19

XXI wiek – idziesz do kina, w którym nie ma dużego ekranu

Czy rzeczywistość wirtualna jest the next big thing w świecie nowych technologii, a szerzej w naszym codziennym życiu? Zdania są podzielone, dyskusja trwa. Ale coraz więcej osób nie zamierza czekać na wynik debat i po prostu działa, chce wejść do tego biznesu na relatywnie wczesnym etapie i zarobić. Przykładów przybywa, a jednym z nich jest The Virtual Reality Cinema. Jak sama nazwa wskazuje, to kino. Ale kino dość oryginalne w swej formie - nie ma wielkiego ekranu i potężnego systemu audio. Nawet rzędów foteli nie znajdziecie...

Pojawienie się takich biznesów było kwestią czasu i jakoś nie jestem szczególnie zdziwiony przeglądając fotografie ze wspomnianego kina, czytając o tym projekcie. Na temat rzeczywistości wirtualnej, możliwości jej wdrożenia i potencjału mówi się od kilku lat, więc to nie są niespodzianki. Jednak dla człowieka „z zewnątrz”, osoby, która dopiero dowiaduje się o VR, może to być coś dużego, swoiste wow. Widział w telewizji, słyszał od kolegi, czytał w Sieci, więc wie, że coś się dzieje. A teraz zechce sprawdzić, co to jest.

Okazję, by się przekonać, mają mieszkańcy Amsterdamu – to tam wystartowało wspomniane kino. Ludzie siadają na obrotowych fotelach, zakładają na głowę Gear VR oraz słuchawki nauszne i zaczyna się zabawa. Seans trwa pół godziny, a bilet kosztuje 12,5 euro. Ciekawe jest to, że gdy chciałem kupić bilet, nie pojawiła się opcja wyboru filmu. Nie idzie się zatem na konkretny obraz, lecz po to, by poznać nową technologię. Zajrzałem do oferty i trzeba napisać wprost, że nie jest ona zbyt szeroka – wrażenie ma robić sprzęt, technologia, a nie film.

Od razu przypomniała mi się moda na kina 4D – tam również nie chodziło o sam obraz, lecz o wrażenia, pokaz możliwości technicznych i działanie na różne zmysły. Wybrałem się na taki pokaz raz, dobrych kilka lat temu i nie robiło mi większej różnicy co oglądam (swoją drogą, wie ktoś, jak rozwinął się ten biznes w Polsce? To jeszcze działa czy 4D przeszło do historii?). W tamtych kinach miał być show, w VR Cinema jest podobnie. I wierzę, że ludzie będą pozytywnie zaskoczeni, bo to coś nowego. Przy okazji wypada napisać, że to może być np. całkiem ciekawy element imprezy urodzinowej dziecka i jego znajomych – powiew świeżości na tym polu, a kino zapewnia, że ma treści dla młodszej widowni.

Pojawia się jednak pytanie: co dalej? Na razie kino funkcjonuje, bo ludzie są zaintrygowani i nie chcą np. wydawać pieniędzy na swój zestaw do rzeczywistość wirtualnej. Oswoją się z nową technologią i kino straci rację bytu? A może zacznie przybywać treści skrojonych pod tę technologię, a wraz z nimi kin VR? Z jednej strony trudno to sobie wyobrazić, bo to jednak rozwiązanie, które można sobie zaserwować w domu (w przeciwieństwie do ekranu kinowego) i za kilka lat powinno ono być nie tylko dopracowane technicznie, ale też w miarę przystępne cenowo. Z drugiej strony, sam pisałem, że ludzie będą się spotykać w barach, w których założą gogle VR i przy piwie czy herbacie przeniosą się na stację kosmiczną czy plażę, by tam poplotkować. Możliwe zatem, że w tym szaleństwie tkwi metoda.

A skoro tak, to czekam na pierwsze kino VR w Polsce – ciekawe kto i kiedy wpadnie na pomysł, by zarobić na nowej technologii. Póki jest nowa…