29

Zalany telefon? Jest na to startup

Miałem ostatnio ciekawe spotkanie z przedstawicielem startupa Gadget Saver. To produkt irlandzki który właśnie wchodzi na Polski rynek oraz do krajów z nami sąsiadujących. Jest to wynalazek dwóch irlandzkich przedsiębiorców którzy stworzyli produkt ratujący nasz sprzęt elektroniczny (nie tylko telefony) przed zniszczeniem spowodowanym zatonięciem, utonięciem, zalaniem itp. Według nich jest to po upadku (jak przypuszczam) […]

Miałem ostatnio ciekawe spotkanie z przedstawicielem startupa Gadget Saver. To produkt irlandzki który właśnie wchodzi na Polski rynek oraz do krajów z nami sąsiadujących.

Jest to wynalazek dwóch irlandzkich przedsiębiorców którzy stworzyli produkt ratujący nasz sprzęt elektroniczny (nie tylko telefony) przed zniszczeniem spowodowanym zatonięciem, utonięciem, zalaniem itp. Według nich jest to po upadku (jak przypuszczam) druga najczęściej występująca przyczyna zniszczenia naszego telefonu. Powołują się też na news z Sky News z października 2011 który podał, że w samym UK ok 850 tysięcy telefonów wpada do toalet w ciągu roku :)

Są też inne liczby udowadniające, że powódź czy utonięcie to dla naszego sprzętu koniec życia. I tutaj z pomocą przychodzi irlandzki wynalazek. Otóż Gadget Saver to opatentowane w Europie rozwiązanie pozwalając osuszyć nasz telefon.

Zamiast chodzić do serwisu z zalanym sprzętem kupujemy pakiet Gadget Saver – wycieramy go do sucha a następnie zamyka go razem z tajemniczym wkładem do tajemniczej torebki. Po 8 godzinach telefon jak podają twórcy w 99% przypadków jest sprawny (są oczywiście sytuacje ekstremalne lub takie w których trzeba wymienić baterię bo to ona podobno najszybciej się uszkadza).

Jak to dział? W cudownej czerwonej torebce tworzy się komora która posiada praktycznie zerową wilgotność. Wytworzona jest ona przez zamknięty układ w którym z jednej strony jest opatentowane tworzywo torebki która ma aż 7 warstw (w czym jedna z warstw zapobiega przemieszczaniu się ładunku elektrycznego). Wewnątrz układu (torebki) umieszczamy opatentowany absorbent który pomaga wyciągnąć wodę z urządzenia. Oczywiście przed umieszczeniem telefonu w Gadget Saver trzeba go przetrzeć i rozebrać (wyjąć baterię). Autorzy wynalazku jak już pisałem twierdzą, że po 8 godzinach mamy 99% szans na uratowanie telefonu (odtwarzacza mp3, kluczyków samochodowych itp). Ważne jest aby użyć tego cudownego pakietu do 24 godzin od zalania sprzętu.




Teraz o biznesie – pakiet taki kosztuje do 40 PLN (o ile dobrze pamiętam). Jak też wspomniałem rozwiązanie to opatentowane jest w całej Europie. I teraz ciekawostka – nie dowiedziałem się dokładnie ile kosztowały patenty ale jest to kwota powyżej 100 tysięcy Euro. Opatentowali kilka elementów rozwiązania tak aby nie dało się go łatwo podrobić i sprzedać.

Produkt jest już na rynku (Irlandia, Węgry, UK, US i Kanada itp) i od dwóch miesięcy dostępny też w Polsce. Problemem jest jednak to, że sprzedaż na większą skalę takiego gadżetu możliwa jest tak naprawdę tylko przy współpracy z operatorami czy też dużymi sieciami sprzedającymi akcesoria i telefony komórkowe (w Polsce takie nie występują).

Tak więc tego typu biznes może być hitem ale może też się okazać, że po kilku „odmowach” właściwie nie ma szans zaistnieć na naszym rynku. I to jest chyba największe ryzyko tego projektu. Wprawdzie operatorzy oferujący na przykład ubezpieczenia dla telefonów mogliby wykorzystać taki produkt do minimalizacji start i napraw natomiast nie zawsze i nie koniecznie musi być to na rękę samym producentom :)

Nie udało mi się dowiedzieć jak wygląd obecnie sprzedaż tego „zestawu” – ponoć na razie trwa kampania i czekają na efekty. Co ciekawe w sieci nie znalazłem też na razie za dużo opinii na temat samego produktu i jego skuteczności. To dość dziwne bo temat wydaj się być dość interesujący i można znaleźć wiele dyskusji na temat tego jak ratować zalany telefon.

Problemem Gadget Saver, który rzuca się moim zdaniem dość mocno w oczy jest witerunek tego produktu w sieci. Jest wręcz dramatycznie, pół amatorskie filmy – strona jak z 2000 roku. Wydając ogromne pieniądze na patenty warto było zostawić trochę na marketing. Owszem to produkt typowo offlionwy ale nikogo już chyba dzisiaj nie trzeba przekonywać, że wizerunek w internecie jest ważny.

Osobiście nie testowałem Gadget Saver – zrobiłbym to chętnie jeśli znalazłby się ktoś z telefonem do testów, bo mimo iż wierzę że da się go odratować to jednak wolałbym topic sprzęt kogoś innego :)