55

Tydzień z Xiaomi Mi Band 5. Jest lepiej, ale ciągle widzę braki

Xiaomi MiBand to bez wątpienia jedne z najpopularniejszych opasek treningowych na rynku. Premiera każdego kolejnego modelu wzbudza spore emocje i zainteresowanie. Nie inaczej jest z najnowszą wersją - MiBand 5, którą testuje od tygodnia i chciałbym się podzielić z wami pierwszymi wrażeniami.

Moja ostatnia opaska Mi Band to model bez numerka, czyli pierwsza wersja, która nie miała nawet wyświetlacza. Pochodziłem z nią kilka miesięcy, ale ostatecznie najpierw gdzieś mi się zgubiła i okazało się, że jakoś specjalnie mi jej nie brakuje. Później się znalazła, ale do dzisiaj leży sobie w szufladzie i nawet nie wiem czy jeszcze działa. Mam też styczność z wersją oznaczoną numerem 3, z której codziennie korzysta moja żona, choć bardziej jako zegarka, niż do monitorowania aktywności fizycznych. Mi Band 5 wydawał mi się jednak ciekawy, dlatego korzystając z premierowej promocji w Chinach, zakupiłem go dobry miesiąc temu za nieco ponad 100 PLN.

W poniedziałek wreszcie do mnie dotarł, co akurat zbiegło się z polską premierą, gdzie opaska w wersji Global została wyceniona na 179 PLN (159 PLN w pierwszym dniu sprzedaży). Dopłata do wersji globalnej w mojej ocenie nie ma sensu, owszem mamy NFC, ale co z tego jak nie działa z żadnym używanym w Polsce systemem płatności. Dlatego ani trochę nie żałuje zakupu wersji chińskiej, w której po instalacji aplikacji Mi Fit, szybko zamieniłem język na angielski, a za jakiś czas będę mógł też zmienić na polski. Tym bardziej, że na wykorzystanie NFC do płatności w Polsce raczej nie ma co liczyć nawet w przyszłości.

Xiaomi Mi Band 5 – specyfikacja

Dla porządku warto jeszcze przypomnieć dokładną specyfikację Mi Band 5 w porównaniu do starszych modeli, które można obecnie nabyć w znacznie bardziej atrakcyjnych cenach. W zasadzie cena to największa zaleta opasek Mi Band, okolice 100 PLN to kwota, która wydaje się całkiem atrakcyjna i szczerze powiedziawszy nie widzę w tej chwili powodu do dopłaty do wersji 5 względem modelu oznaczonego numerkiem 4. W zamian otrzymujemy w zasadzie tylko krótszy czas pracy na baterii (ale z wygodniejszą ładowarką), teoretycznie lepszy monitoring snu i kilka nowych aktywności. O dodatkowych motywach zegarka nie warto nawet wspominać. Szkoda też, że w dodatkowych aktywnościach nadal nie ma tak bardzo popularnej piłki nożnej, a do biegania czy jazdy na rowerze i tak potrzebny jest telefon z GPS.

Xiaomi Mi Band 5 Mi Band 4 Mi Band 3
Ekran 1,1″ AMOLED 0,95″ AMOLED 0,78″ OLED
Dotyk tak tak tak
Motywy 177 77 3
Mierzone aktywności 11 6 0
Czujnik tętna tak tak tak
Czujnik ciśnienia atm. tak nie nie
Wodoodporność do 50 m do 50 m do 50 m
Asystent tak, Xiao AI (NFC) tak, Xiao AI (NFC) nie
Śledzenie snu 24h, wykrywanie REM tak tak
Ładowanie Magnetyczna ładowarka Dedykowany dock Dedykowany dock
Czas pracy 14 dni 20 dni 20 dni
Łączność Bluetooth 5.0 Bluetooth 5.0 Bluetooth 4.2
Kompatybilność Android/iOS Android/iOS Android/iOS
Powiadomienia tak tak tak
Wibracje tak tak tak
Pulsometr tak tak tak
Wymienne opaski tak tak tak
Orientacyjna cena ~180 PLN ~100 PLN ~80 PLN

Xiaomi Mi Band 5 – zdjęcia

Na pierwszy rzut oka trudno odróżnić Mi Band 5 od wersji 4, ekran AMOLED jest co prawda nieco większy, ale ilość znajdujących się na nim informacji jest bardzo zbliżona. Mamy więc tutaj liczbę przebytych danego dnia kroków, stopień naładowania baterii, godzinę oraz ostatnio zmierzone tętno. Pomiar tętna może być wykonywany cyklicznie, co później ładnie wygląda na wykresach, ale też ma wpływ na szybsze zużycie energii w baterii.

Konstrukcja samej opaski nie zmieniła się od czasów pierwszej wersji i sprawdza się bardzo dobrze. Zresztą już teraz na rynku jest wiele opcjonalnych opasek w dowolnym kolorze i z różnych materiałów, które można dopasować do własnych upodobań. Domyślnie w zestawie mamy czarną opaskę.

Bodaj największa zaleta Mi Band 5 to umiejscowienie złącza ładowania baterii. Wreszcie nie trzeba wyciągać „pastylki” z opaski, co przyśpiesza jej zużycie i jest mało wygodne. W ten sposób zresztą zniszczyłem swoją pierwszą opaskę. Teraz wystarczy podpiąć magnetyczny uchwyt i podłączyć do portu USB, a po dwóch godzinach można się cieszyć ze 100% naładowania. To dobrze bo bateria niestety znika w oczach, szczególnie w porównaniu do pierwszych modeli. U mnie po 6 dniach od pełnego naładowania bateria wskazuje 53% przy pomiarze tętna co minutę. Nie jest to zły wynik, znacznie lepszy niż wszelkiego rodzaju smart zegarki, ale mimo wszystko starsze wersje Mi Banda mogły działać dłużej.

Kabelek do ładowarki ma około 50 cm, trochę mało, ale baterię bez problemu można ładować nawet z portu USB niskim prądem więc nie jest to specjalnie uciążliwe. Gorzej jak go zgubicie, ale po prawdzie tak samo było i w poprzednich wersjach.

Xiaomi Mi Band 5 w aplikacji Mi Fit

Połączenie opaski z aplikacją Mi Fit jest bajecznie proste i nie powinno nastręczać żadnych problemów nawet laikowi, nawet pomimo tego, że opaska jest domyślnie w języku chińskim. Łatwo można zmienić język na angielski, a wkrótce zapewne również na polski, którego obecnie brakuje również w wersji z polskiej dystrybucji. Tak po prawdzie, to nawet bez języka polskiego, można z powodzeniem korzystać z opaski. Jak przeprowadzimy proces parowania, to w zasadzie pozostaje nam tylko skonfigurować wszystkie interesujące nas funkcje, jak chociażby monitoring tętna, powiadomienia czy chociażby alarmy.

Na głównym ekranie aplikacji (która nota bene jest w języku polskim) znajdziemy informacje o liczbie kroków danego dnia, poziomie stresu czy statystyk snu z ostatniej nocy. Jest też ostatni trening, gdzie poza przebytą odległością jest też chociażby liczba spalonych kcal. Spacer, bieganie i jazda na rowerze wymagają sparowania z telefonem, który dostarcza dane GPS. Pozostałe 8 czynności: bieżnia, rowerek stacjonarny, orbitrek, wioślarz, joga, skakanka, pływanie i podnoszenie ciężarów monitorowane są już bezpośrednio przez opaskę, podobno ze zwiększoną skutecznością. Na ten temat jeszcze się teraz nie wypowiem, bo ich nie testowałem.

Całkiem ciekawie wyglądają też statystyki snu, choć ciężko mi powiedzieć na ile są one godne zaufania. Opaska poprawnie wykrywa za to przebudzenia, więc może faktycznie jest też w stanie wykryć różne fazy snu. Na wykresie tętna wyraźnie widać też czas snu czy dodatkowych aktywności. Szczyt na wykresie w okolicach godziny 19:30 to efekt rozgrywania meczu w piłkę nożną. Dlatego wspomniałem, że brakuje mi właśnie monitoringu tego sportu ;-). Kto wie, może w Mi Band 6 pojawi się wreszcie moduł GPS?

Mi Band 5 oferuje całkiem spore możliwości związane z ułatwieniem nam życia. Może być bezpiecznym elementem, który odblokowuje nam automatycznie ekran smartfona, może informować o przychodzących połączeniach, wydarzeniach czy motywować nas do ruchu. U mnie świetnie się też sprawdza jako budzik. Całkiem sprawnie działa też funkcja wykrywając podnoszenie ręki, która automatycznie aktywuje ekran gdy chcemy na niego spojrzeć, aby sprawdzić np. godzinę. Skoro już o tym mowa, to ekran ma teoretycznie jasność 450 nitów i to sprawia, że nawet w słoneczny dzień bez problemu można zapoznać się z jego zawartością.

To dopiero pierwsze wrażenia po tygodniu z opaską, na dłuższą recenzję przyjdzie jeszcze pewnie pora jak przynajmniej dwa razy rozładuje do opaskę do zera ;-). Jestem jednak w tej chwili pewny jednego, nie warto wydawać na ten model 179 PLN, gdy Mi Band 4 kosztuje w zasadzie połowę tej kwoty. Można też zaryzykować zakup wersji z Chin za około 100 PLN, w takiej cenie to całkiem niezła propozycja, choć mi nadal brakuje opcji płatności NFC i GPS. Wtedy pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że to opaska kompletna.