4

Zarząd Boeinga chce odrzucenia pozwu akcjonariuszy. Uważa, że dobrze nadzorował prace nad 737 Max

Sprawa Boeinga 737 Max regularnie powraca na łamy portali. O ile ostatnie newsy dotyczyły, tylko i aż, ponownego dopuszczenia tego samolotu do użytkowania, to dziś znów powraca temat odpowiedzialności zarządzających koncernem za dwie katastrofy tych samolotów. Temat, który jaskrawo pokazuje, że nikt w tej firmie nie poczuwa się do prawdziwej odpowiedzialności i posuwa się w tłumaczeniach do żenujących twierdzeń o jakości nadzoru nad całym projektem. Dzięki swojej pozycji Boeing zdołał już wykpić od odpowiedzialności karnej, teraz próbuje to samo zrobić z pozwami cywilnymi.

2,5 mld i nie ma sprawy

Już jakiś czas temu w świat poszła informacja o ugodzie Boeinga z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości, w której za obietnicę zapłaty odszkodowań i kar na sumę 2,5 mld dolarów zdjęto z zarządzających Boeingiem odpowiedzialność karną za wypadki 737 Max. Kwota może robić pewne wrażenie, o ile człowiek nie wczyta się głębiej, tam okazuje się, że te pieniądze (a raczej znacznie większe) i tak trafiłyby na ręce rodzin ofiar i uziemionych klientów wyniku pozwów cywilnych.

To nie jest jednak koniec sądowych batalii zarządu, Boeinga zdecydowali się pozwać też akcjonariusze firmy, którym spadki wywołane aferą pożarły sporą część kapitału. Twarzą pozwu jest Thomas DiNapoli, szef stanowego funduszu emerytalnego New York State Comptroller, który w imieniu swoim i innych inwestorów złożył skargę, twierdząc że zarząd Boeinga dopuścił się rażących zaniedbań w procesie wdrażania 737 Max.

Najcięższym zarzutem jest oczywiście to, że celowo omijano część procedur bezpieczeństwa, aby szybciej i taniej wprowadzić samolot do użytku. czym sprzeniewierzył się swoim obowiązkom powierniczym. Akcjonariusze zarzucają też zarządowi to, że nie stworzono żadnych procedur umożliwiających ocenę i monitorowanie bezpieczeństwa samolotu w początkowym okresie jego służby.

Zarząd z kryształu

Odpowiedź Boeinga można by streścić słowami piosenki T.Love, „Jest super, jest super, więc o co Ci chodzi”… Firma wniosła o całkowite odrzucenie pozwu pisząc między innymi że:
„Dyrektorzy Boeinga sprawowali ścisłą kontrolę w okresie, w którym samoloty komercyjne, a w szczególności Boeing, osiągały coraz wyższy poziom bezpieczeństwa”.

Pozywający według koncernu ignorują istnienie solidnych systemów, które od dawna funkcjonowały i dostarczały informacje o sprawach związanych z ryzykiem danego rozwiązania. Zarzucono im też, że narracja udziałowców, twierdzących że kultura inżynierii bezpieczeństwa została celowo zdemontowana jest fałszywa i tendencyjna.

„Rysy” na krysztale…

Stoi to w sprzeczności choćby z tym, co wiemy ze wspomnianej wcześniej ugody z Departamentem Sprawiedliwości, w której zarząd przyznał, że firma świadomie zataiła szczegóły dotyczące systemu MCAS, który doprowadził do obu katastrof tak przed agencją lotnictwa, jak i przed pilotami.

Pierwsze miało przyśpieszyć certyfikację, drugie pozwoliło uniknąć kosztów organizacji szkoleń dla pilotów. Udawanie, że 737 Max lata tak jak inne 737, kosztowało ostatecznie życie 346 osób i miliardy dolarów strat dla Boeinga, udziałowców i klientów, którym uziemiono samoloty.

Niestety, sprawy wyglądają tak, że powiązania Boeinga z administracją państwową prawdopodobnie zapewnią zarządowi koncernu nietykalność. Nikt nie wyciąga konsekwencji wobec tej firmy ani w przypadku katastrof lotniczych, ani ślimaczących się i horrendalnie drogich programów kosmicznych. Chyba tylko kolejne nieszczęście mogłoby to zmienić, ale miejmy nadzieję, że akurat do tego więcej nie dojdzie.

Źródło: [1]