Świat

XXI wiek: oglądam reportaż o zdychających psach-robotach

Maciej Sikorski
6

Dzisiejszy dzień przyniósł jedną z dziwniejszych rzeczy, jakie widziałem w ostatnich tygodniach. Chociaż z drugiej strony zaskoczony być nie powinienem, bo niejednokrotnie spotykałem się z tym zagadnieniem, pojawiało się nawet w moich wpisach. W innym kontekście, ale jednak. O czym mowa? O zdychając...

Dzisiejszy dzień przyniósł jedną z dziwniejszych rzeczy, jakie widziałem w ostatnich tygodniach. Chociaż z drugiej strony zaskoczony być nie powinienem, bo niejednokrotnie spotykałem się z tym zagadnieniem, pojawiało się nawet w moich wpisach. W innym kontekście, ale jednak. O czym mowa? O zdychającym psie. Dlaczego przywołuję temat na AW? Bo pies nie jest żywą istotą - to robot. Nie jest żywą istotą...

Pisałem kiedyś dłuższy tekst o robotach seks-zabawkach. Dmuchane lale trafią na śmietnik historii, zastąpią je maszyny przypominające ludzi. To już się dzieje, a z każdym rokiem biznes będzie szedł coraz dalej. Roboty zaczną mówić, pojawi się sztuczna skóra, inteligencja. Może nawet uczucia. Niektórzy stwierdzą, że to niemożliwe. Ja nie byłbym tego taki pewien, chociaż usłyszałem już, że zwariowałem, gdy przedstawiłem znajomemu taką wizję. Zastanawiałem się wówczas, czy człowiek będzie krzywdził robota (emocjonalnie) robiąc z niego np. niewolnika w domu publicznym. I jaki będzie to miało wpływ na człowieka. Jak ułożymy sobie życie z maszynami, które tak bardzo chcemy rozwijać.

Wracam do tamtej myśli teraz, krótko po obejrzeniu filmu o Aibo. Część z Was wie pewnie o czym mowa. To seria robotów, którą stworzyło Sony. Robotów przypominających psy. Pierwsze pojawiły się na rynku pod koniec XX wieku, ostatnia linia w połowie poprzedniej dekady. Sprzedano 150 tysięcy sztuk, zabawka nie należała do tanich. Sony wycofało się z tego projektu, bo był nieopłacalny, w ubiegłym roku zakończono oficjalne serwisowanie maszyn. Także z powodów finansowych. A teraz film:

Widzimy ludzi, którzy żyją z Aibo. Przywiązali się do tych maszyn, traktują je niczym żywe istotny. Ba, niczym członków rodziny. Oglądamy pogrzeb robotów, słyszymy o ich duszy, widzimy, że ludzie chcą je naprawiać. To jednak jest kosztowne i wymaga demontażu innych maszyn, z czasem będzie coraz trudniejsze. Sprawa przypomina operowanie żywych istot, szukanie organów do przeszczepów, a w dalszej perspektywie umieranie. Nadaje mu się ludzki wymiar.

Ktoś stwierdzi pewnie, że to Japonia, a tam ludzie już tak mają. Podejrzewam jednak, że takie sceny moglibyśmy oglądać także w innych regionach świata - w Polsce też ktoś płakałby po psie-robocie. W Polsce będzie ktoś płakał po psie-robocie. To kwestia czasu. Kwestią czasu jest też, kiedy zjawisko stanie się masowe. Robotów będzie przybywać, coraz większe będą ich możliwości, także intelektualne i człowiek zacznie się do nich przywiązywać.

Na upartego można je uczynić nieśmiertelnymi lub przynajmniej długowiecznymi, przeżyją człowieka. O ile oczywiście człowiek będzie tego chciał. Tu już wchodzimy na grunt, który jest nieznany - dopiero zaczynamy jego eksplorację. Zwłaszcza, że z czasem i człowiek zacznie się zmieniać - do naszego ciała zaczną trafiać sztuczne organy wydłużające życie. Roboty będą się upodabniać do żywych istot, a człowiek do robotów. Pies-robot będzie wył przy łóżku odchodzącego pana naszpikowanego elektroniką. Film z Aibo przestaje robić wrażenie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

japoniarobot