17

Za oceanem już wypożyczają ebooki w bibliotekach [przemyślenia]

Mógłbym zacząć ten artykuł na kilka różnych sposobów, a wszystkie w ten czy inny sposób brzmiałby jak narzekanie, że biblioteki kiedyś wymrą. Amerykanie to już nawet nie muszą chodzić do biblioteki – wystarczy, że będą mieli Kindla albo urządzenie z odpowiednią aplikacją i mogą sobie wypożyczyć książkę, w postaci elektronicznej, z lokalnej biblioteki. Amazon właśnie […]

Mógłbym zacząć ten artykuł na kilka różnych sposobów, a wszystkie w ten czy inny sposób brzmiałby jak narzekanie, że biblioteki kiedyś wymrą. Amerykanie to już nawet nie muszą chodzić do biblioteki – wystarczy, że będą mieli Kindla albo urządzenie z odpowiednią aplikacją i mogą sobie wypożyczyć książkę, w postaci elektronicznej, z lokalnej biblioteki. Amazon właśnie uruchomił program wypożyczania e-booków w ponad 11 tysiącach amerykańskich bibliotek. A mnie czas na ponowne wcielenie się w futurystę.

Na mocy odpowiednich umów, ponad 11 tysięcy bibliotek na terenie Stanów Zjednoczonych, poprzez swoje strony internetowe, umożliwia wypożyczanie e-booków, a dokładniej edycji “kindle’owych”. Zasada działania jest prosta – czytelnik wchodzi na stronę swojej biblioteki, w której ma ważną kartę biblioteczną, loguje się i wyszukuje odpowiednią książkę. Jeśli ta jest dostępna w edycji na Kindla, a możliwość jej wypożyczenia na pewien okres czasu.

Ot, to wszystko. Mechanizm ten działa już od jakiegoś czasu, teraz jednak dostępny jest w amerykańskich bibliotekach. Gdy okres wypożyczenia upłynie, książka znika z czytnika. Nie znikają jednak dane, które zostawiliśmy w książce – ot, choćby notki na marginesach. O ile te w prawdziwych książkach są prawdziwą zbrodnią i powinno się za pisanie po książkach obcinać ręce, o tyle dzięki różnym chmurkom i elektronice, nasze notki w wypożyczonych książkach są tylko nasze. I gdy zdecydujemy się na zakup książki już przeczytanej, notki te będą dla nas dostępne.

No właśnie, zakup ebooków. Umowy na wypożyczanie e-książek to dla Amazona ponad 11 tysięcy dystrybutorów. Czytelnik, przeglądający strony bibliotek, ma możliwość nie tylko wypożyczenia ebooka, ale też jego zakupu. Najpierw może więc książkę wypożyczyć za darmo ze swojej biblioteki, a jeśli publikacja mu się spodoba, wtedy może sobie książkę ze strony biblioteki kupić. Rozwiązanie to jest kolejnym krokiem w stronę monopolizacji rynku, nie każdy bowiem robi zakupy na Amazonie, mimo wielkości tego sklepu. Wypożyczanie ebooków przez biblioteki to po prostu nowi klienci.

Czy biblioteki to ginący gatunek?

Nawet, jeśli to kwestia wielu lat, to być może w jeszcze za naszego życia biblioteki zamienią się z placówek odwiedzanych przez masy, w zamknięte archiwa dla badaczy, a przy rosnącej ilości digitalizowanych tytułów, szary Kowalski nie będzie już chodził do biblioteki, by wypożyczyć sobie książkę. Kwestia czasu i popularności odpowiednich narzędzi, choć mentalność też się musi zmienić.

Jest to jednak dobry trend, moim zdaniem, tak naprawdę ułatwiający dostęp do książek, które można zdobyć, nie wychodząc z domu, poświęcając jedynie kilka sekund na wyklikanie odpowiednich opcji. Gdy połączy się to z odpowiednimi serwisami społecznościowymi, zapewniającymi nam bazę recenzji, opinii i rekomendacji czytelniczych, biblioteki przestają się aż tak liczyć. Szybko, prosto i wygodnie.

“Ginący gatunek” to, rzecz jasna, przesada, ale trend digitalizacji treści w bibliotekach jest widoczny od lat. Dostęp do internetu czy mediateki to zaledwie początek, który w większych miastach jest już standardem. Powolne przerzucanie się bibliotek na wypożyczanie ebooków to kwestia czasu. Trochę to smutne (choć nie każdy, tak jak ja, lubi zapach gnijącego papieru), z drugiej strony też nie ma co liczyć, że zmiany nastąpią szybko. Będzie to proces. Powolny, ale zawsze.

Biblioteki przyszłości jawią się niczym wielkie serwerownie z dostępem on-line, z niedostępnymi piwnicami przechowującymi stare wydania papierowe. A szary Kowalski, gdy potrzebuje, loguje się do systemu i ściąga co trzeba na swój czytnik. I papier nie gnije i MPK oszczędza na paliwie. I szczerze wam powiem, że nawet przy moim zamiłowaniu do książek wcale się nie obrażę, jeśli biblioteki będą kierowały się właśnie w tę stronę. Bo kto chce kopie papierowe, zawsze może sobie stworzyć własną bibliotekę.

Tymczasem Amazon przeciera szlak i chwała mu za to.