43

Za chlebem pojadę do Chin

Niedawno Grzegorz pisał o pieniądzach, jakie Chiny zamierzają zainwestować w startupy – 6,5 mld dolarów to suma, o której warto wspomnieć. Dodał przy tym, że Pastwo Środka należy obserwować w roku 2015 i ma rację. Podejrzewam, że coraz rzadziej będziemy pisać o Chinach w kontekście taniej siły roboczej i kopiowania – te informacje zaczną być […]

Niedawno Grzegorz pisał o pieniądzach, jakie Chiny zamierzają zainwestować w startupy – 6,5 mld dolarów to suma, o której warto wspomnieć. Dodał przy tym, że Pastwo Środka należy obserwować w roku 2015 i ma rację. Podejrzewam, że coraz rzadziej będziemy pisać o Chinach w kontekście taniej siły roboczej i kopiowania – te informacje zaczną być wypierane przez doniesienia godne pozazdroszczenia.

Kojarzycie pewnie pojęcie „drenaż mózgów”. To stan, w którym specjaliści opuszczają kraj słabiej rozwinięty i emigrują do wysokorozwiniętego. Ten ostatni nierzadko zachęca do wyjazdu i obiecuje dobre warunki pracy oraz życia. Do tej pory kierunkiem emigracji były przede wszystkim USA oraz kraje Europy Zachodniej, każdy zna pewnie przynajmniej jednego dobrze wykształconego Polaka, który wyjechał z naszego państwa w tamtym kierunku. A ilu znacie takich, którzy pojechali na tej samej zasadzie do Chin? Jest ich zdecydowanie mniej, ale to może się stopniowo zmieniać.

Kilka dni temu trafiłem na informację, z której wynika, że chińskie władze postanowiły zachęcić specjalistów do zamieszkania w Państwie Środka. Zmienią się przepisy imigracyjne, a także te dotyczące zamieszkania i podejmowania pracy. Do tego oczywiście dojdą pieniądze pompowane w gospodarkę na rozwój nowych technologii – przywołane 6,5 mld dolarów to część znacznie większej układanki. Wizja ciekawej przyszłości ma skłonić do powrotu Chińczyków wykształconych i osiedlonych zagranicą, liczy się także na odzew ze strony obcokrajowców. Programy „ściągające”, które wystartowały kilka lat temu podobno już przyniosły efekty, to zachęciło do dalszych zmian.

Krótko po przeczytaniu tego tekstu trafiłem na inny związany z Chinami – podobno Foxconn, dobrze znana firma składająca elektronikę, zamierza przeprowadzić duże zwolnienia. Jedną z przyczyn są rosnące koszty pracy w Chinach. To nie pierwsze doniesienia tego typu, z jakimi się spotkałem, od pewnego czasu wspomina się, że korporacje mogą przenosić produkcję do innych krajów azjatyckich, bo Chiny stają się po prostu zbyt drogie. A w sąsiedztwie lub kawałek dalej znajdziemy kilka ubogich państw z milionami obywateli, których można zaprząc do pracy za małe pieniądze.

Dochodzimy do etapu, w którym Chiny przestają być krajem-składaczem, dostawcą taniej siły roboczej, a zaczynają być rynkiem ściągającym wykwalifikowanych pracowników. Swoich i obcych. Mają dość pieniędzy, by zachęcić ich do przyjazdu (lub do pozostania w kraju), miliardy dolarów mogą popłynąć do instytutów badawczych, uniwersytetów, firm. Zacznie się boom na innowacje, to w Chinach będą powstawać technologie, z których skorzystają inni. Wyższy etap rozwoju. I nie jest to jeden z możliwych scenariuszy – prędzej czy później Chiny dopną swego i specjaliści z Zachodu ruszą „za chlebem” do Państwa Środka.