43

Za co nie lubię naszych Czytelników

Święta, święta i po świętach – wracamy do pracy. I wracamy z zapowiedzianym kilka dni temu tekstem. Pisałem już za co lubię naszych Czytelników, teraz czas na antylaurkę na AntyWeb. Kwestii do poruszenia niestety pod dostatkiem i pewnie nie poświęcę uwagi wszystkim motywom. Wspomnę o kilku, które często przewijają się pod naszymi tekstami i naprawdę […]

Święta, święta i po świętach – wracamy do pracy. I wracamy z zapowiedzianym kilka dni temu tekstem. Pisałem już za co lubię naszych Czytelników, teraz czas na antylaurkę na AntyWeb. Kwestii do poruszenia niestety pod dostatkiem i pewnie nie poświęcę uwagi wszystkim motywom. Wspomnę o kilku, które często przewijają się pod naszymi tekstami i naprawdę potrafią zirytować. Dowiecie się zatem, za co nie lubię naszych Czytelników.

Przyznam, iż od tego tekstu zamierzałem zacząć. Na dobrą sprawę, chciałem napisać tylko antylaurkę ;) W trakcie rozmyślania nad tym tematem stwierdziłem jednak, że Czytelnik nie reprezentuje sobą tylko wad i nie byłoby to uczciwe zagranie. Przed krótką przerwą wynikającą ze świąt pojawiło się zatem kilka motywów, za które jestem Wam wdzięczny, podejrzewam, że Koledzy również. Niemniej, tamto już za nami, czas na mocniejsze uderzenie. Często rugacie nas, teraz ja zrugam Was.

Dobry produkt sprzeda się sam

Ta opinia pojawia się często w komentarzach i najczęściej dotyczy opisywanych przez nas urządzeń/usług, a szerzej skierowana jest do producentów. Uwagi tego typu kierujecie też do ekipy AW, przekonując, by nie pisać o temacie X czy Y, a zabrać się za Z. Bo to wartościowe zagadnienie, któremu należy poświęcać czas. Porady dotyczą nie tylko tematów, lecz też sposobu, w jaki wyrażamy nasze zdanie, tytułów, wstępów itd. Ogólnie myśl przewodnia jest taka, by pisać zawsze dobrze i zawsze na „właściwe” tematy, a AntyWeb będzie dzięki temu hulał aż miło. Fajnie brzmi, ale…

Po pierwsze, trudno stwierdzić, który temat jest właściwy, bo każdy Czytelnik, podobnie jak każdy autor, odbiera świat inaczej. Grzegorza Marczaka i Grzegorza Ułana mogą nie interesować tematy poruszane w moich wpisach, sam rzadziej będę zaglądał np. do wpisów Jana Rybczyńskiego, bo nie jestem specem od fotografii, temat po prostu mnie nie kręci. Nie odważyłbym się jednak wskazywać komuś, za co powinien się zabrać, bo to ciekawe zagadnienie – niech każdy pisze o tym, o czym chce. To blog i nawet, jeśli przybrał bardziej sformalizowaną formę, uważam, że idea się nie zmieniła – wybieraj tematy sam i pisz o tym, co uznasz za ciekawe. Jeżeli ktoś z Was uważa, iż na świecie są „lepsze” tematy niż te poruszane na AW, to niech szuka miejsc, gdzie może o nich czytać. Albo niech sam zabierze się za tworzenie treści dotyczących tych kwestii. Jest kilka spraw, które nie są rozwijane pod tym adresem, ale nikogo nie zachęcam, by na siłę się za nie zabierał – szukam stron, na których to znajdę.

Po drugie, możecie się czepiać argumentów przywoływanych w tekście, wykorzystywanych danych, jeśli są wątpliwe, wniosków, do jakich dochodzi autor. Jednak 10 komentarzy dotyczących tytułu albo wstępu, polegających jedynie na stwierdzeniu, że są słabe, że autor zrobił to źle albo, że walczy o kliki jest bez sensu. Znowu dochodzimy do momentu, w którym wypada stwierdzić, że ilu ludzi, tyle pomysłów. Jeden zatytułuje to tak, drugi inaczej, trzeci wybierze jeszcze inną drogę i nie ma sensu rozwodzić się nad tym, który ma rację. Jasne, że jeden będzie lepszy, a drugi gorszy, ale to zależy już od odbiorcy: jeden uzna to za świetny pomysł, drugi za łatwe szukanie sensacji. Skoro już o sensacji mowa.

Piszecie często w komentarzach, że pudelkizujemy AW, że to poziom Faktu, że przecież nie wypada i autor powinien spadać na drzewo z czymś takim. W opozycji trafiają się teksty uznawane przez Was za wybitne, godne uwagi i naśladowania. Pojawiają się głosy w stylu: o, i tak masz pisać, a nie jak w tekście o… Jak będziesz się tego trzymał, to AW daleko na tym zajedziecie. Zauważyłem ostatnio, że często taki dysonans występuje w przypadku Marcina M. Drewsa. Jedne teksty są bardzo chwalone, inne wywołują taką krytykę, że serwery drżą w posadach. A teraz zagadka: które cieszą się większym zainteresowaniem?

Podejrzewam, że znacie odpowiedź i napiszę wprost, że wstyd mi za Was. Nie tylko Marcin, ale też wielu innych autorów, czasem pojawiających się tu okazjonalnie lub nawet jednorazowo stworzyło dla AW sporo naprawdę ciekawych wpisów, które cieszyły się bardzo słabym odbiorem. I wśród komentujących, doceniających dobrze wykonaną robotę, jest zaledwie ułamek osób, które dzień wcześniej domagały się wartościowych treści. Z drugiej strony mamy owe tabloidowe wpisy czasem wykręcające takie wyniki, że aż sprawdzam, czy właściwie odczytuję liczbę. Możemy zatem przyjąć, że my tworzymy treści niskich lotów, ale druga strona tego medalu wygląda następująco: Wy te treści lubicie i wchłaniacie aż miło.

Dobry produkt nie sprzedaje się sam i dotyczy to wszystkich gałęzi rynku, AW nie jest wyjątkiem. Gdybyśmy tworzyli wyłącznie teksty, które większość uznałaby za bardzo dobre lub nawet wybitne (zakładam, że tak je odbieracie – liczba komentarzy jest proporcjonalna do liczby odsłon (czyli mała), jeśli nie komentujecie, to chyba pełni podziwu zabieracie się za inne rzeczy), to podejrzewam, że blog miałby problemy z funkcjonowaniem. To przecież biznes, a w biznesie liczą się liczby. Grzegorz mógłby zatem zebrać zespół idealny, tworzący genialne wpisy każdego dnia (i tak nie zadowoliłyby wszystkich), ale podejrzewam, że po kilku miesiącach musiałby zwijać interes. Taka jest rzeczywistość i nie próbujcie mnie przekonywać w komentarzach, że jest inaczej, a dobry produkt zawsze znajdzie odbiorcę. Ja mam przed oczami wyniki poszczególnych wpisów i wiem, iż plotka o nowym sprzęcie Apple przyciąga więcej (!) czytelników, niż stworzony przez polski zespół moduł sprzętu kosmicznego. To zresztą zasługuje na osobny akapit. Może nawet wpis.

Przestańcie się czepiać, czyli w Polsce nic nie ma

Gdy wytykamy komuś błędy (instytucji, firmie, osobie), wskazujemy na jakieś niedociągnięcia albo po prostu sytuacje niedorzeczne, to nie brakuje Waszych komentarzy, w których karcicie nas za takie podejście. Zarzucacie autorowi, że czepia się bez sensu, pytacie, co sam osiągnął, piszecie, że są ważniejsze sprawy, a AntyWeb powinien najpierw naprawić swoje błędy, jeśli chce pouczać innych. Te argumenty jakoś do mnie nie trafiają: posiadacie narzędzie do krytykowania i wytykania błędów (komentarze), my posiadamy swoje (wpisy na AW). Część z Was krytykuje nas, zachęca do pracy, by błędów i wpadek było mniej, my zazwyczaj robimy to samo.

Nie piszemy o czymś po to, by się pośmiać, pokazać ludzi palcem i powiedzieć: co za durnie (no chyba, że to durnie–recydywiści, którym konstruktywna krytyka już nie pomoże. Wtedy pozostaje już tylko śmiech). Zazwyczaj poświęcamy wpis, by przestrzec przed popełnianiem podobnych błędów, uczulić na niektóre firmy, ich produkty czy usługi. Czasem po prostu pokazać absurd i liczyć na to, że ktoś postanowi go usunąć, gdy o sprawie zrobi się głośno. Może to nie zadziała, może takie myślenie jest naiwne, ale obok spraw tego typu nie można przechodzić obojętnie, bo jeszcze staną się codziennością i standardem.

Krytykujemy, piszecie, byśmy chwalili i szukali pozytywów. I często ich szukamy, chwalimy. Wówczas pojawiają się jednak głosy sprzeciwu i niechęci: bo co to za sukces, skoro nagroda w konkursie mała, co to za polski biznes skoro rozkręca się w USA, co to za bohater, który założył firmę, odniósł sukces i teraz chce ją sprzedać? Chcemy prawdziwych innowacji, a nie jakiejś tam platformy do sprzedawania ubrań albo serwisu X kopiującego serwis Y. Wielu osobom naprawdę trudno dogodzić i Polacy musieliby chyba codziennie zakładać Facebooka i Microsoft (odnosząc z tymi pomysłami spektakularny, globalny sukces), by malkontenci poklepali ich po ramieniu i docenili.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że nie jest to jedynie zagadnienie właściwe dla Czytelników AW, to jakaś przypadłość zapisana w genach albo zalegająca w źródłach wody pitnej, z której korzystamy. Nie będę się w to zagłębiał, ponieważ temat zasługuje na książkę (w XX tomach), teraz po prostu wyrażam swoją dezaprobatę. Naprawdę nie lubię, gdy autor musi przekonywać, że Polacy potrafią robić fajne rzeczy i dzieje się u nas sporo dobrego. Dzieje się też sporo złego? Jasne, lecz nie jesteśmy pod tym względem wyjątkiem.

Autorzy-kopiści

Często można się spotkać z opinią, iż na AW pojawiają się przede wszystkim tłumaczenia doniesień publikowanych na zagranicznych serwisach. Nie będę ukrywał, że to trochę krzywdząca teza. Po pierwsze, powstaje dużo tekstów całkowicie nieinspirowanych informacjami z zewnątrz (recenzje, felietony, wieści z polskiego podwórka). Po drugie, pokażecie wpis będący zwyczajnym tłumaczeniem zagranicznych treści? Czy fakt, że o czymś napisało The Verge (i zrobiło to jako pierwsze) sprawia, że mają na to wyłączność? Czy my nie możemy poruszyć tematu i przedstawić własnego punktu widzenia?

Nie twierdzę, że nie korzystam z zagranicznych serwisów i nie zdobywam na nich informacji – regularnie odwiedzam wiele stron i szukam na nich tematów, inspiracji, danych, opinii, cytatów. ale nie przepisuję „na żywca”. Robię to, ponieważ mieszkam w Polsce i sam nie mam dostępu do takich źródeł, z jakich mogą korzystać np. media amerykańskie – nie mam znajomych w Mountain View, nie spotykam się w barze z ludźmi z Redmond, nie mogę kupić Google Glass. Grzesiek nie dostaje wcześniej flagowych smartfonów do testów i nie możemy opublikować ich recenzji w czasie trwania premiery produktu. Te minusy nie sprawiają jednak, że nie mogę pisać w ojczystym języku na tematy, które mnie interesują. Jeżeli kogoś tak bardzo razi fakt, iż przeciek o jakimś przejęciu pojawił się najpierw w mediach w USA, a my go powtarzamy, to niech korzysta wyłącznie z tamtejszych serwisów. Wszystkim oszczędzi to nerwów ;)

Nasze błędy, Wasze obelgi

Na AW robimy błędy. Nie będę przekonywał, że jest inaczej, pisałem już o tym w piątek. To wpadki różnego typu – zdarzają się merytoryczne, są i językowe. Na ile to możliwe, staramy się poprawiać niedociągnięcia, by nie przeszkadzały w lekturze. Jeżeli tekst nie nadaje się do czytania totalnie, to rozumiem Wasze niezadowolenie prezentowane w komentarzach – sam bym się zdenerwował. Jeśli jednak w tekście jest jeden błąd, np. literówka, a ktoś zwraca uwagę głównie na ten element, to sprawa wygląda już słabo. To zwykłe czepianie się dla sportu. Wielu osobom pewnie sprawia przyjemność, ale nie prowadzi do niczego konstruktywnego. Ta literówka naprawdę nie powinna być tematem dyskusji pod tekstem. Szkoda na nią czasu.

Szkoda też czasu na obelgi – Waszego na ich pisanie, naszego na czytanie i kasowanie. Część błota skierowana w naszą stronę, część rzucana w innych Czytelników. Naprawdę sprawia komuś przyjemność pisanie takich farmazonów? Mogę oczywiście usłyszeć, że nie powinno mnie to dziwić, bo mowa o Internecie i tutaj takie rzeczy są na porządku dziennym, lecz taki argument do mnie nie trafia. Albo inaczej – nie rozumiem i chyba się nie przyzwyczaję…

Czas kończyć, bo co za dużo, to niezdrowo – jeszcze się kros obrazi ;)