40

Xiaomi Mint. Zainstalowałem tę przeglądarkę i mówię Wam jaka jest

"#Xiaomilepsze" - powie Janusz. Ktoś krzyknie, że Opera. Inni rzucą Firefoksem, ekstrawaganccy wspomną o Edge, a "nieuświadomieni" dalej będą korzystać z Chrome. Tak właśnie - lekka przeglądarka Xiaomi Mint wylądowała w sklepie Google Play i pobrać może ją każdy użytkownik systemu Android - o ile jego urządzenie obsługuje minimum wersję KitKat. Czyli... właściwie każdy może sobie na nią pozwolić.

Xiaomi od dłuższego czasu marzyło o ekspansji własnej przeglądarki mobilnej – efektem tych pragnień jest Xiaomi Mint, produkt przeznaczony głównie dla słabiej wyposażonych urządzeń pracujących w słabszych sieciach komórkowych. Ale nie tylko – Xiaomi Mint da sobie radę również na flagowcach, a także w komfortowych warunkach odnoszących się do jakości połączenia internetowego. Co warto podkreślić, można ją zainstalować na dowolnym urządzeniu z systemem Android na pokładzie (KitKat+) – nie tylko na sprzętach chińskiego producenta.

Pierwszy kontakt z przeglądarką jest już… nieco dziwny. „Na wejście” program prosi mnie o uprawnienia zezwalające mu na wykonywanie połączeń telefonicznych (po co, do ciężkiej cholery?), czytanie SMS-ów (pytam po raz drugi), te do odczytywania multimediów oraz odnoszące się do aparatu. Pierwsze dwa są dla mnie nie do zaakceptowania – wcale nie dlatego, że „boję się wścibskich chińczyków”. Zwyczajnie uważam, że przeglądarka ma służyć do przeglądania internetu i nie potrzebuje takich uprawnień do poprawnego działania. Mimo zabronienia Xiaomi Mint dostępu do wszystkich czterech uprawnień, wszystko działa.

Lekka przeglądarka na słabe smartfony. Czyli całe Xiaomi Mint

Nawet nazwa programu wskazuje na „klientów docelowych”. Mint w nomenklaturze software’owej najczęściej oznacza produkt „lekki” – taki, który będzie działać poprawnie na słabszej konfiguracji lub przy okazji słabszej dostępności szybkiej infrastruktury sieciowej. Akurat tego nie jestem w stanie potwierdzić – raz, że nie narzekam na zasięg, ani na sieć WiFi i dwa: korzystam przecież z zeszłorocznego flagowca. Mnie problemy słabych konfiguracji nie dotyczą, więc nie powiem Wam czy rzeczywiście warto zajrzeć do Mint w kontekście konstrukcji ze średniej oraz niższej półki smartfonowej.

Warto zwrócić uwagę na kilka cech Xiaomi Mint – przeglądarka „waży” 11 megabajtów – tyle zajmuje „goła” instalacja przeglądarki. Po drugie, łatwo dostępny jest przełącznik, który wyłącza ładowanie się zdjęć na stronach internetowych. Co więcej, dostępny jest tryb ciemny, incognito oraz specjalny ekran „do czytania”, wspomagający konsumpcję treści w przeglądarce.

Sama przeglądarka wydaje się być lekka nie tylko w zakresie korzystania z zasobów sieci (strony ładują się błyskawicznie), ale i w kontekście interfejsu, który jest do bólu minimalistyczny. Nie znajdziecie tutaj mnóstwa przełączników oraz opcji „pod ręką”, te mniej wykorzystywane są schowane nieco głębiej, ale i tak są łatwo dostępne.

Pytanie tylko, czy użytkownicy chociażby Chrome, Firefoksa, Opery, Edge’a czy innych przeglądarek, z których korzystają zarówno na telefonie jak i na komputerze będą chcieli zrezygnować z opcji symchronizacji kart między sprzętami. Tego w Xiaomi Mint brakuje z prostego powodu – nie ma ona swojego odpowiednika na pecetach.

Czy warto zainstalować Xiaomi Mint?

Pomijając „dziwne” uprawnienia w trakcie pierwszego uruchomienia aplikacji, można uznać, że to całkiem miła alternatywa dla innych „lekkich” przeglądarek. Warto, chociażby w ramach wyrobienia sobie zdania zainstalować ten program i sprawdzić, czy spełnia nasze oczekiwania. W moim przypadku nie będzie w stanie jednak zastąpić Chrome’a, który obecnie gra u mnie pierwsze skrzypce: głównie z powodu braku synchronizacji kart między telefonem a komputerem; z tej opcji korzystam codziennie i niezwykle sobie ją chwalę.

Xiaomi Mint dla systemu Android