4

Zadzwonisz do swojej klimatyzacji?

Autorem tego gościnnego wpisu jest Jakub Tepper Smartfony w służbie domowej? To już nie jest świeży temat. Na App Storze można znaleźć aplikacje do sterowania sprzętem elektronicznym za pomocą telefonu, a niejeden tzw. “inteligentny dom” opiera się na panelu dotykowym pod postacią iPhone’a czy iPada. Czy można jeszcze zapronować nowatorskie podejście do tematu? Starają się […]

Autorem tego gościnnego wpisu jest Jakub Tepper
Smartfony w służbie domowej? To już nie jest świeży temat. Na App Storze można znaleźć aplikacje do sterowania sprzętem elektronicznym za pomocą telefonu, a niejeden tzw. “inteligentny dom” opiera się na panelu dotykowym pod postacią iPhone’a czy iPada. Czy można jeszcze zapronować nowatorskie podejście do tematu?

Starają się o nie wspólnie dwie japońskie korporacje: Daiwa House oraz Sony CSL (Computer Science Laboratories). Zaprezentowane w minionym tygodniu w Tokio rozwiązania są wciąż prototypowe, ale już jesienią Sony chciałoby wypuścić je na rynek łącząc swoje produkty elektroniki konsumenckiej z aplikacją na Androida.

Czym różni się ich podejście? Opowiedzianą historią. Dla przyzwyczajonych do pragmatycznych rozwiązań Europejczyków próba dodania na pierwszy rzut oka zbędnych dodatków do codziennych czynności może wydawać się dziwna, ale to w końcu w Japonii można już grać w grę oddając mocz do specjalnego pisuaru Segi.

Wracając do Sony – ich projekt nazwany został “Moe Kaden”, czyli “elektronika domowa moe”. To ostatnie słówko odnosi się do kultury otaku i oznacza pewną kategorię estetyczną przez ów grupę wielbioną. Moe w sterowaniu polega na wrzuceniu do aplikacji mangowych postaci z wielkimi oczami (i często podobnej wielkości biustami) personifikującymi urządzenia posiadane w domu. Twórcy starają się nie narzucać jednak swojej wizji, a do użytku oddadzą narzędzie Kadecot, które będzie “prostym edytorem do tworzenie gier sprzężonych ze sprzętem domowym na Androida”. Dzięki temu rozwiązaniu zaangażuje się użytkowników w tworzenie zróżnicowanego contentu – nie każdy w końcu lubi takie same panie.

Ale na czym dokładnie, w praktyce, ma to polegać? Ot, na przykład na ekranie telefonu pojawia się piękna, zielonowłosa postać będąca personifikacją wentylatora. Przechadza się akurat po lunaparku. Chcemy włączyć wiatrak na pełnej mocy? Udajemy się z nią zatem na rollercoaster. Potrzebujemy lekkiej bryzy? Wybieramy diabelski młyn. I… to tyle.

Dla odmiany część zastosowań jest sensowna. Niezwykle popularne w Japonii domowe klimatyzacje pobierają również sporo energii. Oszczędzanie jej jest popularne nie tylko zresztą tam, ale i u nas. Jak przekonać od niego użytkowników? Poprzez prostą grę, gdzie jest Pani Klimatyzacja i Pan Wiatrak. Aplikacja zlicza zużycie energii obu urządzeń i jeśli w danym okresie zmieścimy się w wyznaczonej ilości, to oba urządzenia biorą ślub (sic!), a my możemy podziwiać przygotowaną animację i mamy dostęp do nowego trybu pracy – klimatyzacja i wiatrak NA RAZ.

Albo jeszcze inny przykład – aktualizacje firmware’u urządzeń. Statystycznie wykonuje je niewielu użytkowników i są utożsamiane raczej z zadaniem trudnym. Dzięki małej grze wbudowanej w aplikację telefoniczną, po pojawieniu się nowego oprogramowania dane urządzenie się “rozchorowuje”. Bezpośrednio ze smartona możemy dokonać aktualizacji, a nasza postać zwizualizowana na ekranie pojedzie do szpitala i zostanie wyleczona. Ba, dostaniemy do niej nawet dodatkowe stroje. Proste i (być może) skuteczne.

Problemem był póki co odbiór mediów i zaproszonych gości – wielu powątpiewa w realną użyteczność takiego rozwiązania. Zawsze w końcu prościej nacisnąć przycisk niż bawić się na telefonie w grę. Sony musiałoby dodać prawdopodobnie jakieś fizyczne dobra, aby kogoś namówić do większego wysiłku. Zastosowanie grywalizacji w nowym środowisku budzi jak zawsze pytania o sens. Potrzebujemy tego? Kto mógłby zastąpić raczej nieakceptowalne u nas mangowe postaci w Europie?

I wreszcie pytanie – co z klimatyzacją, jak padnie bateria w telefonie?

Z drugiej strony, w Osiągnicia na Xboxie 360 też na początku mało kto wierzył…