Polska

ZAiKS i spółka mogą zaszkodzić polskiej gospodarce

MS
Maciej Sikorski
95

Temat opłaty reprograficznej powraca w mediach niczym bumerang, ale trudno się temu dziwić – chodzi o pieniądze, które mogą zostać zabrane z kieszeni każdego z nas. Bo coraz częściej sięgamy po smartfony i tablety, a to właśnie tych urządzeń dotyczą zmiany forsowane przez OZZ. Suchej nitki nie zosta...

Temat opłaty reprograficznej powraca w mediach niczym bumerang, ale trudno się temu dziwić – chodzi o pieniądze, które mogą zostać zabrane z kieszeni każdego z nas. Bo coraz częściej sięgamy po smartfony i tablety, a to właśnie tych urządzeń dotyczą zmiany forsowane przez OZZ. Suchej nitki nie zostawiają na nich specjaliści z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Wspomniane we wstępie OZZ, czyli Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, wśród których znajdziemy np. ZAiKS różnie są w Polsce oceniane. Ostatnimi czasy mówi się o nich więcej złego, niż dobrego, wskazuje się, że domagają się pieniędzy, które im się po prostu nie należą. Tak jest np. w przypadku rozszerzania opłaty reprograficznej o smartfony i tablety.

Opłata reprograficzna ma być rekompensatą dla twórców wynikającą z kopiowania ich dzieł. Objęte są nią m.in. papier stosowany w drukarkach, płyty DVD, twarde dyski. Możliwe, że swym zasięgiem obejmie też popularny sprzęt mobilny, z którego korzystają miliony Polaków. Przecież rzesze ludzi mają w domu tablet i smartfon (zwłaszcza ten drugi produkt), w przyszłości też będą kupować te urządzenia. I możliwe, że zapłacą za nie więcej, ponieważ w cenie znajdzie się "bonus" dla OZZ.

Temat wzięli pod lupę specjaliści z Instytutu Badań nad Gospodarską Rynkową, niezależnego ośrodka analityczno-badawczego działającego w Polsce od roku 1989. W swoim raporcie poświęconym opłacie reprograficznej nie poprzestali oni oczywiście na stwierdzeniu, że zapłacimy więcej za sprzęt elektroniczny – poddają w wątpliwość zasadność wprowadzania opłaty w tym przypadku, formę, jak miałaby ona przyjąć, przekonują, iż wprowadzenie quasi-podatku (OZZ unikają tego określenia niczym ognia) może zaszkodzić gospodarce i społeczeństwu.

Wzrost ceny smartfonu o kilkadziesiąt złotych nie będzie bardzo zauważalny w przypadku flagowców, ale poważnie wpłynie na cenę tańszych modeli, a te przecież cieszą się w naszym kraju największą popularnością. Podrożeją (nawet o 8%) urządzenia kupowane przez miliony Polaków, będzie to przeszkoda w procesie ich upowszechniania się. Ów proces stanowi ważny element rozwoju społeczeństwa informacyjnego, zinformatyzowanego, uczestniczącego w zmianach, jakie zachodzą w świecie. Działoby się to w czasach, gdy firmy, instytucje i władze państw starają się ułatwiać dostęp do elektroniki i Internetu.

Straciłaby też polska gospodarka i to w kilku wymiarach. Polacy prawdopodobnie zaczęliby w większym stopniu kupować sprzęt mobilny poza granicami naszego kraju. Obywatele podróżują, korzystają masowo z e-commerce, kupują w zagranicznych sklepach. Na tym straciłyby nasze sklepy, oznaczałoby to mniejsze wpływy do kasy państwa z tytułu podatków, pewnie wzrosłoby bezrobocie. Wspomniane problemy wynikałyby również z faktu dodatkowego obciążenia naszych eksporterów sprzedających sprzęt mobilny – ich produkty stałyby się mniej atrakcyjne na tle zagranicznej konkurencji. Pisząc krótko: część firm z ważnych sektorów gospodarki (IT, handel) miałaby kłopoty. A wszystko za sprawą opłaty, która wedle przedstawicieli OZZ nie będzie miała istotnego wpływu na ceny produktów.

Przyznam szczerze, że im więcej czytam o tej opłacie, tym bardziej zgrzytam zębami. Pozostaje mieć nadzieję, że propozycje będą funkcjonować jedynie na papierze. I czy może nas dziwić, że powstają inicjatywy w stylu Nie Płacę Za Pałace...?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

zaikshotopłata reprograficzna