3

Za pieniądze oddamy nasze technologie – tak kończą giganci

Jakiś czas temu pisałem o firmach, które niegdyś przewodziły branży IT, a dzisiaj przeżywają kryzys lub walczą o przetrwanie. Dotyczy to zwłaszcza japońskich korporacji – producenci z Kraju Kwitnącej Wiśni jakoś nie mogą się odnaleźć w nowych realiach rynku. Źle dzieje się m.in. w Sony i Panasonic, ale najgorzej jest ponoć z firmą Sharp. I […]

Jakiś czas temu pisałem o firmach, które niegdyś przewodziły branży IT, a dzisiaj przeżywają kryzys lub walczą o przetrwanie. Dotyczy to zwłaszcza japońskich korporacji – producenci z Kraju Kwitnącej Wiśni jakoś nie mogą się odnaleźć w nowych realiach rynku. Źle dzieje się m.in. w Sony i Panasonic, ale najgorzej jest ponoć z firmą Sharp. I trudno w to nie uwierzyć, gdy czyta się o zabiegach decydentów japońskiej korporacji, poszukujących pieniędzy na ratowanie biznesu. W tym wypadku można już chyba mówić o desperacji.

Dziennikarze The Wall Street Journal twierdzą, że Sharp prowadzi właśnie rozmowy z amerykańskimi korporacjami Intel, Dell oraz Qualcomm. Co jest ich przedmiotem? Pieniądze. Japończycy szukają inwestorów, którzy zapewnią im szybki zastrzyk gotówki. Szybki i dość pokaźny, ponieważ mówimy o setkach milionów dolarów. Sharp już od kilku kwartałów nie zarabia, a ich oszczędności topnieją w zastraszającym tempie. Pod młotek poszła część oddziałów/fabryk i w końcu przyszedł czas na szukanie wsparcia wśród innych firm. Pojawia się jednak pytanie: co Sharp może zaproponować za ewentualną pożyczkę/inwestycję?

Zapewne spora część z Was słyszała już o ekranach wykonanych w technologii IGZO. Wspominaliśmy już o tych wyświetlaczach, ponieważ robią one spore wrażenie (przynajmniej pod względem możliwości opisywanych przez producenta) i mogą namieszać na rynku mobilnym. Ekrany zapewniły japońskiej firmie przewagę nad innymi korporacjami (póki co na papierze), ale jednocześnie poważnie obciążyły ich budżet. Sharp znalazł się w nieciekawej sytuacji – z jednej strony nie może (i pewnie nie chce) się wycofać z tego projektu, gdyż na dobrą sprawę związał z nim swoją przyszłość i postawił wszystko na jedną kartę, a z drugiej strony, zabrakło im funduszy, by zakończyć projekt z sukcesem i ewentualnie podbić nim rynek. Japończycy znaleźli się na ziemi niczyjej i pozostało im szukanie pieniędzy. Nie ma jednak nic za darmo.

Plotka głosi, iż wspomniane korporacje (Dell, Intel, Qualcomm) w zamian za za inwestycje mogą liczyć na możliwość korzystania z technologii Sharpa. Dotyczy to także wspomnianego IGZO. Ekrany stały się jednocześnie deską ratunku Sharpa i ich kartą przetargową. Kartą, która na krótszą metę może uratować firmę i zagwarantować jej dalsze funkcjonowanie. Problem polega na tym, że mowa o krótszej mecie. Udostępnienie innym swoich technologii (szczególnie, gdy mówimy o czymś innowacyjnym i perspektywicznym) na dobrą sprawę zamyka pewien etap w historii. Trochę przypomina to sytuację z reklam pewnego banku – może i dostaniesz pieniądze na remont/kino domowe, ale musisz się liczyć z tym, że później będzie musiał dać dziecku na imię Zygfryd.

W tekście wspomnianym we wstępie pisałem, iż Panasonic i Sharp zmierzają do uczynienia z siebie podwykonawców innych firm i ostatnie plotki potwierdzają te słowa. Warto mieć na uwadze, że Sharp cały czas prowadzi rozmowy z chińskim gigantem Foxconn. Decydenci japońskiego producenta nie spodziewają się jednak, by szybko przyniosły one rezultaty, a pieniędzy potrzebują już teraz, więc rozpoczęli swoistą kwestę w USA. To raczej nie wróży dobrze na przyszłość i Sharp będzie stratny w każdym możliwym scenariuszu.

Źródła zdjęć: techradar.com, sodancapassion.blogspot.com