8

YouTube NextUp teraz również dla Polaków. Kiedy klipy w sieci będą tak dobre, że porzucimy telewizję?

Z pewnością nie można odmówić Google pomysłów na ciekawe inicjatywy, konkursy i akcje dla użytkowników jego usług. Wydawać by się mogło, że tę sztukę PR-owcy giganta opanowali do perfekcji. I tak oto ruszyła kolejna edycja akcji NextUp dla użytkowników YouTube’a, w której udział mogą wziąć też Polacy. A warto, bo na zwycięzców czekają niezłe nagrody. […]

Z pewnością nie można odmówić Google pomysłów na ciekawe inicjatywy, konkursy i akcje dla użytkowników jego usług. Wydawać by się mogło, że tę sztukę PR-owcy giganta opanowali do perfekcji. I tak oto ruszyła kolejna edycja akcji NextUp dla użytkowników YouTube’a, w której udział mogą wziąć też Polacy. A warto, bo na zwycięzców czekają niezłe nagrody.

Do tej pory inicjatywa YouTube NextUp była dostępna jedynie dla użytkowników zza oceanu.  Wraz ze startem edycji europejskiej dostęp do niej otrzymali również Polacy. Prócz nas w rywalizacji udział będą brali mieszkańcy Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Hiszpanii, Rosji i Wielkiej Brytanii. Rywalizacja jest zatem bardzo duża, ale i nagród Google ufundował niemało.

Warunkiem udziału w przedsięwzięciu jest ukończone 18 lat oraz uczestnictwo w programie partnerskim YouTube. Ponadto kanał kandydata powinien mieć pomiędzy 5 tys. a 100 tys. widzów i minimum 6 nowych filmów w przeciągu ostatnich 6 miesięcy. Widać zatem, że NextUp to nie program dla każdego i udział w nim wezmą głównie cieszący się dużą popularnością wideoblogerzy lub poważnie zaangażowani użytkownicy YT.


Uczestnicy programu muszą zaprezentować pilotażowe wideo oraz w maksymalnie 400 słowach streścić swój koncept na unikalne filmowe przedsięwzięcie. Naturalnie im ciekawiej i bardziej przekonująco to przedstawią, tym większe szanse na zakwalifikowanie się. Zgłoszenia należy przesyłać do 23 września br. Natomiast Google wyłoni zwycięzców 8 listopada.

A teraz najważniejsze, czyli nagrody. Spośród wszystkich zgłoszeń Google wybierze 25 uczestników programu, którzy pojadą do nowego studia filmowego firmy w Londynie. Mało tego, każdy z nich otrzyma sprzęt wideo wart 4 tys. euro oraz 3 tys. euro w gotówce. Jest więc o co walczyć.

Program NextUp jest dobrym przykładem tego, w jakim kierunku zmierza YouTube. Już teraz znajdziemy tam masę profesjonalnych nagrań, które śmiało mogą rywalizować z programami emitowanymi w telewizji. Pod tym względem serwis jest prawdziwym fenomenem. Nie dziwi zatem, że Google stara się jak może, by maksymalnie podnieść poziom materiałów. Pod koniec lipca firma przeznaczyła 200 mln dolarów na rozwój oraz reklamę kanałów premium. Pieniądze te szybko się zwracają, bo na YouTube zaczynają publikować znani twórcy oraz producenci. W listopadzie ubiegłego roku Jan pisał o współpracy z Disneyem, a w kwietniu tego roku w wirtualnej wypożyczalni pojawiły się filmy Paramount Pictures oraz MGM. Profesjonalizacja serwisu postępuje zatem pełną parą.

NextUp to ciekawy projekt oparty na zasadzie win – win. Dla twórców jest to okazja na wybicie się, zrealizowanie ciekawych pomysłów i  zdobycie niezbędnych umiejętności (oraz funduszy). Google natomiast zdobędzie w ten sposób nowych odbiorców oraz powiększy zyski z reklam. A jest o co walczyć, bo, jak podaje kalifornijska firma, miesięcznie na YouTube ogląda się 4 mld godzin filmów. Miłośników wideo w internecie jest coraz więcej. Obecnie szacuje się, że na całym świecie filmy w sieci ogląda 125 mln użytkowników. Tymczasem tylko w USA w lipcu br. obejrzano blisko 37 mld nagrań. Średnio oglądamy ich 239 miesięcznie. Nie ma zatem się co dziwić, że Google bardzo intensywnie działa w kierunku podkręcenia i tak już świetnych przychodów YouTube.

Tymczasem co z poczciwą telewizją? W 2006 roku 63 proc. mieszkańców USA uważało odbiornik TV za niezbędny. W 2012 roku odsetek ten spadł do 42 proc. Sam coraz częściej łapię się na tym, że zamiast czekać na serwis informacyjny, wolę obejrzeć jego nagranie w sieci. Tutaj decyduję o tym co, gdzie i kiedy będę oglądał, a emitowane reklamy są o wiele mniej nachalne. Mało tego – część emisji mogę oceniać, komentować i polecać innym, do czego normalnie potrzebowałbym drogiego i zaawansowanego telewizora z dostępem do sieci. No właśnie – „z dostępem do sieci”. Nie chcę rzucać tutaj wyświechtanymi hasłami o zjadaniu TV przez internet. Niewątpliwie widać jednak, że staje się on ważnym elementem i dopełnieniem telewizji, a przy okazji pozbawia jej dominującej roli oraz części audytorium. A wraz ze wzrostem poziomu programów emitowanych w sieci proces ten prawdopodobnie będzie postępował.