dolarów, ale trzeba pamiętać, że ta wycena nie odzwierciedla realnej wartości biznesu. W końcu może się okazać, że przesadzono wyceniając złote biznesy na 5-10-15, a w skrajnych przypadkach kilkadziesiąt miliardów dolarów. Może się też okazać, że ten przeceniony biznes za kilka miliardów dolarów przejął wcześniej coś dużego i znanego od dawna – np. may HERE.

uber

Gdyby to Uber wygrał wyścig o HERE, byłbym zdziwiony. Nawet trochę zmieszany. Z jednej strony fascynujące, z drugiej niepokojące. Pojawia się bowiem pytanie: co będzie dalej? Do jakich jeszcze ciekawych transakcji może dojść w tym sektorze? Student stworzy aplikację, która osiągnie sukces i chociaż nie będzie przynosić kokosów, to spece dostrzegą w niej wielki potencjał. I możliwe stanie się np. przejęcie zatrudniającej kilka tysięcy osób firmy działającej od kilkunastu lat. Niby pojawia się stara zasada: a kto bogatemu zabroni? Ale czy te startupy rzeczywiście są bogate?